Po namyśle stwierdziłam, że nie wyślę żadnego listu protestacyjnego, ani do galerii, ani do tego poje......(sorki!). Pewnie to tego typu jednostka, że nie ważne jak gadają, ważne, że w ogóle gadają. Pewnie zaciera ręce z radości, ile ludzi zobaczyło to jego, pożal się boże, "dzieło". Mam nadzieję, że w tej całej Kostaryce znajdzie się grupa osób bardziej wrażliwych na cierpienie żywej, bezbronnej istoty i nie dopuści do powtórzenia podobnej bulwersującej pseudowystawy. Bo nie wiem co my możemy jeszcze zrobić?