Mi też jest strasznie przykro. Całe wakacje śledziłam losy Sycyna, wysyłałam listy, zbierałam podpisy pod petycjami, pisałam komentarze pod artykułami, wysłałam paczkę z żarciem i adoptowałam wirtualnie Foresta. Troszkę byłam zła, że ani razu nikt nie napisał mi jak się piesek miewa, czy czegoś mu potrzeba, nie dostałam też żadnego zdjęcia... ale tłumaczę sobie to tym, że miałyście bardzo wiele spraw na głowie i nie wyrabiałyście się ze wszystkim.
Bez was na pewno nigdy nie usłyszałabym o tym schronisku i na pewno nie ja jedna.