Jump to content
Dogomania

inne spojrzenie

New members
  • Posts

    2
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by inne spojrzenie

  1. Boksiedwa, czy kiedy jesteś u dra Jagielskiego ze swoim psem, to sama wykonujesz zastrzyki i np. wkłucia dożylne? Jakoś trudno sobie to wyobrazić. W szpitalach ludzkich zajmują się tym – jak zapewne wiesz pielęgniarki, zabiliby cię śmiechem, gdybyś zażądała podłączenia kroplówki przez lekarza. Dlaczego w weterynarii ma być inaczej? Z tego co rozumiem, studenci pracują w lecznicy właśnie jako pielęgniarki. Doskonale wiem , że Konisia nie ma funduszy, ani własnego środka transportu. Tylko nie rozumiem, dlaczego ma to tłumaczyć postawę roszczeniową? Tzn psychologicznie być może taka postawa jest uzasadniona „pomagam, choć mnie na to nie stać, więc należy mi się szacunek i wsparcie (oczywiście) i dodatkowe przywileje ( to już nie takie oczywiste)” Będę bronić do upadłego „wetki”, o której mowa ( bo chyba do niej odnosi się przykra aluzja o zmianie zawodu). Znam ją bardzo dobrze, jej podejście do zwierząt, poświęcenie i życie głównie w pracy. Nie raz po 12 – godzinnym dyżurze wsiada w samochód i jedzie do pacjenta (najczęściej ZA DARMO). Więc daruj sobie pouczenia pod jej adresem o poświęceniu w pracy. Tak na marginesie , jaki jest twój zawód Boksiedwa, skoro tak śmiało wypowiadasz podobne sądy?
  2. Witam Wszystkich zainteresowanych losem Oscara. Śledzę wątek od paru dni i jak najbardziej doceniam pracę i powięcenie Konisi ratującej psa. Chciałabym jednak poruszyc wątek podejścia Konisi i paru innych osób do weterynarzy - chodzi o lecznicę na Białobrzeskiej. Znam dobrze osoby tam pracujące, lubię je i cenię, dlatego "relacja" Konisi z wizyty na Białobrzeskiej (26 . 03.2006, str 33) wymaga ode mnie reakcji. Zacznę od tego, że dr Jagielski jest nie tylko doskonałym fachowcem, ale również człowiekiem kochającym zwierzęta, dlatego jak najstaranniej dobiera personel technniczny (jak ktos słusznie zauważył - spośród szczególnie oddanych pacjentom studentów ostatnich lat weterynarii). Podzieliłam się moimi spostrzeżeniami z "wetka" wspomniana w opisie wizyty Oscara na Białobrzeskiej. Ją też zmartwiła ta dość jednostronna i , jak się wydaje, nie do końca sprawiedliwa relacja . Poprosiłam ją zatem- jako osobę, która "tam była" o napisanie kilku słów o tym jak wyglądało to wszystko "z drugiej strony" Mam nadzieję, ze lektura Jej listu da Konisi i innym powód do zastanowienia. Pozdrawiam "Być może NIKT tego nie zechce przeczytać, może jednak czasem warto spojrzeć na coś z innego punktu widzenia… Była spokojna niedziela, pacjentów mniej niż zwykle, około godziny 12 – 13 do lecznicy zadzwonił dr Jagielski z wiadomością, że mamy spodziewać się Oscara, bo jego stan pogorszył się. Powiedział co życzyłby sobie by Mu podać, byliśmy umówieni na ewentualny telefon gdybym miała jakieś uwagi co do stanu pacjenta. Oscar, z jakichś powodów, pewnie ważnych, dotarł o…15.45. Od razu został przyjęty, popiskiwał. Karolina – nasza najlepsza techniczka- próbowała założyć Mu wenflon. Niestety, nie udało jej się – tak dzieje się zawsze, gdy bardzo się stara, gdy jej bardzo zależy. Dr Jagielski ma tak duże zaufanie co do jej umiejętności, że powierza jej takie czynności u swoich najtrudniejszych Pacjentów onkologicznych, którzy wkłucia dożylne przechodzą co tydzień i czasem założenie kaniuli graniczy już z cudem. Wenflon został założony z drugiego wkłucia, Oscarowi podano Dexaven i Ornipural we wstrzyknięciu, a następnie został podłączony do 200ml Ranigastu – również dożylnie. Opiekunki bardzo się o Niego martwiły, zaproponowałyśmy, by Oscara położyć na kocyku – odmówiły, by nie zmieniać już Jego pozycji. Zapytane, czy mogą podać płyn Ringera dożylnie w domu, odmówiły, więc została Im zaproponowana lecznica całodobowa, tę propozycję również odrzuciły. Ponieważ z wywiadu uzyskałam informację, że Oscar je, pije, nie wymiotuje, nie ma biegunki i nie był odwodniony, zadecydowałam, że 500ml płynu Ringera podam podskórnie. Telefonicznie z dr Jagielskim ustaliliśmy też, że zostanie dołączony antybiotyk. W lecznicy na Białobrzeskiej przyjęło się, że przy Pacjentach wszystkie czynności manualne wykonują technicy – studenci ostatnich lat weterynarii, którzy wszystkiego co umieją, nauczyli się od nas. Inaczej nasze możliwości przyjęcia Pacjentów, spadłyby o co najmniej 50%, a na wizytę do dr Jagielskiego czekałoby się nie kilka dni, lecz miesiąc, nie mówiąc już o nagłych przypadkach, jak ten Oscara. Opiekunki otrzymały wydruk z wizyty, w którym zawarte były wszystkie podane leki oraz zalecenie kontaktu z lekarzem prowadzącym - dr Jagielskim. Karolina pomogła Paniom w transporcie Oscara do samochodu, za co jej bardzo dziękowały. Lecznica została zamknięta o 16.40, przez co spóźniłyśmy się wszędzie tam, gdzie byłyśmy tego dnia umówione. Tak niestety dzieje się niemal zawsze, na palcach jednej ręki można policzyć ile razy w ciągu tych kilku lat wyszliśmy o czasie. Dla mnie wyniknęło z tej wizyty co najmniej kilka przemyśleń. Jak to się dzieje, że mimo złego stanu pacjenta, dociera on do lecznicy kilka godzin po kontakcie z lekarzem prowadzącym? Jak to się dzieje, że mimo świadomości Opiekunów o potrzebie podania dożylnego leków, co jest zazwyczaj procesem długotrwałym, pacjent dociera do lecznicy 15 minut przed jej zamknięciem, mimo że w weekendy czynna jest od początku istnienia do 16? Dlaczego niektórzy tak bardzo nie umieją poszanować wolnego czasu innych, mimo, że ci mają go tak niewiele i wykorzystują zazwyczaj na odespanie całotygodniowych stresów, nie myśląc nawet o pójściu do kina czy o jakiejkolwiek innej przyjemności? Dlaczego lekarze nie są uważani za ludzi, dlaczego nie mogą mieć namiastki swojego życia, tylko powinni cały swój czas spędzać w pracy? Wreszcie jak to się dzieje, że mimo wielkiego niezadowolenia z pracy kogoś, potrafimy mu bardzo dziękować, następnego dnia uśmiechać się do niego i być dla niego bardzo miłym? Z własnej kultury, poczucia obowiązku? Nie chciałabym, aby ten list wywołał jakąkolwiek dyskusję, tu nie czas i nie miejsce na to. Piszę to przede wszystkim w obronie Karoliny, która ten incydent opisany w internecie bardzo przeżyła. Chciałabym tylko prosić o chwilkę refleksji. Pani Opiekunce, której należą się wyrazy ogromnego uznania i podziwu za to, co robi dla Oscara, życzę by ta historia skończyła się najlepiej jak to możliwe."
×
×
  • Create New...