Jump to content
Dogomania

abaporu

Members
  • Posts

    68
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by abaporu

  1. Tak, paćka Convalescence Support to taka saszetka z białawym / kremowym proszkiem (!), do rozrobienia z ciepłą wodą - daje około 200 ml czegoś w rodzaju sosu, wygląda toto jak takie odchudzające "szejki" lub odżywki dla sportowców. Kraksa wciąga do 4 na dzień - na jej rozmiar. Ale nie wiem ile dni ona będzie musiała to jeść. Dziś spytam weta, bo może na dłuższą metę to nie do końca wskazane. Przed chwilą zastrzyknęłam jej Nivalin - zaczyna się bronić, spryciula. Jestem home alone, to mi dobrą chwilę zajęły negocjacje z nią. Przed 20tą wędrówka do weta celem zażycia Betamoxu i pobrania recepty. Slapcio, czyżby szykował się przyspieszony Mikołaj? :lol: Z rzeczy które wychodzą w tempie ekspresowym - na pewno podkłady (takie jak te z Waszej wyprawki, apteczne-ludzkie, 1,50 pln sztuka - w mojej aptece przynajmniej. Kupilam wcześniej paczkę zwierzęcych, ale to się nie opłaca, bo paczka 10 szt., mniejszych niż te ludzkie, choć z klejem - to plus, przyznam - kosztuje 40 zł), ręczniki papierowe do podcierania psiego tyłeczka i zbierania kupek tu i ówdzie. Niekoniecznie z kolorowymi nadrukami - jakoś unikam tego przy moich zwierzakach. Psich pampersów nie próbowałam, ale jak się utrzyma lanie pod siebie, to w sumie niezła myśl! Na razie sunia mało eksploruje mieszkanie, więc sika pod siebie jak leży na kanapie - podkłady spełniają swoją rolę. I stare ciuchy, jakiś szafrok, stary koc - to mi "wyszło", w sensie, że piorę na bieżąco :lol: Więcej na razie nie mogę wymyślić. Acha, Kraksa woła z kanapy, że wolałaby plazmę zamiast telewizora, który jej zaoferowaliśmy :eviltong: Ostatecznie może być cały zestaw kina domowego:lol:
  2. Slapcio, w weekend mieliśmy z Fredem plany wyjazdowe, ale w związku z Kraksą chyba raczej uległy one kraksie ;) Zgadamy się telefonicznie / mailowo i spoko możecie w którymś momencie wpaść.
  3. Dziękujemy wszystkim za wsparcie i rady :) A do mnie właśnie dzwonił mój wet, mają już wyniki badań moczu i okazuje się, że będziemy kontynuować przez co najmniej 2 dawki (a potem się zobaczy) kurację Betamoxem. Dziś wypada jej akurat dawka, więc dobrze, że te wyniki przyszły. Kraksa ma resztki nie do końca wyleczonego jeszcze śródmiąższowego zapalenia nerek - trzeba dobić choróbsko do reszty ! Dziś wieczorem, po zastrzyku Nivalinu, przespacerujemy się do weta (blisko mam) po antybiotyk i celem zakupu Convalescence Support. Ciapka smakuje jej nawet - właśnie byłyśmy na spacerku, wysikałam ją - brzuszek płaski jak u top modelki - potem zjadła michę i teraz śpi na kanapie. Poza tym, wyniki moczu dobre, z tego co mówił wet, ale jeszcze dokładniej omówię je z nim wieczorem, plus poproszę,by mi przesłał na maila, tak jak wyniki analizy krwi. Dziś jakiś spokojniejszy dzień, nawet się popracować udaje. Wczoraj było jakoś nerwowo i smutnawo i trochę głupie myśli przychodziły, a buty nie wysychały, tyle było biegania - duże dzięki dla mojej przyjaciółki (nie ma jej na tym forum) Bożeny, która zawiozla nas do weta i odebrala stamtąd. Dziś już wiem, że taki dystans sunia pokona sama :cool:
