Cześć wszystkim,
przychodzę do Was, bo moje serce pęka z bezsilności i strachu, a moje nerwy są na wykończeniu. Szukam wsparcia i doświadczeń osób, które mają pieski w podobnym wieku i z podobnym zestawem leków.
Moja ukochana Lili to 14,5-letnia suczka maltańczyk. Ma zdiagnozowany zespół Cushinga o podłożu przysadkowym (guz w głowie wyszedł w rezonansie, dodatkowo zmiany mikronaczyniowe). Ostatnio przechodzimy przez potworny kryzys – Lili zaczęła mieć ataki neurologiczne (wczoraj o 16:30 i dzisiaj rano o 7:40, oba podczas snu: gwałtowne wyprężenie szyi do tyłu, krzyk/wokalizacja i bezwiedne puszczenie moczu). Pomiędzy atakami minęło zaledwie 12 godzin... Poza samymi atakami Lili na szczęście chodzi, ma apetyt i normalne samopoczucie.
Jesteśmy pod opieką świetnego lekarza (endokrynologa), ale potwornie się boję, co będzie dalej. Lili bierze obecnie bardzo mocny zestaw leków:
Dostinex (na obkurczenie guza przysadki)
Benakor (właśnie zwiększyliśmy z 1/2 na 3/4 z powodu skoków ciśnienia)
Lodisure (na stałe na nadciśnienie)
Gabapentyna (1/2 wieczorem, ma chronić główkę i działać przeciwbólowo na spiętą szyję)
W najbliższej przyszłości (po badaniach kontrolnych krwi i ustabilizowaniu tych obecnych ataków oraz ciśnienia) mamy w planie wdrożenie Trilotabu (Trilostanu) na samego Cushinga. Stoimy też przed decyzją o wdrożeniu Clopidogrelu, ale czekamy na stabilizację.
Chciałam Was zapytać – jak Wasze pieski, zwłaszcza starsze staruszki, czują się z tą chorobą? Czy u kogoś też pojawiały się takie ataki z wyprężaniem szyi na początku leczenia, zanim leki na ciśnienie i Dostinex zaczęły w pełni działać?
I najważniejsze – jak Wasze psy reagowały na wdrożenie Trilotabu (Trilostanu)? Czy ten lek przyniósł u Was upragnioną stabilizację? Jak znosiły go Wasze staruszki przy problemach neurologicznych/naczyniowych?
Będę wdzięczna za każde słowo wsparcia i Wasze historie. Czuję, że zaraz oszaleję ze strachu o moją małą dziewczynkę...