Jump to content
Dogomania

basieńka123

Members
  • Content Count

    41
  • Joined

  • Last visited

1 Follower

About basieńka123

  • Rank
    Advanced Member
  1. Pod względem operacji, to ma się b. dobrze. Natomiast popuszczanie moczu - bez zmian. Dr Małkowski najwyraźniej wymięka. Nie ma rozeznania, co mnie dziwi, bo ... 2 kliniki, dziesiątki przewijających się psów dziennie. Dziwne. Tym bardziej, że istnieją zabiegi na tę przypadłość, fakt średnio skuteczne (ok 60% i nie jestem zainteresowana), ale istnieją, to jako chirurg chyba powinien się co najmniej orientować o istnieniu takiego zagadnienia i metodach leczenia. Szukam rozwiązania tego problemu. Napisałam post w dziale Weterynaria / Urologia. Tam opisuję więcej. Najprościej wejdź w moje posty, to pewnie najnowszy jest. O popuszczaniu. Gdzie Maksio nie stanie, przejdzie, siądzie - tam mokro. Podłogę to ścieram (chociaż też upierdliwe), gorzej że jego posłanie już waniajet nie na żarty. No, jest to naprawdę kłopot, z którym muszę się uporać jakoś. Zdjęcia ? Ok, ale w ciągu kilku dni zrobię i zamieszczę, bo mam teraz kupę zajęć. Chyba, że będzie padało cały czas. Grzyb mi rośliny atakuje i walczę oraz karczuję z korzeniami i jestem uchetana po pachy. Wczoraj zeszłam z placu boju od rana , to dopiero o 21.30 i ni ręką ni nogą ruszyć potem.
  2. Mój Maksio - waga 17 kg został wykastrowany jako wnętr z nowotworem jądra. Na początku kwietnia br. Operacja przebiegła dobrze. Przedtem miał robione badanie krwi oraz USG jamy brzusznej. Wszystko, prócz tego nowotworu było ok, a nowotwór operowalny. Od razu po kastracji, dosłownie w tym samym dniu, podczas odbioru psa z kliniki Maksio popuszczał mocz. Cała podłoga w klinice była zlana. Sądziłam, że to ma związek z operacją (że taki świeżo pocięty) i minie, kiedy sie rany pogoją. Niestety nie minęło. Mój weterynarz - chirurg i ortopeda stwierdził, ze nie spotkał sie z takim przypadkiem u samca. Przy mnie dzwonił do 3 kolegów po fachu, m.in do połoznika. Żaden nie znał takiej sytuacji ani rady. Weterynarz zrobił Maksiowi USG pęcherza i tych dróg moczowych - wszystko ok, nie było zalegającego moczu (pies po celowym wysiusianiu) ani żadnej krystalizacji. Rozłożył ręce. Czytałam o tym w internecie, że syrop Propalin potrafi pomóc również psom, chociaż jest dla suk. Mój wet się zapierał, że to tylko dla suk, ale w końcu z braku innej rady, na moją prośbę dał ten Propalin na spróbowanie. Zalecił maksymalne dawkowanie tj wg ulotki przez 3 dni i obserwacja. Maksymalnego nie dałam, bo 30 ml nie starczyłoby na 3 dni. Dla wagi 17 kg zamiast 4,5 ml x 3 dz, to dałam 3ml x 3 dz. POMOGŁO NATYCHMIAST ! Potem próbowałam najmniejszą, skuteczną dawkę i wyszło, że skuteczne jest 3ml x 2 dz (poniżej tego - nieskuteczne). Zatem 6 ml dziennie w 2 porcjach. Skutki uboczne: ślinotok, dyszenie, walka jak o życie przy każdej aplikacji, pies sie już chowa przede mną (raczej przed Propalinem) i boi się, jakby to była największa obrzydliwość dla niego. Dodam, że wcześniej tj tuż po operacji tą samą "strzykawką" dostawał przez 10 dni antybiotyk w zawiesinie też prosto do gardła i nie robił problemów. Propalinu nienawidzi. Podawanie Propalinu to straszna udręka. Czemu nie robią tego również w tabletach? 1. Pilnie szukam zamiennika np ludzkiego z tą sama substancją tj [I][B]Fenylopropanoloamina[/B][/I]. Dotąd nie znalazłam. Czy ktoś może pomóc ? [U][B]Chodzi o koszty[/B][/U]. Miesięczny koszt Propalinu dla Maksia to ok 230 zł. Dla mnie: całkowicie nierealny kosmos. Już sama operacja Maksia została zasponsorowana przez dogomanijne cioteczki - anioły, bo u mnie kieszenie całkowicie puste. Teraz szukam rozwiązania zamiany skutecznego Propalinu na inny, ekonomiczny lek. Czytałam o tym, że tabletki Incurin (również na nietrzymanie moczu u suk) kosztujące 55 zł można z powodzeniem zastąpić ludzkim Estrofemem za 14 zł. Lecz to jest żeński hormon, sądzę, że to faktycznie wyłącznie dla suk. Propalin nie