Cześć Dziewczyny,
Poczytałam Wasze posty i widzę, że los kochanej Cocuni leżał na sercu wielu osobom a dzięki zaangażowaniu Marysi pieseczek jest już w swoim domu :)
Chętnie podzielę się z Wami informacją o postępach suni a są naprawdę ogromne. Coco z dnia na dzień staje się coraz bardziej otwarta. Jeszcze wczoraj podchodziła do nas tylko kiedy mieliśmy w dłoni jedzenie, w innym przypadku kiedy zbliżaliśmy się zbytnio, zaczynała warczeć.
Już dzisiaj udało nam się przypiąć smycz do jej szelek i wyprowadzić pieseczkę na spacer. Szła dumnie, z podniesionym i merdającym ogonkiem. Chętnie zwiedzała okolicę. Po spacerze najedzona i pewnie zmęczona położyła się na dywanie i dała mi się głaskać. Już nie palcem czy najwyżej dwoma a całą dłonią. Po pyszczku i głowie. Zdaje się, że to jej się podobało, bo oczka są już jakby mniej smutne, ustało smutne mruczenie. Marysiu wybacz, ale mam nadzieję, że to oznacza, że chociaż troszkę przestaje za Tobą tęsknić :)
Cocuni potrzeba jeszcze trochę czasu żeby mogła się przyzwyczaić, ale zdaje się, że to już koniec złych rzeczy w życiu pieska :)
Dziewczyny pozdrawiamy Was serdecznie, róbcie dalej takie wspaniałe rzeczy, bo naprawdę ma to sens :)
.