Pusiaczka
Members-
Posts
152 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Pusiaczka
-
Wiem jak się napewno teras czujesz :-( Współczuję ci ale to słuszna decyzja że pozwoliłaś jej podjąć decyzję :-( Pies jest warzniejszy niż my on musi sam podjąć decyzję a my musimy pozwolić choćby niewiadomo jaka by to była decyzja.:-( Pozdrawiam gorąco ;)
-
Mela-moja miłość i Dżekuś skarb najdroższy
Pusiaczka replied to Monia70's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Monisiu jest mi bardzo przykro z twojej wielkiej tęsknoty.Niestety wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego a zwłaszcza zwierzę :-( I również współczuję twojej kolerzance :-( Napwno twój ukochany piesiu patrzy teras na ciebie zza tęczowego mostu ;) -
Suzik i Dianka - splonely zywcem - bestialstwo ! ! !
Pusiaczka replied to zuziaM's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bardzo ci współczuję Zuziu bo miałam z moimi znajomymi podobną chistorię tyle że też ktoś naszego ukochanego piesia którego niemogliśmy wziąść zadźgał nożem to było straszne :(( Też niezapomnę o swoim Lesterze i Artoniku którego tak każdy pokochał :(( -
Nom też tak sądzę ale żeby tak się bawić czyimiś uczuciami kosztem psa to jest poprostu nienormalne :cool1: Ta dziewczyna powina dostać bana na długo ale niepowinam się zabardzo w to wtrącać bo to nie moja sprawa ale bronie tego psa który został źle potraktowany. --------------------------- Zapraszam do moich dwuch nowych wątków na TM. Lester.........rozpalił we mnie miłość. Arton.....zostanie w naszej pamięci.
-
Hapiczko, na zawsze pozostaniesz w moim sercu...
Pusiaczka replied to Ola164's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nom witam ;p tym bardziej że napisałam już te dwa wątki na które mam nadzieje że ktoś wejdzie ;p Pozdrowienia dla wszystkich z dogo ;) :eviltong: -
Opowiem wam jego nietypową historię :-(:-( Był nam bardzo bliskim psem.:-(:-( Gdy patrzymy teras na jego zdjęcia to czujemy tęsknote za nim :-(:-( Zaczeło się od tego że do krystiana mojego kuzyna bloku wprowadziła się tak jagby rodzinka.Pan Tadeusz i Krystyna.Byli w wieku gdzieś tak po czterdziesce.Mieli psa Artona, lecz ta rodzina piła alkochol w dużych ilościach miendzy innymi denaturat że się tak wyrażę.Na początku było wszystko w pożątku bo żyła ta p.Krystyna. Lecz gdy pili alkochol już w dużych ilościach p.Krystyna wtrafiła do szpitala.Pewnego razu zauważylismy Artona a dlatego że pomagamy bezdomnym zwierzętą zainteresowaliśmy się nim. Lecz na początku nie był do nas przyzwyczajony i w pewnym momencie zaczął nas gonić i chciał nas pogryść był średniego wzrostu.Uciekliśmy na ławkę lecz nasz kolega Marcel niezdąrzył został ugryziony przez Artona więc poszedł do domu jego mama to zauważyła poszła na policję powiedzieli że zrobią co w ich mocy.Tym czasem my się nie podawaliśmy próbowaliśmy go oswoić bo widzieliśmy że coś jest z nim nietak.Dawaliśmy mu jedzenie itp... Aż w końcu się nam udało go oswoić po pewnym czasie p.Krystyna umarła w szpitalu z powodu że wzieła zbyt dużą ilość denaturatu że tak to ujmę.Od jej śmierci wszystko się zmieniło p.Tadeusz wyrzucał