jest lekiem hormonalnym, ma działanie raczej neurologiczne. Nie mogę dotąd znaleźć ludzkiego leku na bazie[I] Fenylopropanoloaminy[/I]. [B]Może ktoś bardziej obeznany z medycyną zwierząt, czy ludzką czy też farmakologią mógłby coś podpowiedzieć ? [/B] 2. Zastanawiam się dodatkowo nad leczeniem hormonalnym. Skoro suczkom po sterylce podaje się żeński hormon i to czesto pomaga im na nietrzymanie moczu, to może analogicznie psu- samcowi można by podać odpowiednią dawkę testosteronu, którego w oczywisty sposób ma niedobór po kastracji i może to też pomogłoby na nietrzymanie moczu ???????? Co myślicie o tym ? Analogiczny środek jak Incurin z żeńskim hormonem dla suk, to środek XXX z męskim hormonem dla psów ? 3. Również zastanawiam się nad ludzkim lekiem Uroflow, odpowiednio zmniejszonym, co do dawkowania. Ja osobiście miewam też takie kłopoty z nadmiernym bieganiem na siusiu i urolog mi przepisał ten Uroflow i ... działa bez pudła. Też raczej neurologiczne działanie ma. Jak mnie pomaga, to może i psu pomoże ? Szczególnie, że Propalin, który Maksiowi pomaga, też ma działanie neurologiczne. Uroflow jest w tabletach (zbawienie) i paczka na miesiąc kosztuje 22 zł (a nie 230 !) 4. Może ktoś zna dobrego weterynarza - urologa w Warszawie ? Takiego prawdziwego fachurę od tych spraw ? Mój wet i jego koledzy twierdzą, że jeszcze nie słyszeli o nietrzymaniu moczu u psa samca po kastracji. A ja w internecie (fakt - niemieckim) znalazłam sporo info, że to wcale nie rzadki przypadek, nawet najbardziej zagrożone rasy wymieniają oraz min 3 (!) metody mniej lub bardziej inwazyjnych zabiegów na tę przypadłość u psów po kastracji, a farmakologię wymieniają tą samą , co u nas, oraz niemieccy weterynarze wiedzą doskonale, że Propalin pomaga również psom samcom, albo sam, albo jako wspomaganie po zabiegu. Więc z braku możliwości konsultacji z niemieckim weterynarzem, to poszukuję jakiegoś polskiego weterynarza, który nie słyszy o tym pierwszy raz. Nie wiem czy i kiedy pójdę z uwagi na brak $$$, ale gdyby mi się udało coś pozyskać, to bym się wybrała, tymczasem dobrze byłoby znać namiar. Dzięki z góry za wszelkie info, pomysły, rady.
  3. Wczoraj wpłaciłam do weta 667 zł na poczet kosztów leczenia Maksia. [B][COLOR=#ee82ee]Jeszcze raz dziękuję dogomanijnym aniołom Maksia.[/COLOR][/B] To zostało do uregulowania jeszcze 133 zł (738 operacja + 54 kroplówka i badanie krwi + 8 zł tabl. p. zapalne). Ogromna większość - uregulowana. tutaj link do pokwitowania [URL]http://zapodaj.net/47ed6e2fbaa71.jpg.html[/URL] Maksio czuje się coraz lepiej, najwyraźniej nie pozostawiono mu w brzuchu żadnych chust ni nożyczek itp. Uf ! Zrosło się dobrze to wszystko i nie ma żadnych stanów zapalnych przy szwach. Miał 2 dni temu jedną skorupę - strup na mosznie - tej pustej, gdzie usunięto zdrowe jądro oraz od spodu na siusiaku. Przemyłam mu to Oscinoseptem (nie szczypiąca woda utleniona) i posmarowałam cienko kremem Bepanthen, który mam dla siebie do szybszego gojenia zadrapań, oparzeń. Na drugi dzień powtórzyłam zabieg i Maksio prawie jak nowy, strup zszedł w większości, pod spodem lekko zaróżowiona (ale nie czerwona) skóra. Zachodzę w głowę jak i kiedy on sobie starł, zdarł ten rejon aż tak bardzo, skoro stale był w kołnierzu i nie ciągał się brzuchem po podłodze ? Fakt, że b. często zmieniał pozycję i leżał na kafelkach. No, to chyba tylko o fugi miedzy kafelkami mógł się jakkolwiek podrapać stale się przekładając z boku na bok. Na spacerach - zawsze na smyczy, na pewno nie wchodził w żadne chaszcze, krzaki. Dziwne. Chyba jest bardziej pomysłowy niż ja. Niestety nadal popuszcza mocz. Dr Małkowski powiedział, że nie operował go nawet w pobliżu i że jeszcze się z tym u psa nie spotkał. Co najwyżej u starszych suczek. Kropelek "Propalin", które na to są nie miał na stanie, powiedział, że widocznie w hurtowni nie ma i zebym u innych weterynarzy popytała. Pytałam na razie u 2-ch , też nie mają. Będę szukać dalej.
