Słuchajcie.... wycie wyciem i piszczenie, jakby mu sie coś dzialo... pierwsze dwa, 3 dni pomyslalem ze normalka, albo ze sygnalizuje ze chce wyjsc na dwor. nastepne dni popiskiwanie na dworzu, piszczenie jak chce wyjsc, piszczenie zaraz jak wroci i to sie nasiliło, w drugą strone zamiast ustać, dlatego decyzja o oddaniu, poprostu lepiej dla niego. Powaznie, nie miał źle u mnie, tymbardziej ze teraz nie mam szkoly to caly czas ktos z nim byl i wychodzil na dwór ( a w roku akademickim?! uuu to by byl jazz dopiero)... w ogloszeniu spokojnie mozecie napisac, ze nie zalatwia sie w domu, nie wyrywa sie jak glupi na smyczy, praktycznie umie na niej chodzic. sup;er sie bawi, tak klasycznie (rzucasz mu pilke a on Ci ją przynosi, zebys mu wyrwal i rzucil znowu). Jak wskakiwal na lozko albo w euforii porywal kapcia to wystarczylo stanowcze "nie" i zeskakiwal albo porzucał bambosza, wiec kumaty tez jest. gdyby nie wycie to wszystko cacyki naprawde
no ale wyobraźcie sobie mnie dzisiaj jak 3 w nocy, cimno.... a tu nagle budzi mnie wycie psa. nie zebym byl jakis pbojaźliwy ale wycie sie zawsze jakos tak źle kojazy. wiec jak mnie to tak wyrwalo ze snu w iemnosciach i za drzwiami to lekko sie wyposzylem i po minucie bezruchu dopiero zczailem co i jak... hi ;P
PZDR