Artona z domu musiał spać na wycieraczce a co gorsze zaczoł go podpalać byliśmy mili dla niego i się pytaliśmy czy możemy wziąść Artona na spacer bo często też go trzymał na uwięzi w domu, lecz on nigdy się nie zgadzam aż pewnego razu do skutku próbowaliśmy aż wyrzucił go za skórę z domu i trzasnął drzwiami.Często kupywaliśmy mu witaminy na wzmocnienie go i jego organizmu dawaliśmy mu jedzenie z puszki i resztki z obiadu co się tylko dało.Aż pewnego razu zauważyliśmy że mama Marcela i mama moich kolerzanek Kasi i Uli wzieły Artona na smyczy i zaprowadziły Artona do schroniska.Lecz on z tamtąd jakimś cudem uciekł.Lecz nagle zaczął na nas szczekać i chciał znowu nas pogryść.Ja i kilka moich kolerzanek zauwarzyliśmy że nasi koledzy robią jakąś mieszanine więc się zapytałyśmy co robią a oni powiedzieli że trutkę dla Artona więc się wkurzyłyśmy i to wylałyśmy, trutka składała się z różnych badziew ale naszczęście nie zdąrzyli mu się dać tego napić.Potem znowu go oswoiliśmy. I znowu pomagaliśmy mu. Pewnego razu pewne starsze panie zadzwoniły na straż miejską że Arton lata sam po polu bez nikogo.Straż miejska przyjechała rano a Arton zaczął się na nią żucać więc oni wzieli pałki i zaczeli nimi go lać.Gdy pies stracił przytomność zabrali go do bagażnika chcieli go gdzieś do lasu wywieść.Opowiadał nam potem mój kuzyn.Lecz Arton jakoś wrucił do domu pod wieczur gdy go zauwarzyliśmy zaczeliśmy się cieszyć i go przytulać.Karzdy strasznie chciał go do domu swojego wziąść ale nikt nie mógł dlatego mu pomagaliśmy jak tylko mogliśmy.Mieliśmy już ogłoszenia wywieszać czy nikt by niechciał Artona ale na następny dzień gdy wyszliśmy na podwórko szukaliśmy wszędzie Artona ale nigdzie go niebyło.Postanowiliśmy zobaczyć czy niema go w domu a gdy weszliśmy po schodach zauwarzyliśmy go ale,ale był martwy na wycieraczce jego ciało było całe pokaleczone jagby ktoś go nożem podźgał. :-(:-( Wzieliśmy jego ciało i zakopalośmy teras odwiedzamy jego grub.Miesiąc później zmarł p.Tadeusz przyczyna była taka sama jak u p.Krystyny.Lecz Arton był wspaniałym psem. :-(:-(
-
Jestem za waszymi pomysłami ;] Spróbuję się popytać dobrych ludzi i powywieszać ogłoszenia jak znajdzie się ktoś to dam wam znać :p Czytając i tą opowieść i wasze odpowiedzi do tego byłam nieco w szoku co ta dziewczyna wyprawiała na dogo bo nieznałam w życiu jej wybryków bo niejestem długo na dogo. Spróbuję jak najbardziej pomóc jak tylko mogę :-) Możecie na mnie liczyć ja tak niekłamie :p Pozdrawiam:eviltong:
-
Lester... rozbudził we mnie milość
Pusiaczka replied to Pusiaczka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Też tak sądzę ;) Hapi napewno na ciebie też ;) -
