Eee, ja odkryłam lepszą metodę:) Dać gorszego łobuza:) Ale tak serio, jak go poznałam, to naprawdę fajne wrażenie. Nawet paszczy nie otworzył żeby szczeknąć:), no chyba że mojego Fafinia się przestraszył;) (ale nie sądzę). Tylko, że ja z racji galopującej sklerozy, zapomniałam, że on nie każdego od razu kocha i łapska od razu wyciągnęłam, żeby go wytarmosić:) Zdziwił sie, zesztywniał na chwilę i już brzuchol i już się nadstawił do tarmoszenia:)