To ja też miałam fajną :evilbat: przygodę a koniem, a raczej z kobyłą.
Jechałam drogą między polami i były tam spore koleiny.
Kobyła była łajzowata potknęła się i zawisłam jej na głowie.
Nie chciała wstać, więc nie miałam wyjścia, jak tylko spaść.
Starałam się, żeby zrobić to powoli i delikatnie.
Niestety bardzo ucierpiała na tym moja kość ogonowa. I tak dobrze, że nie spadłam na łeb. :P
Kobyła bardzo się przeraziła i jak już z niej spadłam, podniosła się, ale nie chciała isć. Normalnie stanęła jak wryta.
Więc zaczęłam do niej gadać i trochę ciągnąć ją do przodu. Zaparła się, jak nie wiem co. Ale nagle postawiła mi kopyto na stopie (a miałam zwykłe materiałowe adidaski) i nie chciała tego kopyta zabrać.
Jak już dotarłam do pensjonatu i ściągnęłam buta to się z lekka załamałam. Miałam przez miesiąc problem z chodzeniem, paznokieć mi pękł, częściowo zlazł i dopiero po roku moja stopa wyglądała, jak przed "wypadkiem".
Ale i tak kocham konie. :D