Akucha, co za pytanie, spójrz na Pynię.
Ja zawsze gdy zaczynam wpadać w dół, zabieram Yoduchę na spacer. Patrzę na ten szczęśliwy, wredny pychol i myślę o tym jak ona by dziś żyła, gdybym się poddała. Wiem, że to co innego, ale ona zawsze przywraca mi wiarę w to, że można przegonić zły los. Uwierz mi mój pies to marzenie każdego kto chce "psa na łańcuch", ona ujadałaby na widok każdego, raz na kilka dni podsuwali by jej grabiami michę z odpadkami i nikt nie mógły podejść na długość łańcucha. Yoda nie jest i nigdy nie będzie aniołkiem, to pies przy którym trzeba mieć oczy wkoło głowy, musiałam nauczyć się baaaaaaaaardzo wiele, ale dzięki temu mam swój własny, odnawialny, niewyczerpalny zasób energii.
Spójrz na swoje sunie, pomyśl, czy one kiedykolwiek się poddały, czy choć raz straciły nadzieję. Musimy uczyć się od nich. Ludziska czasami mówią, że Yoda jest wredna, bo przecież "tyle dla niej zrobiłaś, a ona nie jest wdzięczna", oni zupełnie nie rozumieją, że to ona zrobiła dla mnie największą rzecz na świecie: zdecydowała się zaufać. Nie mogę nigdy się poddać, bo wtedy zawiodłabym to zaufanie, a z tym nie umiałabym żyć.
Pewnie ględzę głupoty, ale trudno, jakoś mi lżej.