Rozpoczęła się monotonia psiego życia, jedzenie, spacery, głaskanie, czesanie ...
Monotonia godziny czwartej rano, kiedy to Dunajek stwierdza, że ma ochote na spacer i domaga się tego waląc łapą w drzwi wejściowe. A łapę ma słusznych rozmiarów, dźwięk zatem się niesie szeroko :p
Do tego lekki szantażyk w czasie dnia, w typie "nie rozumiecie, że chce się przejść, to wam to zademonstruje", ostentacyjnie podniesiona noga i ... idziemy na spacer. Ulubionym psem spotykanym na spacerach jest malutka jamniczka, wobec której zachowuje sie niczym gentleman starej daty nie zaczynając obwąchiwania jako pierwszy. No i bardzo nie lubi burz, krąży po mieszkaniu próbując znaleźć sobie miejsce gdzie nie błyska i nie huczy.
Co nie przeszkadza chwilę po zakończeniu burzy domagać się ponownego wyjścia, bo przecież trzeba sprawdzić, czy świat po tych wszystkich okropieństwach się nie zmienił.
Ot, monotonia psiego dnia ...;)