To, z tą kupą w dole, to dobry pomysł. Daje radę.
polewanie wodą Roana nie jest najlepszym pomysłem, ale czasem się udaje :D
Pod koniec sierpnia idziemy z nim do lekarza na szczepienia i badania, popatrzeć, co on tam ma w tym swoim organizmie jeszcze nie tak, jeśli jeszcze ma coś nie tak.
Odstawiliśmy go od karmy dla wyjątkowo alergicznych, wrażliwo-żołądkowych psów (jeszcze inna niż dostaliśmy przy jego odbiorze, polecona przez hodowce owczarków niemieckich). Bo nie miał apetytu i nie był ruchliwy.
jest teraz na czyms, co jest ze sklepu zoologicznego (nie pamiętam nazwy - tata marcina kupował), plus na kościach z odrzutów selgrosowych (te wielkie wolowe giczoły-wsówa je jakby były malutkimi kawalkami kurczaczka - w 10 sekund po porstu nie ma kości która jest zazwyczaj wielkości kawalka jakiegoś konara) plus jest na mięsku takim jak dla ludzi tylko drugogatunkowym (tata Marcina jeździ po nie raz w tygodniu na Hale Mirowską) i takich galaretowatych kawałkach dla psa pakowaych w coś co przypomina kiełbasę (nie wiem jak to nazwać). kaszy już nie dostaje, jeśli gotujemy mu z czymś to są to warzywa po zupie i ryż.
no i pies schudł :D waży już prawie 40 kilo (41,2 kg dokładnie).
Nie poluje już na koty ani takie tam, trochę to martwi rodziców Marcina, bo na to najbardziej narzekają.
Ostatnio poznał mojego tatę. Capnął go w łokieć na dzieńdobry. Mało co się nie polozyłam ze smiechu. Mój tata się go baął, po porstu się go bał :D
Jak można się bać Roana ??