Ojj takie sytuacje są mrożące krew w żyłach. Też to przechodziłam, bo idąc z Tiną nad Wisłą w miejscu gdzie samochody mają "zakaz wjazdu", wpadła by pod auto.
Facet wyjechał nam zza krzaków prosto na Tinę, ja się zadarłam, ona znieruchomiała a facet zdążył dzięki Bogu wyhamować.
To był ułamek sekundy, a przeleciało mi życie przed oczami.
To samo kiedy w ziemie, podczas zawieruchy moja siostra zgubiła ją na spacerze kiedy miała jakiś niecały roczek. Szukaliśmy bez skutku.... aż po 2 godzinach wróciła sama :)