Dwudziestego trzeciego marca minie sześć lat jak niema go ze mną:-( Teras karzdy dzień jest taki sam jak tamten czyli bez sęsu bo niema go przy mnie.Wciąż patrzę na jego zdjęcia jak był w kozaczkach bo sam wszedł do nich i na inne zdjęcia to czuję się jagbym je robiła wczoraj. Lester był z nami jak byłam malutka choć był zwykłym kundelkiem był bardzo mądry.Moi rodzice niemusieli mnie pilnować bo Lester to robił pilnował bym nie wyszła na ulicę żebym bawiła się w piaskownicy spychał mnie wtedy swym ogonem choć był średniego wzrostu.Zawsze pamiętam gdy byłam już starsza leżał ciągle na ulicy przed moim blokiem, gdy auto jechało zawsze schodził a gdy przejeżdżało znowu się kładł.Pamiętam zawsze że nikogo by w życiu nie ugryzł tylko tych którzy chcieli nam coś zrobić, zwłaszcza gdy byłam mała on wiedział że mogę go szturchnąć, pociągnąć ale w życiu za to mnie nie ugryzł bo wiedział.Miał potem coś z łapkami ale na szczęście wyszedł z tego. Jeszcze pamiętam jak mu żucałam kiełbaske i kroiłam.Bardzo go kochałam.Moje podwórko zawsze chciało żeby zdechł mówiło mi to przez co czułam się źle bo ganiał im za piłką.Lecz nie tylko chodziliśmy z nim na smyczy puszczaliśmy też go bo potem wracał.Pewnego razu był deszcz a on wrucił caluśki mokry pomimo że go wcześniej szukaliśmy.Rozchorował się, pojechaliśmy do weterynarza a on powiedział że ma zapalenie płuc i dał mu trzy zaszczyki, kazał nam dać coś przeciw bólowego jak wrócimy z nim do domu.Gdy wróciłyśmy natychmiast mu dałyśmy lecz lek miał zadziałać dopiero za dziesięć minut.Przez te dziesięć minut on strasznie zaczął niewiem czy to był płacz to czy pisk to było strasznie dziwne ale chyba płakał i tak strasznie głośno że było go na ulicy słychać :-(:-( Przed dziesięcioma minutami zdechł była równo godzina 21:00 zawineliśmy go w jego ulubiony kocyk ale musiał go pochować mój wójek :-(:-( Akurat wtedy uczyłam się na religię bo miałam iść do komuni w tamtym roku teras jestem w drugiej gimnazjum ale wciąż niemogę zapomnieć tych wspaniałych chwil spędzonych z nim,cudownych spacerków i tego przeraźliwego płaczu niezwykłego gdy odchodził od nas wtedy miał dziesięć lat.Był kundelkiem ale bardzo mądrym i niemogę się uporać do dziś z tym :-(:-( Gdy to piszę łzy mi spływają po policzku bo jest mi ciężko z tym ale nigdy o nim nie zapomne.Za niedługo dostane nowego pieska choć itak chyba niezastąpi mi Lestera od tamtej pory już niemogłam mieć żadnego psa bo moja mama to najbardziej przeżyła razem ze mną.Moja babcia też płakała i mój tato ale mniej.Ale udało mi się ją namówić na psa lecz dopiero niedawno.Gdy Lester zdechł dostałam królika do dziś żyję lecz itak niemogę się z tym uporać :-(:-(
-
Gdy to przeczytałam bardzo mi się przykro robiło że muszą istnieć te przeklente choroby są najgorsze i najgorszym tym co może istnieć sama mam bolesną historię w swoim sercu chcesz to zobacz na nią też przez tą chorobę rozpaczam :-( gdy czytam i wspominam mojego pieska choć był zwykłym kundelkiem to zmienił wiele w moim życiu :(
-
Hapiczko, na zawsze pozostaniesz w moim sercu...
Pusiaczka replied to Ola164's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wspaniała ta chistoria tylko że musiała się tak skończyć współczuję ci całym sercem i duszą ;) ps. jesteś bardzo dobra dla Czarka a on to napewno doceni:p -
[B][COLOR=magenta]Dobrze jest przygarnąć małego psiaka z ulicy do siebie ponieważ ja też uwarzam że pies z ulicy jest najlepszym przyjacielem i najwierniejszym ponieważ napewno jest po swoich przeżyciach i jak człowiek mu pomoże to pies jest bardzo wdzienczny.Słodkiego masz wsiaka :)[/COLOR][/B]