witam,
nie rozumiem dlaczego pani nie przyzna, ze cos zostalo zawalone w tej sprawie? jak mam uwierzyc, ze ala zostala adoptowana, skoro juz raz cos takiego mi powiedziano w schronisku - z tym ze poltora miesiaca temu, jeszcze zanim sie z pania skontaktowalam. 2- 3 tygodnie pozniej okazalo sie to calkowita nieprawda! pies byl. ala miala miec sterylizacje (po pol roku w schronie - byla tam od maja!). Tak pani tlumaczyla zwloke - bylam jak najbardziej za. zaluje.
dlaczego pani nie przekazala nikomu w schronisku,ze jest osoba chetna na tego psa? Jesli pani to zrobila, to sprawa jest tym dziwniejsza, nie uwaza pani?! pomijam juz fakt, ze pani rowniez miala watpliwosci - i obiecala zajac sie ta sprawa...
Nie rozumiem, dlaczego nie mozna pojechac do wojtyszek i poprosic o wyprowadzenie tego konkretnego psa? jest to dla mnie dziwne i dosc oburzajace szczerze powiedziawszy, tym bardziej, ze schronisko moze jest firma prywatne, ale pieniadze na utrzymanie psow itd. dostaje z funduszy gmin - czyli z naszych podatkow ;/ wiec jak sadze pewne standardy ja obowiazuja...
pozdro,
aska zakrzewska