Powiem szczerze, że spodziewałam się, że będzie o wiele ciężej z wyciągnięciem małego z budy...no ale udało się bardzo szybko. Ojciec "właściciela" zdjął dach z budy i psina uciekła na zewnątrz, dałyśmy facetowi smycz żeby go zapiął, ast strasznie przed nim uciekał :shake: i kiedy tamten się do niego zbliżał to mały wystawiał zęby na niego :diabloti: a jak ciocia Luka go przejęła to siedział sobie z nią spokojnie koło ławeczki i bez niczego dawał się głaskać :cool3: potem hyc do samochodu i w drogę do LILU :loveu: