Witam,
jestem członkiem stada Tofiego, jak dotąd byłem w naszym gospodarstwie za samca alfa, ale Tofi próbuje to zmienić.
Nasz bohater wypełnia pustkę po naszych dwóch psach (jamniczka i wilczyca alzacka), które ciążko chore przeszły do psiego raju, no i wypełnia skutecznie, bo jest go wszędzie pełno. W domu jest w ciągłym ruchu, skacze jak tenisowa piłka, próbuje swoich łamaczy kości na naszych dłoniach, stopach, kapciach itp, ale robi to ostrożnie i bez szkód, jest też bardzo "lizuśny", daje buzi przy każdej okazji. Wygląda na to, że jak dotąd karmiony był po domowemu, bo woli kaszkę z mięsem gotowane troskliwie przez "podkuchenną" -Wiesię, niż gotowe żarcie z puszek. No i dobrze, bo z mojego doświadczenia wynika, że ile by cudów w reklamach psiego jedzenia nie napisali, to i tak uważam iż to trociny, które tylko stały obok mięsa.
Trochę się obawialiśmy o jakość koegzystencji z naszą kotką, która jest już w poważnym wieku i niechętnie dzieli się swoim terytorium, ale ma za sobą dobre życie u boku jamniczki (która ją zresztą odchowała) więc szybko oswaja się z obecnością nowego mieszkańca.
Tofi na spacerze zachowuje się jak pies myśliwski, wywąchał już wszystkie korytarze i jesienne kopce ryjówek, kretów i szczurów piżmowych, przegonił też kilka dużych psów (szybko uznał otoczenie domu za swoje terytorium i jest dość w tym agresywny), które zaglądają na naszą nieogrodzoną jeszcze działkę.
Idzie wiosna, już martwię się o żaby i ropuchy łażące po działce i łące, bo wygląda na to, że Tofi zapoluje na wszystko co się rusza, na szczęście kurami sąsiadów się nie interesuje, choć nie wiem czy go nie wykorzystam do ich straszenia, bo latem rozgrzebują mi warzywnik i żrą pomidory, no ale może do lata się ogrodzimy.
To tyle wrażeń i refleksji po pierwszych dwóch tygodniach wspólnego mieszkania.
pozdrawiam
jędrek