  4. teresaa118:angel: ANIELE, już weszło. Jest. [SIZE=4][B][COLOR=#800080]Przepięknie dziękuję[/COLOR][/B][/SIZE]. :loveu: Teoretycznie mam w planie w tym tygodniu wpłacić to oraz od cioteczki Poker :loveu: Tak też zapowiedziałam wczoraj w klinice. Co wyjdzie z teorii, to nie wiem. Nie wykluczam scenariusza, że wpłacę 23-go, zaraz po Wielkanocy, kiedy i tak mam tam wizytę z Maksiem. Z logistycznego punktu widzenia, to w ogóle powinnam się od razu planować wpłatę na 23, żeby 2 razy nie jeździć, co generuje koszty. Tyle, że ja najpierw zapowiedziałam wpłatę a[U] potem[/U] oni zrobili termin na tę dodatkowa wizytę (notabene, ja tam jak na dłoni widzę związek, ale mniejsza). . Ale nawet nie o to chodzi, lecz o to, że mnie zaraza złapała wczoraj i leże z temperaturą 37,5 - to jeszcze nie dramat, ale ból głowy i kości. Wczoraj dr zaraził mnie chyba, bo kaszlał przez 10 min przez biurko. Druga rzecz, to naraz zrobiło sie straaaasznie zimno na dworzu, dosłownie 7 stopni naraz, a ja kompletnie nie przygotowana ubraniowo i strasznie zmarzłam wczoraj na bazarku. Okropnie. Szczególnie głowa. W domu zaraz wzięłam polopirynę i wit c, potem na noc też. Jednak wzięło mnie. Dzisiaj leże cały dzień, kuruje się, nie wychodze. Liczę, że 2 dni się podkuruję i jakoś będzie. Nie chcę na same święta chorować. No, ale nie wiem jak będzie, czy przewalczę ze 2 dni, czy się całkiem rozłożę. Dlatego zwyczajnie nie wiem czy pojadę do Lasek jeszcze w tym tyg czy 23-go po świętach. U Maksia zaczęła się walka z kołnierzem. Obijanie sie o wszystko. Widać zdrowieje, bo coraz więcej siły ma. Aaaa i jeszcze: okazało sie, że Maksio ma szwy rozpuszczalne, których wcale nie trzeba wyjmować. Sądziłam, że takie szwy rozpuszczalne zakładają wewnątrz, a na zewnetrzną powłokę - szwy zwykłe, które się wyjmuje. A on ma rozpuszczalne wszędzie. Się zdziwiłam. Może teraz tak się robi ? Postęp technologii ???
  5. Maksio od wczoraj miał tę samą temperaturę. Od rana do 15.00 38,6 czyli o 1 kreskę mniej. Przed południem zjadł pół porcji. Załatwił się wszechstronnie. Bardziej ruchliwy. Po południu pojechałam do Lasek na kontrolę do dr. Małkowskiego. Mówiłam o sobocie, rozmawiałam o antybiotyku. Powiedział, że to było przesilenie i jest wszystko ok. Obejrzał te szwy i powiedział, że jest nie tylko dobrze, ale bardzo dobrze. Nie ma potrzeby ani zmiany antybiotyku ani zwiększania dawki, jedyne co, to mam dać mu go do końca buteleczki, czyli o 2,5 dnia dłużej niż wcześniej przepisane 6 dni. Tak na wszelki wypadek, skoro i tak go zostanie. Zatem razem będzie 8,5 dnia, lecz dawka ta sama. Została mi juz tylko 1 tbl carprodylu na jutro, więc dał dodatkowe 4 tbl tego carprodylu (8 zł), żebym dawała 1,5 tbl 1 x dz na ile tego starczy, potem koniec. Mam przyjść 23-go, zaraz po świętach na ostateczną, końcową kontrolę. Już jestem umówiona. Tym razem to był pomysł dr. Małkowskiego. Ulżyło mi dopiero dzisiaj z tym wszystkim. Widzę, że Maksio bardziej ruchliwy. Często dyżuruje pod drzwiami z nadzieją na spacer. Po krótkim spacerku wraca jak na ścięcie, chciałby dłużej. Och, jak on powoli wraca ! Jak za karę. To ewidentny znak ożywienia, lepszego samopoczucia. Nie mogę z nim długo chodzić, to za wcześnie, poza tym jest mokro. Ma leżeć i zdrowieć w domu ! Na dłuższe spacery przyjdzie czas. Niemniej - dobry znak, że on chce. Jestem dobrej myśli. Dzisiaj pierwszy raz odczułam ulgę z tym wszystkim. Tylko jedno mnie zastanawia. On nadal popuszcza siusiu. Stale chodzę i wycieram podłogę. Nie, żeby kałużę naraz zrobił, ale popuszcza tu i tam. Na stojąco. Jak leży, to widzę, ze nie. Ale jak stoi, rusza się, to wtedy w wielu miejscach. Jakby nie czuł, że mu leci. Chyba, że to się dzieje, kiedy on wstaje z leżenia? Nie mogę spostrzec, kiedy dokładnie to się dzieje. Po prostu naraz widzę plamki, takie 4x4cm, większe krople tu i tam. Zastanawiam się czy to jest dlatego, że całe te dolne partie są u niego obolałe, czy też może doszło do jakiegoś uszkodzenia podczas operacji, bo to tak blisko siebie wszystko ? Mam nadzieję, że nie to ostatnie, że to tylko chwilowy brak kontroli. Ktoś słyszał może o czymś takim ? Poker - weszło 5 dyszek od ciebie. :calus: :iloveyou: Poczekam na te od teresaa118 i wpłacę
