[U]Bemowo, Obrońców Tobruku 19 listopada 2007.[/U]
Byłam ze swoim psiakiem na wieczornym spacerze. Jak zwykle o tej porze kilka osób szło ze swoimi psiakami. Przede mną para, obok nich dumnie kroczący pies z merdającym ogonem. Byłam przekonana, że pies jest z nimi, szedł bowiem za nimi jak ich cień. I wtedy dziewczyna odwróciła się, tupnęła nogą i krzyknęła „odejdź” Pies skulił uszy, zastygł, odczekał chwilę i zaczął nerwowo czegoś szukać. Dostrzegł mnie. Podbiegł radośnie. Powąchał się z moim psem i….szedł obok mnie, jak mój pies… Gdy moja sunia na niego zawarczała, sytuacja się powtórzyła, skulił uszy i zaczął sobie szukać kogoś innego.
Jasne stało się więc, że piesio się błąka i nie ma domu. Złapałam go. Wsadziłam do samochodu i razem z Chrupkiem zawiozłyśmy go do kliniki, potem do hotelu.
Pies jest młodziutki, łagodny jak baranek, strasznie wychudzony (choć waży 30 kg) i…. miał na sobie tak potworna ilość kleszczy, że dziewczyny miały całe ręce we krwi gdy mu je wyciągały! Dostał specjalne lekarstwa, bo inaczej mógłby już nie żyć..
Mamy pieniążki na ten miesiąc hotelu, co będzie dalej na razie nie myślimy.
Mamy nadzieję, że znajdzie się dla niego dom. Może ktoś go szuka?
Pies jest duży, ale bardzo łagodny i naprawdę wrażliwy. Ma grubą sierść, może mieszkać na zewnątrz, w ciepłej budzie.
Pomóżcie!
Kto chce takiego ślicznego pieska? :)
[IMG]http://img259.imageshack.us/img259/2646/lakykd4.jpg[/IMG]
[IMG]http://img250.imageshack.us/img250/7344/laky2go8.jpg[/IMG]