Jump to content
Dogomania

volwerin2010

New members
  • Content Count

    10
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

About volwerin2010

  • Rank
    Member
  1. Piszę to po czasie ale ona miała wielkie guzy nowotworowe na wątrobie, śledzionie i trzustce. Obawy były żeby nie pękły i zawartość nie wylała się. Na Bełzy miała 2 razy w miesiącu USG które nic nie wykazywało? Dopiero na ostatniej wizycie młoda weterynarz z nieznanego mi powodu postanowiła zrobić jej za darmo USG. W szoku była że wszędzie są guzy nowotworowe. Jak wskazałem sutek który miała nabrzmiały to tez stwierdziła że to rak i nie myliła się. Pierwszą wizytę jaką tam miała moja mama pokazała brzuch Pimpy mojego spa i spytała się co dzieje sie z nim że jest taki napuchnięty. To wet stwier
  2. On był w takim szoku po zrobieniu jej usg, że zadzwonił na Bełzy o co kaman? Dlaczego nic nie widzieli. Nie wiem co tam usłyszał od nich ale chyba coś nie miłego. Zwłaszcza że sam pracował u nich. Zrobił im świetną renomę ale miał widocznie dosyć i odszedł otwierając swój własny gabinet. Klientów ma tylu że szok ! To jest facet na prawdę z sercem.
  3. Po miesiącu brania ventyrolu poziom kortyzonu powinien spaść do bezpiecznego poziomu. A spadł zaledwie o 40% Zamiast zwiększyć jej dawkę nie zrobili tego. Spytałem sie dlaczego tak jest, to odpowiedział że musi minąć więcej czasu. Tak aż umarła od tego oczekiwania. Nigdy nie wydali badań jakie jej robili min krwi.
  4. Ona miała już nabrzmiały sutek podczas pierwszej wizyty. Moja mama pytała się czy to nie jest czasem rak, bo nigdy sie nie szczeniła. To baba weterynarz stwierdziła że to nic poważnego. Później miała robione kilkakrotnie usg i nigdy nie wspomnieli o raku. Że wszystko jest ok że wyniki są celujące i optymistyczne. Dopiero gdy miała ostatnią wizytę, to zrobiła jej jakaś młoda weterynarz za darmo usg i w szoku była że my nic nie wiemy że ma pełno guzów nowotworowych w jamie brzusznej. Wtedy zdecydowaliśmy pojechać do Słodkiego, jak na dole napisałem. Tak oni wiedzieli o raku ale postanowili jak n
  5. Dzięki za wsparcie bo to była najlepsza przyjaciółka i moja jedyna. Rodzaj tego raka jest nie wyleczalny. Ale wet stwierdził że 5 miesięcy wcześniej, usunął by śledzionę od której to sie zaczęło i pies by żył. Wiem ze cushing i tak by ja zabrał. Ale z dwa lata dłużej by pożyła.
  6. Mojej suczce poziom tego spadł zaledwie o 40% I to jest dziwne że tak mało a wet nie zalecił większej dawki do samego końca. Duża część wet to zwykli rakarze, zero empatii. Skoro lekarz potrafi działać na szkodę pacjenta to dlaczego by nie miał tego robić rakarz? Przypadków umyślnego wywoływania chorób u pacjentów jest bez liku w necie. Sam jestem niedoszłą ofiarą tego I zero odpowiedzialności karnej dla tej kasty. Polecam robić badania u różnych weterynarzy nie mówić że wcześniej sie gdzieś było. Po konsultują się że sobą dając te same wyniki badań. Tak to jest klika, kruk krukowi oka nie wyk
  7. Sorry że post pod postem. Ale wydaje mi się że ona już 6,7 lat temu miała podobne objawy jak przy cushinga. I te mrużenie oczu, zawsze tak robiła jak miała gorsze samopoczucie. Śmierć mojego ojca rok temu tak nie przeżywałem jak jej.
  8. Ale oni w dużej części są winni że robią jej regularnie usg. Stwierdzili guzy nowotworowe dopiero miesiąc przed jej śmiercią. Dlatego nie dali wyników badań, tylko je zatrzymali. Bo podług badania krwi i poziomu leukocytów, można było już wnioskować że ma raka. Ale oni postanowili dydać kasę do końca z jej niby leczenia. Inny weterynarz dr Słodki bardzo znany, który pracował kiedyś dla nich. stwierdził że powinni to widzieć 6 miesięcy wcześniej! Sprawę im bym wytoczył, ale jestem pewny że dokumentacja przebiegu jej choroby pewnie już dawno została zniszczona. Za późno w Google przeczytałem o
  9. Moja kochana suczka dostała to we wrześniu ubiegłego roku. Miała podawany ventoryl i jakiś badziewny lek na osłonę wątroby. Który nie ochraniał wątroby wcale. Wywiązał się z tego po 5 miesiącach, nowotwór wątroby z przerzutami na śledzionę a nawet na sutek. Dowiedziałem się o tym w styczniu od weterynarza który robił jej ponownie usg. Pojechałem do innej kliniki i tam dowiedziałem się, żeby tak 5 miesięcy wcześniej zdiagnozowali raka, to by była szansa na jej uratowanie. Partactwo kliniki na Bełzy w Bydgoszczy woła o pomstę do nieba. To była najdroższa mi istota i dzisiaj musiałem ją uśpić. W
×
×
  • Create New...