Mnie też kiedyś wrobiono w taki wyjazd z doświadczoną grupą,w Książu.Mąż (było to zaraz po ślubie) podszedł do pana z pytaniem,czy małżonka mogła by się na koniku przejechać.A pan,że tak i właśnie w góry jadą to mnie zabiorą.No i zabrali.Powiem to tak,większe kłody dało się ominąć,ale rowu się nie dało i mało brakowało a małż został by młodym wdowcem :roll:.Ślad na kręgosłupie mam do dziś i boli też czasami.Ale koniki nadal lubię :lol:.