Widzę jak wielu przyjaciół miała tu Ewa, zresztą dużo mi o dogomanii mówiła, wiem, że tu udzielała się więcej niż na miau.
Zwierzęta Ewy będą miały opiekę, Ewa bardzo kochała, z wzajemnością, siostrzeńca swojego męża i jego żonę. Oboje bardzo kochają zwierzęta i to oni opiekowali się nimi w czasie choroby Ewy. Jeżdzili do lekarza kiedy było trzeba, a czasem taka potrzeba była. Oczywiście o Ewę także się troszczyli, jak i pozostała rodzina.
W tym przypadku zwierzęta, a jest ich w sumie ósemka - sześć kotów i dwa psy, będą miały opiekę w swoim własnym domu. Mają szczęście. Nikt ich nie zawiezie do schroniska ani nie wyrzuci na ulicę. Rozmawiałam dziś z Ewy szwagierką, która z wielkim oddaniem opiekowała się Ewunią i pytałam o zwierzaki. Czują, że stało się coś niedobrego, przecież zwierzęta doskonale to wyczuwają. Jestem pewna, że Żanetka i Michał zastąpią im jak najlepiej ich ukochaną opiekunkę. Przynajmniej w tej sprawie możemy się nie martwić.
I pomyśleć, że 14 września byłam u Ewy, zostałyśmy same w domu, rozmawiałyśmy jak zwykle, cztery koty leżały z Nią na łóżku, psy spały obok na fotelach. Nie przypuszczałam, że to będzie nasza ostatnia rozmowa. Zaraz po moim wyjściu Ewa poczuła się źle i od następnego dnia trzeba było podawać Jej morfinę. Bo bardzo cierpiała.
Ona jest już po drugiej stronie. Nie cierpi. Zostaliśmy my, Jej przyjaciele. Zawsze gorzej mają ci, którzy zostają. Ja się do nich zaliczam. Bardzo mi przykro. :(