w slawnych Starachowicach oczywiscie nie ma zadnej kliniki weterynaryjnej, ale jest kilku wetow, ktorzy (mam nadzieje) w razie czego pomogliby.
bylam raz swadkiem jak pies mojej kolezanki wpadl pod kola. na szczescie kierowca, ktory go potracil(ewidentnie NIE byla to jego wina)zaproponowal, ze podwiezie do weterynarza. tata tej kolezanki zadzwonil do weta i juz po ok pol godz. okazalo sie, ze z psu niec nie jest(oprocz szoku oczywiscie). szczerze mowiac, to az sie zdziwilam, bo pies po potraceniu przelecial jakies trzy metry i naprawde to strasznie wygladalo... ale naprawde ciesze sie, ze nic mu nie jest:).