a ja powiem że przy wczorajszym karmieniu Lulek wypadł ok, coprawda pałaszuje swoje szybko i potem chciał zagarnąć Luki michę ale po moim ostrym sprzeciwie dał się przekonać. Nie powiem, że nie czułam lekkiego niepokoju goniąc takiego wielkiego psa od miski, ale obyło się bez problemów. W sumie przecież on mnie zna dość średnio i jednak jest dość nachalny jak poczuje żarcie, ale ze zrozumieniem, a przynajmniej bez sprzeciwu przyjął moje odprowadzanie go na siłę od miski Luki.
A swoją drogą dieta Bożeny im służy, takie upasione, nie grube ale dobrze wyglądające są, a jakie przytulaki, szok!