  6. teresaa118 - nie ma sprawy, będzie jak mówisz. Czyli spłata weterynarza przede wszystkim. Kleszcze to go już tysiąc razy pogryzły. To tylko ta wczorajsza gorączka spowodowała trochę moją panikę, że grom wiem, może i od kleszcza, skoro weterynarka od razu przez telefon - czy go kleszcz nie ugryzł ? Ale dzisiaj też myślę, że to ma związek z operacją, nie z kleszczami. Weterynarka oglądała wczoraj jego rany i powiedziała, że wyglądają dobrze. Jak na okoliczności oczywiście. Mierzyłam mu temperature przed chwilą i pół godz temu. Niezmiennie 38,7 st C. Dzwoniłam do kliniki, pytałam o tą temperaturę i opowiedziałam dotychczasowa historię. Weterynarz powiedział, żeby jutro przyjśc na kontrol. Ew oni maja czynne 24 h, w razie co. Ale on nie widzi niepokoju. Powiedział, ze idealnie byłoby 38,5. jest nieznacznie podwyższona, zaledwie 2 kreski. To nie powód by go tam zawozić. Obserwować, pewnie nic nie bedzie, ale obserwować, mierzyć temeperaturę i w razie co, to sa czynni cała dobe. Teraz on nie widzi aby to była sytuacja 'w razie co". Szczególnie, że zjadł, pije. Teraz zrobiłam Maksiowi dyspensę na kołnierz na troszkę. Ale cały czas jednym okiem patrzę co robi, mam go na widoku. Ciekawe dlaczego stale wylizuje sobie tylne łapki, tj łokieć oraz niżej. I jedna i drugą, tylko sie przekłada. Myślałam, ze może miał tam jakis wenflon, ale widzę, ze nie jest nic tam wygolone. W przednich łapkach miał. A wylizuje tylne. Łokcie i poniżej. Kurcze, jaka nerwówka. gagunia martwi mnie co piszesz. Zaraz wezmę i sama wykituję, no. Maksio dyszy trochę. Jakby mu za gorąco było. Ale tez nie cały czas, tylko chwilami. A może jest mu po prostu za gorąco? Ma ogromne futro przecież. Czuję, że będe miała dzisiaj nie przespaną noc. Nie chcę tam jechać bez poważnej przyczyny. Wczoraj, to co innego, jak miał 40 st gorączki. A dzisiaj temperatura prawie w normie, on zjadł, napił się, wypróżnił się. Wyglada, ze trzeba po prostu odczekać te trudne chwile. Z drugiej strony, niepokoi mnie, co piszesz gagunia. Że wynik morfologii nie przekłada sie na to czy antybiotyk jest dobry. Jesteś tego pewna ? Chyba będe mu sprawdzać temperature co godzina i nie pójdę spać w nocy. A w razie co, pojadę do nich. Lub nawet gdzieś indziej w Warszawie jest gdzie pojechać w razie co. gagunia, to prościej na pw ci napiszę
  7. Gorączka przeszła po podaniu środka. Obecnie nie ma. Badanie krwi ok. Ma być pod baczną obserwacją. Szczegóły opiszę jutro. W skrócie: nie jest tak źle, jednak nadal "wisi" sprawa kleszcza, stąd wzmożona obserwacja i ewentualnie jutro ponowne badania krwi. Ewentualnie.
  8. Wczoraj zdjęli Maksiowi wenflon. Musiałam kupić lekarstwa bez zwłoki. Od dzisiaj dostaje antybiotyk doustnie. zapewne taniej to wychodzi, niz codzienne wizyty na antybiotykowy zastrzyk u weterynarza, więc jestem zadowolona z tego rozwiązania. Niemniej, w związku z tym trzeba było mu kupić lek osłonowy do antybiotyku w stylu trilac. Również inny lek osłonowy do środka p. bólowego. Weterynarz powiedział, ze to dwie odrebne sprawy, zupełnie inaczej działają, nie ma uniwersalnej i do antybiotyku i do p. bólowego. Więc ok, powiedzieli, zebym kupiła Bioprazol jako osłonę p. bólowego. Pytałam też o ilość tego p. bólowego w związku z rozbieżnościami w karcie wypisowej. Więc mam dawać tylko 1 tbl dziennie, zeby nie dostał zapalenia żołądka. Psy to jakoś średnio znoszą (żołądkowo) i lepiej dać mniej. A jak b. boli, to lepiej zastrzyk. Ale Maksia zdaje się nie boli aż tak bardzo. Dzielnie chłopak znosi. Leży, mało sie rusza, no bo boli, ale nie piszczy, ogólnie jest o 1 oczko bardziej ruchawy niż 1 dnia po operacji. Na pewno nie widzę ew. pogorszenia. Jeszcze aescin - coś na naczynia krwionośne też kupiłam. Ależ on jest grzeczny psiak. Ma takie bezgraniczne zaufanie do człowieka. U weterynarza też, nawet nie piśnie, nie wyrywa się nawet jak go coś boli. Taaaka grzeczna psina. Ulżyło mi bardzo, że udało się kupić minimalne ilości wszystkich leków (np blaszkę czegoś a nie całe opakowanie), tak akurat na Maksiową kurację, a nie całe duże opakowania. Przez to zapłaciłam ok 38 zł, a bałam się, że będzie ze 100, a ja nadal bez alimentów i pieniądze pożyczam na wszystko. W linku poniżej jest foto tych medykamentów i paragonu, oraz kołnierza. Kołnierza jeszcze nie zakładałam Maksiowi, bo nie było trzeba. Ale powoli, być może od dziś wieczór lub od jutra, trzeba mu będzie założyć, bo zaczyna sięgać nosem do operowanych okolic. Jeszcze mu to nie wychodzi, żeby aż tak się wygiąć i dosięgnąć, ale zaczął próbować kilka razy dzisiaj. Weterynarz mówił, że swędzenie zaczyna się na 3 dzień. Czyli jutro. [URL]http://zapodaj.net/34b36f5f83843.jpg.html[/URL]
