Jump to content
Dogomania

CzarkaPańcia

Members
  • Content Count

    34
  • Joined

  • Last visited

About CzarkaPańcia

  • Rank
    Advanced Member
  1. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Goshia']Mam podejrzenie, nie wiem czy słuszne, że on słyszy tylko nie słucha. Psy mają bardzo dobry słuch, tylko miewają nas w nosie. (...) Charlie pewnie Cię słyszy, tylko albo nie rozumie, o co chodzi z tym "cicho" i nie widzi związku między "cicho" a tym, że ma zamknąć jadaczkę, albo w głowie mu siedzi "słyszę, co mówisz, ale nie mogę przestać szczekać, bo jestem zajęty szczekaniem". Ponoć samo szczekanie dla psa jest nagrodą i dlatego tak się w jazgot wkręcają. Myślę, że nie musisz przekrzykiwać psa, wystarczy, że dźwięk będzie nowy, zaskakujący i jakoś tam będzie kojarzył się z niebezpieczeństwem. Możesz poudawać na przykład syczącego węża i sprawdzić, czy to przerwie szczekanie na moment. Spadający, grzechoczący przedmiot człowieka też może porządnie nastraszyć i wcale nie musi być to bardzo głośne. (...) Piszesz, że z powodu braku sukcesów się zniechęciłaś. A weź napisz, czego Charli już się nauczył, bo jakoś wierzyć mi się nie chce, że niczego.[/QUOTE] Niestety mam podejrzenia podobne. Z tego co słyszałam jest dokładnie jak piszesz - pies słyszy, pies ignoruje, bo jest coś bardziej zajmującego. A ja faktycznie chwilami popadałam w ciąg bezskutecznych prób przekrzyczenia go - to bez sensu.. Tak się zastanawiam - chcę poszukać dźwięku przerywającego, który zwróci jego uwagę i przerwie ujadanie, ale co dalej? czy on wtedy dostaje smakołyk? czy nie, bo inaczej nauczy się, że trzeba szczekać, to pańcia zrobi hałas i będzie ciacheczko? Czy z kolei inny dźwięk - lękotwórczy (bo chyba tak należy go nazwać), nie zrobi krzywdy na jego psychice? Powiem szczerze, że głupieję słysząc co i raz różne mądrości jak należy "prowadzić" psa. Jednym się wydaje, że wychowywać wyłącznie pozytywnie, innym, że "twardą ręką" (nie mówię o biciu, ale o czymś w stylu "zaklinacza psów C.M."), jeszcze inni (włącznie z prawdziwymi miłośnikami psów), że wszystko zależy od psa - jego charakteru. Co do tej uciszającej komendy - "spokój", to próbujemy mu to wiązać z realnym skutkiem. Jak widzimy, że czuwa i zaczyna pomrukiwać, bo słyszy hałas, rzucamy komendę "spoooookóóóóóóój" i jeżeli jest cicho, to dostaje smakołyk. Tylko nie zawsze to działa :/ Pytasz czego się nauczył. Mało przydatnych i nie zawsze działających komend: siad leżeć łapa piątka poproś chodź idziemy (to nie komenda, ale on rozumie) trochę: miejsce, wyjdź, stój, czekaj, zostań. To tyle, co pamiętam. Skuteczność zależy od widzimisię :/
  2. CzarkaPańcia

    nie wiem już co robić!

    [quote name='Yuki_']Odpisałam autorowi postu-czekam na pytania. Wychowałam trzy swoje szczeniaki, i 4 szczeniaki na DT.[/QUOTE] Rozumiem, ale nie daje Ci to żadnego prawa, by oceniać tych, którzy szukają tutaj pomocy.
  3. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Goshia'](...) Metoda druga (zadziałało): Słychać hałas z ulicy lub z klatki. Pies zaczyna szczekać. Jednoczesnie powiedziałam stanowczo, ale bez podnoszenia głosu "E-e" i rzuciłam OBOK psa (pod same łapy) duży, twardy, plastikowy pojemnik z dużymi tabletkami w środku, do połowy opróżniony (bardzo głośno i w dość niskich tonach to to grzechocze). Pies się ogromnie przestraszył, przykulił się, uszy po sobie, panika w oczach "jak to? za co to?". Widok okropny. Mi się serce kraje na widok tego co narobiłam strasznego. Na szczęście powstrzymałam się od pocieszania. Skutek: dziamgotanie z powodu hałasów zewnętrznych ustało. Później przy próbach szczekania na nieznane dźwięki, wystarczyło "E-e". I jak ręką odjął. (...) Nie wiem, czy wystarczy zastosować tylko metodę drugą, czy konieczna jest też najpierw pierwsza. Psisko załapało za pierwszym rzutem, że szczekanie już mi się nie podoba. Może to kwestia rasy i tego, że bardzo szybko zwierzak się uczy, też tego nie wiem. Jeśli chodzi o spacery, to ideałem są takie, żeby pies się wyżył i fizycznie, i psychicznie, ale wiadomo, że nie zawsze na to jest czas. CzarkaPancia, nie mam zamiaru Cię krytykować za to, że pies miał tylko 40minut do godziny spaceru dziennie plus krótkie wyjścia za potrzebą. To chyba i tak więcej niż mają psy w schroniskach. Jasne, że lepszy byłby spacer półtoragodzinny albo nawet i dwa takie spacery dziennie, ale bądźmy realistami. Super, że teraz spacerków jest więcej. Wykorzystuj spacery na szkolenie psa, choćby takie bardzo podstawowe jak przychodzenie na zawołanie, siad, zostań, stój. To się bardzo przydaje, a nawet może psu uratować skórę. (...)[/QUOTE] Bardzo Ci zazdroszczę, że tak sprawnie poszło, choć wyobrażam sobie, że widok tak wystraszonej suni musiał być przerażający :/ Przemyślę to sobie pod kątem Charliego. Z nim mam jeszcze taki problem, że on ma bardzo głośny i wyrazisty szczek, w przeciwieństwie do mojego głosu. Jak mówię "spokój", gdy on szczeka, to sama siebie ledwo słyszę :/ Czasami muszę uderzyć o coś ręką, żeby się wspomóc, ale to nie metoda. Nieprzyjemna grzechota, która zwróci jego uwagę może być jakimś pomysłem. Dzięki. Co do spacerków, ta ilość, która jest obecnie czyli 2x ok. godzinne i czasem krótki przed snem na tzw. siku jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje patrząc na niego. Jak już się ogarniemy w naszym mieszkaniu, chcę go częściej też zabierać samochodem gdzieś w teren, żeby wyhasał się w jakimś nowym miejscu. Co do samego szkolenia to ze wstydem muszę się przyznać, że od czasu wielu porażek bardzo się zniechęciłam i nie podchodzę już zbyt metodycznie (jeśli tak to można nazwać) do treningu na spacerze. Po prostu przy okazji przechodzenia przez ulicę uczę go "stój", "chodź", gdy się za długo zasiedzi w krzakach ;), siad/leżeć/łapa/piątka/czekaj to przy okazji zabawy lub podawania posiłku. Nowych komend ostatnio w ogóle nie podejmuję się (chyba z uwagi na jakąś własną blokadę). Liczę na szkolenie, na które planuję się wybrać, że pobudzi mnie trochę i wstrzyknie nową energię do kolejnych zadań. Przydałoby nam się jeszcze poszerzyć zakres komunikatów i pole wzajemnego rozumienia się.
  4. CzarkaPańcia

    nie wiem już co robić!