  4. Dzwoniłam. Wet pozytywny - nie sika sama, ale pęcherz obkurczony, choć kontroli jeszcze brak, to leje pod siebie - dobry znak, choć to dopiero pierwszy mały kroczek. Może ją boleć, jak kuca (łapki, miednica), więc może się bać to robić. Mam ją zastrzykiwać co 12 h Nivalinem i ot. Do ludzi - bardzo pozytywna. Nas już zaakceptowała, chętnie by buźki dawala, ale my mniej chętnie, bo czasem kupki swoje wyliże ;) Ale buźki w rękę - jak najbardziej. Wodzi za nami oczkami, łypie (czasem, jak leży na kanapie, a ktoś jest przy zlewie, czy kuchni, to jest za plecami kanapy, więc łypie leżąc na plecach lub odgina głowe na oparcie kanapy i patrzy do góry nogami, fajnie to wygląda). Z charakteru wydaje się spokojna, refleksyjna, ale myślę, że tzw., prawdziwy charakter to dopiero jej wyjdzie, jak stanie na nogi. Mimo poobijania interesuje się na spacerkach żywo otoczeniem, czasem nawet ciągnie w swoją stronę, by coś obejrzec i obwąchać. Na razie niestety nie mogę jej wyczuć z Misiem. Miś się jej trochę boi, choć nie wyrywa się, to lekko sztywnieje na jej widok. Dziś po spacerze Misia (biedak, spadł do drugiej tury), Kraksa była sama w mieszkaniu, na kanapie. Gdy weszliśmy z Misiem, nie odpiełam go ze smyczy, tylko podeszliśmy razem - Miś na rękach u mnie - do Kraksy. Ona się ożywiła, usiadła na kanapie i sięgnęła w kierunku Misia, uchwyciła go za włoski na końcu ogona i... wtedy ja zabrałam Misia, a do Kraksiuli rzekłam "fe!". Miś zdebiał nieco, wiec zabrałam do do drugiego pokoju i pokrzepiłam rodzynkiem. Trochę biedny jest, bo zesłany do małej sypialni. Mam nadzieję, że Kraksa nie wykaże instynktu łowczego :roll:
  5. Kochani, sorry, nie zaglądam tu tak często, jakbym chciała, ale ostatnie dni trochę w napięciu, nie mam czasem głowy ani siły skrobać - Slapcio, dzięki za przekazywanie info po wymianie smsowej :* Tak jak już wiecie, rtg się nie odbyło, gdzieśtam mam wątpliwości, czy to dobrze, ale... wierzcie mi, to nie lenistwo, ani brak kasy, tylko długie narady z wetem (wczoraj spędziłam u weta od 12 do 16 i potem jeszcze wracałam do niego w sprawie leku, tudzież konwersowaliśmy via tel.). Wet uważa, że psiak po wypadku jest mocno stłuczony - wyjściowo też w kiepskiej formie, co nie pomaga - jednak nie ma urazów kości (długo obmacywał każdy staw), a tym bardziej kręgosłupa. Raz - nie da się wymacać anomalii, poza tym, że jest nieco obolała. Dwa - kochani, ona chodzi, kuśtykając, ale chodzi. Obciąża wszystkie łapy. Podbiega, chodzi do rzeczy, ktore ja zainteresują. Przysiada, gdy chce się poczochrać za uchem. Przeciąga się wszystkimi czterema łapami, z bródką do góry, gdy rano się budzi. Podejrzenie, iż może mieć coś uszkodzone w miednicy lub kręgosłupie, co mogłoby powodować ucisk na nerwy i kłopot z pęcherzem - bardzo mało prawdopodobne, bo musiałby to być uraz, który wywolywałby także problemy z mobilnością w postaci jej totalnego braku. Jeśli zaś chodzi o jakiś krwiak, opuchnięcie - i ucisk na nerwy - to to nie jest do wykrycia poprzez rtg. Nawet jeśli byłoby coś widać, co jakośtam odbiegałoby od normy, rtg nie daje podstaw do diagnozowania w takich kwestiach. Wet stwierdził, że byłoby to niepotrzebne męczenie psiaka, bo do miednicy / jamy brzusznej trzeba by ją faktycznie uśpić, co nie jest zupełnie bez wplywu na stan psa (stres, leki). Ostatecznie, zdecydowaliśmy się nie robić rtg, tylko działać na pobudzenie nerwu błędnego, odpowiedzialnego za (m.in.) kwestie trzewne, w tym pęcherz. Wet sądzi, że Kraksa ma okresowe (miejmy nadzieję) uszkodzenie przewodzenia, w wyniku uderzenia oraz wstrząsu, który mógł wywołać zaburzenia homeostazy organizmu. Ludzie po operacjach niezwiązanych z pęcherzem, drogami moczowymi, lub w wyniku szoku powypadkowego też mogą mieć takie problemy - nie czują parcia na mocz albo czują, ale nie mogą zwolnić zwieracza (potwierdzam, sama tak miałam po wypadku samochodowym. Duza utrata krwi, pare dni na kroplówkach - i cewnik, bo za cholere nie mogłam sie wysikać sama). O ile nerwy