  9. [B]proteus mirabilis[/B] - paskudna bakteria. Ludzie mają po kilkanaście lat, zasadniczo to chyba już na zawsze z tego, co wyczytałam. Nie mogą się pozbyć, częste nawroty. U psów i kotów jest zapewne podobnie. Ta bakteria działa podobnie jak gronkowiec złocisty, raz się zagnieździ, to już siedzi. Tylko, że sęk w tym, że my prawie wszyscy mamy gronkwoca jak i w/w proteus mirabilis i rozchodzi sie o ILOŚĆ tego w organizmie. Z niedużą ilością radzi sobie nasz system odpornościowy i trzyma zarazę w ryzach. Stąd - nawet nie jesteśmy świadomi, że nosimy w sobie tę zarazę. Poważny kłopot powstaje przy nagłym spadku odporności, wtedy zraza się rozplewia błyskawicznie, bo nic jej nie hamuje. Na jakimś forum czytałam, że facet po długim i dokłanym przeleczeniu antybiotykami, kiedy ilośc tych właśnie bakterii była znikoma, brał przez 14 lat co roku szczepionkę na odporność (nie było napisane jaką, a szkoda). 1 raz nie było w aptece przez pół roku i nie wziął. Infekcja proteus mirabilis natychmiast wróciła ! I znów musiał długie kuracje antybiotykowe robić. Wygląda, że to klasyczny scenariusz z tą bakterią. Czyli Dunie trzeba najpierw dobrze i "do końca" wyleczyć, tj zbić ilość proteus mirabilis do minimum. A potem, to faktycznie, tak jak u tego mężczyzny trzeba by jej dać co roku jakiś zastrzyk na odporność, żeby jej własny system immunologiczny trzymał tę zarazę w ilościowych ryzach. Będzie taniej dać jej raz w roku szczepionkę na odporność, niż co kilka msc-y wszystkie te kuracje powtarzać. Przy okazji pogadaj o tym z weterynarzem, co myśli. Ludzie tak robią, to czemu nie psy ? Zapalenie ucha od proteus mirabilis strasznie boli, szczególnie w nocy. Okropny ból. Biedna sunia. [U]Jak nie będzie miała do końca przeprowadzonej kuracji antybiotykowej, to zaraz jej się wróci ![/U] Faktycznie, tej kuracji nie wolno przerwać ! I tej akurat zarazie nie wystarcza 10 dni, trzeba dłużej. Jeśli kuracja zostanie przerwana, to bardzo prawdopodobne są powikłania: zapalenie opon mózgowych, ropnie mózgu etc. Straszne. Bakterie po prostu same nie znikają, tylko antybiotyk może je zabić, zmniejszyć populację. Ja nie mogę ci nic przesłać, bo nie mam, ale [SIZE=3][B][SIZE=2]może cioteczki zanurkują do swoich apteczek, może ktoś jednak będzie miał ten[/SIZE][U] Zinnat 500 mg[/U] [SIZE=2]i prześle dla Duni ?[/SIZE][/B][/SIZE] Żal psiaka, to jest STRASZNY BÓL ucha od takiego bakteryjnego zakażenia i bez antybiotyku: NARASTAJĄCY. Sadzę, że wszystko jedno w jakiej formie, czy tabletki czy zawiesina. Nawet jak jest nie 500mg ale 250 mg to też się przyda, po prostu podwójną porcję trzeba dać. A jak ktoś ma pół opakowania, to też ok, jedna osoba pół, druga pół i będzie całe. Może zostało po jakimś leczeniu - siebie, dziecka ? Co do aplikacji lekarstw: tak jak napisała teresaa118. W pasztetówkę, ładnie naokoło oblepić, żeby z każdej strony pasztetówką pachniało. Ale nie za duża kulka, wtedy pies połknie bez gryzienia. Mój Maksio połyka teraz takie kulki , że się sama dziwię, jak jemu to przez gardło przechodzi na raz. No, ale ty musisz to przed nią chować, ona nie może widzieć, jak wyjmujesz tabletkę i ją owijasz. Psy -cwaniaki są. Wszystko musi być zrobione na uboczu i dopiero ją wołasz, na gotowe. 2-ga metoda, która ja teraz stosuję, bo mam antybiotyk w zawiesinie (ale można również do tabletek stosować). Przygotowujesz tabletke oraz mały kawałek pasztetówki, serdelka w nagrodę. Pies niech usiądzie lub się położy na brzuchu. Kucasz od tyłu psa (aby zasłonić możliwość wycofywania się psa). Boki psa miedzy stopy przylegle, a swoimi 4 literami, kucając blokujesz tyłek psa, zeby nie mógł tyłem sie wycofać. Pies ma wtedy tylko jedną drogę ruchu - do przodu. Ale z przodu będą twoje ręce. Bierzesz pysk psa, unosisz nieco do góry, kąt prawie 45 st, otwierasz pyszczydełko z boku (wystarczy z boku palec pchać i sam otworzy) wtedy wkładasz tabletkę głęboko na język (blisko gardła), natychmiast zamykasz ręką pysk i przytrzymujesz, żeby nie otworzyła. Nie pozwól opuścić głowy, pyszczek ma być nieco uniesiony. Niech się wyrywa, robi co chce, byle pysk był zamknięty. Wtedy ona: ma cos na języku. Chce sie tego pozbyć. Nie może wypluć, bo ma zamknięty pysk. Jest tylko jedna możliwość : połknąć. I połyka. Działa bez pudła, trwa max 15 sek zanim połknie. Kiedyś mi weterynarz pokazał. Następnie, dla zmiany smaku na języku i w ogóle w nagrodę dajesz wcześniej przygotowany kawałek pasztetówki i chwalisz.
  10. cioteczki- załączam kartę wypisową i moje oświadczenie. Nie załączyłam wczoraj, choć już to miałam, bo miałam doła i byłam zdenerwowana i już się chciałam oderwać od tematu. karta: [URL]http://zapodaj.net/df69a9139195f.jpg.html[/URL] oświadczenie: [URL]http://naforum.zapodaj.net/e7a0286ddfff.jpg.html[/URL]
  11. [B]Maksio już po operacji.[/B] :roll: Zdziwiłam się, że stał na własnych nogach i powolutku ale szedł na smyczy. Podobno leżał, ale jak usłyszał mój głos, to wstał. Zrobił tam na miejscu, oraz potem w podróży małe siusiu, widać, że bezwiednie i chyba nawet nie wie, że robi siusiu. W domu nie wie, co ma ze sobą zrobić. Gdzie się położyć, ale końcu położył się w przedpokoju na zimnej, kafelkowej podłodze, co nie wiem, czy jest dobre dla niego. Bo to podobno trzeba ciepło trzymać po operacji. Za to jest w centralnym punkcie wszystkiego i wszystko widać stamtąd. Nie wiem czy go tam zostawić skoro chce. Bardzo dużo wody wypił. Jedzenia nie dam mu dzisiaj, ale ta ilość wody tez mnie trochę przestraszyła. Jak się dopiął do miski, to pił i pił bez końca, wreszcie mu zabrałam, bo jak nic ze szklankę wypił. On jeszcze chciał pić, ale mu zabrałam, nie wiem czy dobrze zrobiłam. Chce mu trochę później np za 2 godz dać znowu. Jeszcze zaśnie znów po tej narkozie i wymiotuje tą wodę i się zachłyśnie? No, nie wiem co z tym zrobić, czy mu dać wodę do woli czy ograniczyć. Ma wenflon w łapce. Takiego mi oddali. Zapytałam czy to może zabezpieczą czy wyjmą ten wenflon ? Bo z taką nie zabezpieczoną rurką prosto z żyły, to ja na pewno nie mogę go zabrać. To chcieli wyjąć. To pytam czy są pewni, że nie będzie komplikacji tak świeżo po operacji i np jutro nie będzie on potrzebował kroplówki, więc może do jutra nie wyjmować tego wenflonu ? A, no racja, do jutra lepiej zostawić. Wtedy zabezpieczyli, czyli obandażowali i oplastrowali wenflon w łapce. :wallbash: Zapytałam o środki p. bólowe. Dali blaszkę 8 tbl - [I][B]carpodyl 20[/B] mg[/I] . W zaleceniach karty wypisowej napisano: stosować przez 5 dni 1 tbl dziennie. W tej samej karcie nieco poniżej : [B][I]caprodyl 20[/I][/B] 8 tbl, dawkowanie 1 tbl/5kg mc (masy ciała). Maksio ma ok 18 kg masy ciała. Zatem 1 czy 4 tabletki dziennie ? :angryy: Czy ktoś go tam ważył ? Jak były dobierane dawki leków na tę operację ? :crazyeye: W karcie nie ma jego wagi. Antybiotyk - dostałam receptę na Augmentin, mam podawać doustnie przez 6 dni. Szwy rozpuszczalne. Nikt go tam więcej nie zamierza oglądać, sprawdzać stanu, po tak poważnej operacji :???: Najwyraźniej. No, z wyjątkiem tego wenflonu, co to go będą jutro wyciągać -na mój wniosek zresztą. Dr. Małkowskiego nie było, za to był przygotowany dla mnie r-ek na 700 zł, (razem z tabletakami p. bólowymi i kołnierzem 738 zł) a nie tak jak było umówione z dr. Małkowskim 610 zł. Na moje zapytanie skąd ta rozbieżność, pani z recepcji powiedziała, że dr. Małkowski podał wcześniej cenę za operację, ale doszła jeszcze użyta do tej operacji farmakologia. Jeszcze nie słyszałam o podawaniu kosztów operacji bez potrzebnych do tego leków, gazików. Ponad to, mam wg. pani - podpisać oświadczenie, zobowiązanie, co do terminu zapłaty za to. 7 dni, 14 dni ? :crazyeye: Na to ja, że nie takie były ustalenia, gdyż dr. Małkowski powiedział, że zapłacę, kiedy będę mogła, nie było mowy o żadnym zobowiązującym terminie. Ale pani nie chciała odpuścić, w końcu powiedziałam - 3 msce. Nie chciała się zgodzić, że za długo. Dr Małkowski nic nie przekazał w tej sprawie, żadnych instrukcji. W końcu zadzwoniła do niego. Stanęło na terminie 3 miesiące i takie oświadczenie im podpisałam. Podsumowując: ewidentne traktowanie Maksia jako pacjenta 2-giej, 3-ciej kategorii,( jak również mnie, bo i dzisiaj żachnął sie i nie chciał ze mną dyskutować na temat ustalenia płatności, tak mnie brzydko potraktował, że w sumie pomyślałam, że on mi taką łaskę robi, okazuje, bo może zamierza wielkopańskim gestem w ogóle charytatywnie wykonać tę operację ?), szereg niestaranności i uchybień w korelacji z niedotrzymaniem słowa przez dr. Małkowskiego dotyczącego zarówno kosztów operacji jak i terminu płatności, sprawiło, że poczułam się klasycznie wykorzystana jak prosie obdarte ze skóry. Tak samo, jak na początku zatkało mnie z powodu wydawało się szlachetnej postawy dr Małkowskiego, tak samo i teraz mnie zatkało, ale ze zgoła odwrotnego powodu. Z powodu lichwiarskiego "kredytu", wykorzystania mojej podbramkowej sytuacji. Dr Małkowski zaserwował mi - bidzie bez grosza - o czym wie, bardzo wysoką cenę (znacznie wyższą niż mogłam uzyskać u innego weterynarza, pisałam o tym w tym wątku) następnie jeszcze ją sam dodatkowo zawyżył, następnie nagle (!) musiał być ustalony nie za długi termin płatności, a to wszystko okraszone traktowaniem Maksia jak pacjenta 2 kategorii - a to wenflon nie zabezpieczony, a to błędy w zapisie dawkowania leku i w jego ilości, a to brak planowania kontrolowania pacjenta po operacji chociaż raz itp. A fe ! :flop: Oby tylko Maksio dobrze zniósł tę operację i wyzdrowiał.
  12. Maksio jest właśnie operowany i mam go odebrać późnym popołudniem, mają zadzwonić. Dostał najpierw zastrzyk, pewnie coś w rodzaju głupiego Jasia i prawie, że usnął po 20-25 minutach. Stał się praktycznie bezwładny ale oczy miał otwarte i mrugał. Wtedy go zabrali na salę operacyjną.
  13. teresaa118 ściskam cię z całego serca. Chciałam nagrać filmik i zamieścić, jak Maksio dla ciebie robi piruety w podziękowaniu. Bo on umie, w ogóle jest b. współpracujący i chętny do wykonywania zadań, tylko mu zlecać, to on najbardziej szczęśliwy jak ma jakąś pracę. Ale wiesz, że ja jestem techniczny gamoń i nic nie wyszło z tego. Albo aparat niesprawny (w co wątpię) albo ja nie umiem tych filmików nagrywać aparatem, dość, że nie wychodzi. Zapytam syna, jak łaskawie wróci do domu. Ale nie wiem, czy zdążę przed operacją, a potem trzeba będzie odczekać. Cioteczki, dla was Maksio też zrobi piruety jak już się wyliże z tego. Nagram i puszczę.
  14. Zatem jest to usg. Zamieniłam się z koleżanką na punkty z marketowej karty punktowej. Mówiła, że u jej psa, który miał nowotwór też kiedyś wszystko wyglądało ok pod operację, a potem się jednak posypało i pies już tylko się nacierpiał, a na koniec i tak trzeba było go uśpić i żałuje , że nie było zrobione usg wcześniej, bo nie robiłaby operacji, to by jednak mniej cierpiał. Zamówiła sobie czajnik el. za moje punkty i dała mi na usg 120 zł. Przy czym wiadomo, że czajnik, to w Biedronce za 39 zł można kupić, co i rusz sie pokazują, zatem w większej części to była jednak darowizna na to usg. To załatwiłyśmy, ale nie wiadomo było, czy zdążę zrobić to USG. Chodziło o termin i dlatego nie wiedziałam czy się uda. Pani z Kliniki na Powstańców Śląskich, gdzie USG robi dr Marciński powiedziała, że ludzie (tj zwierzaki) czekają do niego na USG po 2 -3 tyg, a jak komuś b. zależy bez zapisu, to przychodzi i tyłkiem siedzi i czeka 4-5 godz, żeby przyjął. I że są 2 osoby na liście rezerwowej już (na termin). Ale powiedziałam o co chodzi, że nowotwór, to powiedziała, że mnie na 1 miejsce oczekujących da. Miałam zamiar wysiedzieć wczoraj te swoje 4-5 godz. Ale po południu dostałam telefon, że się zwolnił 1 termin i my z Maksiem wskoczyliśmy na ten termin. Ulżyło mi. USG wykazało jakieś nieprawidłowości ale nie szczególnie istotne, guz jest lity z każdej strony, na pewno nie ma od spodu nacieków. I to najważniejsze. Trzeba szybko operować i wówczas....będzie dobrze - tak powiedział. Zamieszczam link do zeskanowanego opisu UGS. Nie wiem czy będzie coś widać do odczytania. Zamieszczenie PDF nie mozliwe tutaj, a szkoda, bo najlepiej widać. (teresaa118 i poker, jakbym miała wasze maile na priw, to wyślę [U]jako załącznik[/U] w pliku PDF, wtedy wszystko dobrze czytelne) Teraz zeskanowałam to jako obraz, żeby udostępnić w zapodaj.net Tu jest link [URL]http://naforum.zapodaj.net/9d261a3d7941.png.html[/URL] [IMG]http://naforum.zapodaj.net/ca6a4992e82f.png.html[/IMG] Jeśli nie da się przeczytać, to zaraz w drugim poście przepiszę treść po prostu na piechotę. [COLOR=#006400][B]Na to USG nie zbieram, to już zapłacone, załatwione, ale [U]na samą operację i ew koszty pooperacyjne, których obecnie nie znam.[/U][/B][/COLOR] -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- [B]Dopisuję treść opisu , bo widzę, że nic nie widać na tym obrazku w linku jw.: [/B] [SIZE=2][I]Klinika Weterynaryjna "BEMOWO" Paweł Kowalczyk, Warszawa, Ul Powstańców Śląskich 101 tel 022 638 39 14 Warszawa 2014-04-07 WYNIK BADANIA Dzane właściciela XXXXXX Dane zwierzęcia: pies Max (owczarek szetlandzki) Pleć męska, Waga, Data urodzenia 2004 -12-12 Watroba niepowiększona, miąższ bez zmian. Powierzchnia i krawędzie płatów regularne. Pęcherzyk żółciowy wypełniony, niewielka ilość zagęszczeń żółci, układ żółciowy, układ naczyniowy wątroby bez zmian. Śledziona niepowiększona, miąż bez zmian. Nerki rozmiarów prawidłowych, ok 6X3,3 cm, miąższ bez zmian, zróżnicowanie korowo rdzeniowe zachowane. Brak złogów i cech zastojowych. nadnercza bez zmian ok 5-5,5 mm średn. Moczowody bez zmian w moczowa w widocznym odcinku bez uchwytnych zmian w budowie, brak złogów. Gruczoł krokowy powiększony ok 6,63,9cm, mierna przebudowa przerostowa, nieliczne torbielki 2-3 mm, pojedyncze 5-6 mm, nieznaczne zapalenie przewlekłe. Trzustka niepowiększona, miąższ bez zmian. Żołądek oprózniony, w widocznych obszarach bez uchwytnych zmian, budowa warstwowa ściany zachowana. Perestaltyka widoczna widoczna, prawidłowa. Widoczne odcinki jelit cienkich z niewielka ilością treści hiperechogennej, płynnej, gazu, bez uchwytnych zmian w budowie, budowa wasttrwowa ściany zachowana. Perestaltyka widoczna prawidłowa. W okręznicy gaz, nieuformowana treść, w prostnicy gaz i miernie i uformowana treść w miernej ilości, bez zalegania. Węzły chłonne bez uchwytnych zmian. Brak płynu wolnego w jamie otrzewnej. Brak cech zastoju krążeniowego widocznych w łożysku naczyniowym jamy brzusznej. W pachwinie lewej widoczny guz lity ok 6x4,344cm, o dośc regularnej budowie i kształcie wsk na zmienione nowotworowo jądro wnętrowskie. Z Poważaniem dr n. wet Piotr Marciński[/I][/SIZE] -------------------------- [B]Podpięty do opinii paragon:[/B] [I]Piotr Marciński ul. Umińskiego 16a 03-984 Warszawa NIP: 113-072-68-13 07-04-2014 W005351 PARAGON FISKALNY usł. weterynaryjna 1x120.00 ... Suma PTU 8,89 SUMA PLN 120.00 Gotówka: 120.00 [/I] Przy okazji okazało się (zaglądając do książeczki zdrowia), Że Maksio ma już 9,5 roku, a nie jak sądziłam 7 lat. Czas tak szybko umyka, myślałam że 7. Jego powiększony gruczoł krokowy, to chyba prostata (? tak ja sądzę). Prostata ma się zmniejszyć automatycznie po tej operacji, nic nie trzeba dodatkowo robić z nią, bo to współzależne, tak powiedział dr. Marciński. Narośla przy odbycie, które są ew w środku odbytu (oprócz tych, co są na zewnątrz do wycięcia), jeśli są, też się zmniejszą, też współzależne.
  15. Udało się ! jest USG zrobione!!!! Dobre jak na okoliczności. Brak przeciwwskazań do operacji. Jutro powalczę z zamieszczeniem i napisze jak doszło. Dzisiaj ledwo żyję, juz nie dam rady. Syn chce naleśniki. Nie dzisiaj ! jestem zmordowana jak mało kiedy. Jutro napisze więcej. Przy okazji: Czy tu można np via zapodaj również dokument PDF wstawić, czy tylko obrazki ?
×