Miałam nie pisać, ale widzę że sytuacja nie została opisana do końca i zrobiono z nas potwory niewyobrażalne.
Tutaj "Pani Ola", aktualnie Kori przebywa u mnie. Pani Iza zapomniał wspomnieć, że oddanie Koriego wynika tylko i wyłącznie z tego, że mieszkanie nie jest nasze. Dzień temu była u nas właścicielka - ma do tego prawo opisane w umowie, aby sprawdzić mieszkanie kiedy chce. Po zastawieniu blatu pies nie wskakiwał i to fakt - zaczął za to wskakiwać na szafki z telewizorem, a telewizora przed wyjściem z domu nie schowam. Pomijam o otwieraniu drzwi do łazienki i gryzieniu UBRAŃ, kiedy naprawdę dostosowaliśmy się do zaleceń behawiorystki. Nie znacie całej sytuacji, to nie róbcie z nas nie wiadomo jakich, bo nam też jest do cholery jasnej przykro. Właścicielka dała nam ultimatum po tym, jak zobaczyła pogryzione stołki barowe i fotel oraz zadrapane meble - albo my albo pies. A na mieszkanie nas nie stać, aby na już znaleźć. Możecie nas zlinczować, dodać na czarną listę - za to, że chcieliśmy dobrze. Problemy behawioralne u psa ze schroniska są logiczne, nie chodzi tylko i wyłącznie o wskakiwanie na blat - ale tak to wygląda jak się wie tylko szczegóły. Ale jak pies ma zajęcie i zjada piloty, NOŻE, kwiatki, książki, ubrania? Także proszę, przepraszamy za to że chcieliśmy naprawdę dobrze i naprawdę się staraliśmy - usłyszeliśmy że "wiedziałam że go oddacie". To po co było go nam wydawać? Właścicielka dała nam wyznaczony czas i jak napisałam - albo my albo on. Sama będę starała się poszukać hoteliku, ale przepraszam - mam się dopłacać za zlinczowanie nas? HAŃBA dla was :) Więcej rozpisywać się nie będę, bo wiem że najmniejszego sensu nie ma - gdzie traktuje się psy na poziomie Bogów i bez pozwolenia opisuje sytuacje życiowe.