Ból jest wielki, wszędzie Brunka widzę, cały czas mam go przed oczami. Łzy w oczach, płacz i szloch... Dla mnie bardzo duża strata. Chociaż mam męża i piątkę dzieci, to i tak cierpię. Brunek zrobił się osowiały od środy rana, zaczął wymiotować i miał biegunkę, wezwałam weterynarza, przyjechał podał 4zastrzeki, że powinno go puścić w czwartek, jeśli nie, pies po prostu odejdzie. Wymiotował, chował się gdzie tylko mógł, dostał ostrej biegunki z krwią. Odszedł... Te jego ostatnie spojrzenie.... Boli i winie się, że nie zrobiłam dla niego więcej, że mu nie pomogłam, ŻAL.... BÓL... TĘSKNOTA... MOŻE SPOTKAMY SIĘ TAM GDZIEŚ... KOCHAM I CIERPIĘ
PS. Przepraszam, za taki długi wpis. Pozdrawiam i trzymajmy się