Ania, nasz jamnior (miał na imię Filip) to był naprawdę niezły egzemplarz:cool3:, zjeździł ze mną cała Polskę (bo jeździł z nami na wczasy, ze mną na obozy żeglarskie) i chyba cudem przywoziliśmy go spowrotem do domu bo uwielbiał samotne spacery po okolicy. Pierwszy taki spacer wykonał mając 4m-ce w Ustce, podkopał się pod siatką i sobie wyszedł poza teren ośrodka:cool3::evil_lol: no i tak mu później zostało:cool3: dobrze, że zawsze jakoś pamiętał drogę do domu:evil_lol: