We wtorek 2.08.br. wieczorem sąsiadka zawiadomiła mnie, że w Bodzentynie robotnicy metalowymi drągami próbują wygonić groźnego psa z robotniczej budy. Pies okopał się pokazuje kły - sensacja.
Pojechałyśmy tam. Zobaczyłyśmy wynędzniałego psa, leżącego na stercie opon. Podeszłyśmy z kiełbasą, założyłam obrożę i "groźny pies" jak po sznurku poszedł do samochodu. Urocza sunieczka - przywitała się z moimi dwoma psami i dwoma kotami. Jak dopadła do wody to nie można jej była odciągnąć od kubła.
3-go rano byłam u weta w Starachowicach. Okazało się, że rasowy amstaf, 3-4 lata, bardzo zniszczona częstymi porodami. Miała temp. 41 stopni. Ostry stan zapalny oczu i uszu. Dostała antybiotyki.
W domu cudownie grzeczna.
Zauważyłam, że coś ma ze słuchem nie tak.
Dziś znów wizyta u weta. Potwierdziło się. Tara (tak ją nazwałam) głucha. Następna porcja antybiotyków. Tarunia czuje się nieco lepiej.
Może jakieś fundacje zajmujące się amstafami nią się zainteresują.
Ja bardzo wszystkich proszę o pomoc w ogłoszeniach.