nie są uszkodzone trwale, a tylko jest stłuczenie, obrzęk - minie. Problemem jest długotrwałe rozciągniecie pęcherza, które miała Kraksa od wypadku w sobotę, do czwartku, kiedy zauważono problem. Pęcherz - dobrze że nie pękł - ma ograniczone możliwosci kurczenia się i rozciągania, tzn. długotrwale naciągnięty może nie móc się potem kurczyć i wypychać mocz. U Kraksy pęcherz był... monstrualny. Zwieracze trzymają nieźle, by wypchnąć mocz trzeba mocno uciskać pęcherz. Zwieracz odbytu jest leciutko rozwarty, ale też nie na full - kupki lecą trochę jak chcą, ale - sukces - już nie mamy biegunki, tylko sypiemy całkiem przystojnymi kawałkami nieźle wyglądajacej kupki. Dalej - Kraksa może mieć albo zaburzenia czucia - nie czuje, że pęcherz pełny (stąd brak reakcji przy mocnym nacisku - powinna się wić z bólu, a ta nic), albo ma czucie (lub ma w jakimś stopniu), ale nie daje sygnału do rozkurczenia zwieracza (w sumie.. mocno on zaciśnięty, jak pisałam). Objaw ten sam - zapełnia pęcherz, nie sika :( Kraksa, mimo odsikiwania ręcznego, caly czas miała pęcherz dość zapełniony. Wczoraj dostała ok 13tej u weta zastrzyk na pobudzenie nerwu błędnego (Polstigmina, aka neostigmina, w wersji weterynaryjnej tylko do użytku lekarskiego), ale nie zadziałał z kopa (była taka szansa, ale kuracja parodniowa też może dać rezultat). Suka została więc scewnikowana, wyleciało z niej masę moczu, kolejnych "nereczek" lepiej nie zliczać. Brzuch stał się płaski jak u anorektycznej modelki (no dobra, takiej w przededniu anoreksji). Wet kazał dawać polstigmine w tabletkach, pognalam z receptą do apteki i tam klops - leku już nie produkują, nie mieli nawet koncówki. Jedna apteka, druga.. Telefon do weta, zmiana leku. Niestety, w zastrzykach juz tylko był. Dobry lek - Nivalin. Kraksiula dostała wczoraj ok. 20 jeden strzał, potem za godzinę spacer. Nie sikała - odsikaliśmy ją, ale nie było dużo tego - ani w pęcherzu (wydaje się był prawie pusty, ładnie obkurczony), ani w ilości wysikanego moczu. Za to sporo się moczy na podkłady, na kanapie gdzie śpi, lub na posłaniu pod biurkiem. Przedtem, pokapywała (ulewanie przepełnionego pęcherza), teraz wydaje się, że po prostu puszcza co jakiś czas sporą porcję moczu. Czy to dobry znak? Zaraz dzwonię do weta to skonsultować. Upatruję w tym dobrych sygnałów - pęcherz obkurczony, Kraksa posikuje, ale jeszcze tego nie kontroluje. Może...może załapie? Dziś rano o 5 kolejny zastrzyk, i za chwile na spacer. NIc a nic nie wysikała, masowałam i uciskałam jej brzuch z cztery razy z przerwami na przejście paru kroków. Może z 10 kropelek. Brzuch płaski, ledwie coś czuć w pęcherzu. Podkłady i ręcznik po nocy - mokre. Na porannym spacerze wykupkaliśmy za to niedużą kupę. Jeśli chodzi o wyniki badań, to mam na razie krew, moczu jeszcze nie przysłali z laboratorium. Wet mówi, że wyniki nie są super,ale też nie są złe.Troche wysoka fosfataza (ALP) - co może być objawem stłuczenia (część tego enzymu idzie z mięśni i kości, z wątroby około 50%, wiec... może stłuczenie, może wątroba. Suka jest wygłodzona, poza tym pewnie dostała coś sterydowego w schronisku). Białe ciałka nieco powyżej normy, ale nie bardzo wysokie - to stan zapalny, ale absolutnie nie jest masywny, i nie dziwny u stłuczonego psiaka. Nie ma anemii, jest wyniszczona (utrata białek), ale nie rozpaczliwie. Dostaje Convalescence Support Royal Canin - tym żywimy się od wczoraj po południu. Wyniki badań macie poniżej (sorry, że tak wklejam, malutkie jest, ale po kliknięciu w zdjęcie wejdziecie w Imageshack i tam będzie oryginał. Mocz - później. Więcej - później.
  6. Witajcie, generalnie jest tak, jak zeznała po wymianie smsów rano Slapcio. Kraksa jest świetna, żeby tylko się tak nie wstydziła tego, że czasem jej sie coś wypsknie, jakiś sik lub coś innego. Spałyśmy w jednym wyrku, trochę było mokro, ale ujdzie - pralka już rano była w użyciu, więc będzie ok. Ale bardzo się cieszę, ze nie mam cały czas pieniędzy na nową kanapę :lol: W sam raz do zasikiwania jest ta, co jest. Podlozylysmy sobie gazetę, podkład i gites. Ja w jednym rogu, Kraksa w drugim. Sikanie idzie ok, choć metodą wałkowania - uciskam jej pęcherz i sika. Mam nadzieję, ze dzisiejsze rtg cos nam powie - dobrego. Do weta idę na 12tą, juz się z nim wczoraj umówiłam. Mam nadzieję, ze nie trzeba suni będzie usypiać do zdjęcia, wet powiedział, że się postara, zobaczymy. Dam znać potem, co i jak. Strasznie jest glodna - jadła by i jadła, ale cedzimy jej namoczone chrupki jak racje wojenne. A teraz śpi na kanapie i chyba poluje na mamuta (ewentualnie namoczonego megachrupka), bo zagryza, podszczekuje, i "zaciska pięści" :lol: Tchórzofretka - w szoku. Pierwszy raz ktoś smierdzi bardziej od niego. Natomiast Kraksa bardzo się nim podnieciła, ale nie wiemy, czy byl to głód, czy tez po prostu dzikie zainteresowanie. W kazdym razie, wczoraj było małe tete-a-tete, dosłownie minutka, obie strony trzymane byly za smycze, karki i uszy. Krwi nie bylo, mamy nadzieję, ze nie będzie. Podzial był taki, ze - jak wiecie - ja spałam z Kraksą na zasikanej kanapie, a Mis - z moim facetem, w naszym wygodnym łóżku, w sypialni. Mamy wielką nadzieje, ze ten stan nie utrzyma sie dlugo, buu..;) Na dowód mania-się-nieźle - kilka fot. Wybaczcie jakośc, trzaskane trzesącą się ręką, komórkoaparacikiem. Oto Kraksa po wysikaniu (na balkonie to robimy na razie, nie chce jej stresowac wyprowadzaniem na dwor), zastanawia sie, czy wrocic do ciepłego mieszkanka: A tutaj Kraksa na kanapie - chwilę przed zapadnięciem w Sen o Polowaniu na Chrupka: A teraz muszę pędzić pod prysznic, bo pachnę jak Kraksa, a mam jeszcze coś do załatwienia nim jedziemy do weta :lol: Ciąg dalszy - pewnie wieczorem.
  7. Jasne, będę informowała na bieżąco! Niech no tutaj tylko trafi w nasze ręce. Oraz łapki... A propos łapek - oto one: A tutaj rozsiewana jest wokół zaawansowana pewność siebie i urok osobisty: Choć tu z kolei pozujemy na sierotkę: Mam cichą nadzieję, że zwierzyniec dopasuje się do siebie bez nadmiaru akcji poniższego typu (w którąkolwiek stronę): I tak to - denerwuję się. Żeby tylko Kraksa wyszła z tego.. Trzymajcie kciuki!
  8. Witajcie, to u mnie ten warszawski dom dla Kraksy, właśnie się zarejestrowałam na forum i czytam wątek o psinie. Czekam na wieści z drogi i będę robiła co tylko będzie możliwe, by wyprowadzić dziewczynę z tego stanu. Mam niedaleko dobrą weterynarię, a zupełnie bliziutko druga, awaryjnie (mniej sprawdzoną, bo mam tchórzofretkę, i ta nieco dalsza bardziej się w takich zwierzach specjalizuje). Przyznam bez bicia, jestem nieco przerażona, zwłaszcza, że nie mam auta, więc będę musiała kombinować, jeśli Kraksa będzie musiała być wożona do weta samochodem. BTW - jeśli jest w okolicy ktoś, kto mógłby w razie awarii (nie wiem, jaki będzie jej stan, może nie będzie to potrzebne) podrzucić mnie z psem do weta, będę "dzwięczna". Resztą zajmę się sama (leki, etc.). Mieszkam na Gocławiu, skrzyżowanie Ostrobramskiej i Zamienieckiej. Tak jak pisała Slapcio, to blok, mieszkanie nieduże i częściowo już zaanektowane przez wielką duchem tchórzofretkę imieniem Misio, ale postaram się stworzyć jej jak najlepsze warunki i awaryjnie szukać domu z kanapą i ogrodem. Ostatecznie pozostaje plan awaryjny w postaci moich rodziców z domem, ogródkiem, autem (psy w nim jeżdzą na wyprawy do lasu) i wielkim sercem, w Kazimierzu Dolnym. Jeszcze nic nie wiedzą o tym planie... bo w piątek odeszła nam tam jedna sunia (miała niedoczynność nerek, na to tylko specjalna dieta, ale po drugiej zapaści nie dźwignęla się już na nogi i w piątek zeszły usnęła :-( Moja Mama głównie popłakuje i mówi, że teraz będzie tylko trójeczka (pozostałe nasze psiny) i więcej nie chce. Dlatego na razie nie mówie jej nic o Kraksie. Ale, to plan B. Na razie - czekam na wieści i zastanawiam się, jak się rozmawia z egoistyczną i bardzo pewną swego władztwa tchórzofretką o tym, by się nieco "posunęła"...:???: Pozdrawiam, abaporu
×
×
  • Create New...