    [quote name='michal-doberman']Podziel się zatem swoją wiedzą o wychowaniu szczeniaka, skoro innych osądzasz, że nie mają o tym pojęcia. dwbem - dała bardzo dobre rady.[/QUOTE] Dokładnie. Nie rozumiem też czemu ma służyć tak niesprawiedliwa i niekonstruktywna ocena innych (żeby nie użyć brzydszych słów) - to oczywiście do Ciebie [B]Yuki_[/B]. Zachęcam do wejścia na wyższy poziom. [B]Mila00[/B], ja mogę podzielić się jedynie własnym doświadczeniem. Nasz Charlie (kundelek) trafił do nas jako ok 6-8 miesięczna zagadka - nie znamy jego przeszłości. Na początku też mieliśmy spore problemy z gryzieniem :/ Bardzo chętnie łapał ręce, stopy, włosy, wszystko (bałam się nawet podsunąć twarz za blisko jego pyska, bo zdarzało się, że próbował chwytać!) - przy witaniu, przy zabawie, tak po prostu. Byłam przekonana, że to mu nigdy nie przejdzie i przerażona, że może być niebezpieczny dla dzieci. Z tego co pamiętam: 1. Tak, kończyłam zabawę jak gryzł - wychodziłam, odwracałam się plecami. 2. Mówiłam mu ciągle "nie", "nie wolno". 3. Znalazłam rzeczy, które go interesują - u mnie był to sznureczek czy faktycznie jakiś stary ręcznik powiązany w supełki, i starałam się przekierować uwagę na tę zabawkę (może w Twoim wypadku musisz bardziej poszukać, może jakieś zabawki pachnące smakołykami?:/) 4. Kupiłam mu kości wołowe. I to chyba tyle. I jeszcze raz powtórzę - byłam dość zrozpaczona i nie wierzyłam w jakikolwiek efekt. Minął już prawie rok, odkąd jest z nami - nie pamiętam dokładnie od kiedy, ale na pewno od początku tego roku nie ma już tego problemu. Czasami zdarza mu się łapać podczas zabawy, ale to już nie jest taki problem. I mogę twarz przystawić bezpiecznie do jego pyska :) Możliwe, że powtórzyłam wszystko, co napisali poprzednicy (jestem w pracy i czytałam pobieżnie), ale chciałam Ci tylko udowodnić na swoim przykłądzie, że SIĘ DA :) Pozdrawiam i powodzenia życzę. Informuj o postępach :)
  5. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Dla psa większym wysiłkiem jest rozwiązywanie i pokonywanie trudności niż 15km przy rowerze. Wywal kogoś znajomego na klatkę :diabloti:, ty masz smaczki, udajesz że nic się nie dzieje. Nie wiem na jakie dźwięki reaguje, za spokojne zachowanie (nie szczekanie itp) smaczka i skupianie na sobie. Jak szczeka to 'nie' i won na miejsce. Dźwięk ustaje, znów dźwięki i jak jest ok nagroda. To takie 'sesje', jeśli będziesz za szybko na psa naciskać licząc że w 2 dni się zmieni to mogą się nasilić problemy. Oczywiście najlepiej mieć jakieś smaczki cały czas przy sobie i jak jest niespodziewany hałas, a pies nie zareaguje to psa nagradzaj. Pamiętaj też że co jakiś czas zwiększaj natężenie ćwiczeń, wydłużaj sesję itp. Tylko pies musi się przestawić na tryb 'pracy' ;). PS. Ja nie spotkałam 'urodzonego psiarza', nawet ja żyjąc od zawsze z psami dopiero zaczęłam się uczyć przy psie którego ja wychowywałam od podstaw, a prawdziwą szkołę przeżycia 'z psem' miałam przy Szamanie :diabloti:[/QUOTE] Pozdrowienia zatem dla wytrwałego Szamana :)) Co do tych smaczków - obecnie znajdują się w coraz większej ilości miejsc, łącznie z łazienką i sypialnią, tak na wszelki wypadek ;) Z cyklu "życie po przeprowadzce": Charlie od soboty źle zaczął znosić zostawianie go samego (w nowym miejscu) - jojczał i pakował się do wyjścia razem z nami. W niedziele został na godzinę, ale już wczoraj na pół dnia. Na szczęście nasz woźny "doniósł" później mężowi, że długo nie jęczał po naszym wyjściu. Sąsiadka z naprzeciwka jeszcze dodała, że ogólnie spokojny był i cicho siedział, odszczekiwał tylko innym psom. Dziś rano przejawiał już więcej spokoju, dostał też kostkę prasowaną do ciamkania i chyba był tym całkiem uradowany :)
  6. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='chounapa']W chwili kiedy zdajesz sobie sprawę że większość problemu leży w Tobie, a nie w psie, praca zaczyna iść łatwiej, zarówno praca z psem jak i praca nad samą sobą. Cieszę się że poszliście na przód, oby tak dalej :)[/QUOTE] Hmm... tak... problem bardzo często jest właśnie w nas. Ja jednak nie wierzyłam, że mogę sobie w ogóle ze sobą w kontekście Charliego poradzić. Po prostu nie sądziłam, że to się może udać, bez traumy dla którejkolwiek ze stron. Ja również :) ale to oznacza dla Was, że będę częściej pytać i radzić się w problematycznych kwestiach ;)
  7. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Super że zaszły takie zmiany w tobie i podejściu do sierściucha. Czasem naprawę trzeba masy samozaparcia że walczyć o poprawę bytu psa, walczyć samym ze sobą. Uwierz przechodziłam przez to z Szamanem, wiele razy żałowałam że wzięłam sobie taki ciężar na bary. Jednak spotkanie psa z problemami może iść w 2 strony 1) pies trafia do schronu kopnięty w dupsko, 2) właściciel uczy się żyć z psem, zaspakajać psie potrzeby itp. Naprawdę cieszę się że u ciebie wykluła się druga opcja :loveu:. I tak internet ma to do siebie że analizuje się każde słowo bardziej niż cały kontekst wypowiedzi. Ja odczułam że nie chciałaś psa, nie lubiłaś nawet psa, a najlepiej jak by go nie było. W każdym razie mówisz że masz problem z dźwiękami, świetnie sobie poradziłaś z suszarką. W ten sam sposób pracuje się z innymi dźwiękami, tylko zaangażuj znajomych, męża, rodzinę. Niech chodzą po klatce schodowej, za nie szczekanie nagroda, za szczekanie korekta typu ej/nie/fe/japa (u mnie japa najlepiej działa :evil_lol:). Rób krótkie serie po 3-4 powtórzeń trwających na początku chwilę, z czasem coraz dłużej, zawsze kończ ćwiczenie 'sukcesem' i zakończonym w pełni zadaniem.[/QUOTE] [B] Maron86[/B], to było tak, że ja nie bardzo wiedziałam co z Charliem zrobić, a czas leciał.. Nie wchodziło w grę oddanie go do schroniska :/ wydaje mi się, że tam już za dużo nieszczęśników przebywa, a słyszałam też co czasami się robi z pieskami w takich miejscach :/ Dwa domy, na które liczyliśmy biorąc go z tego rowu, nie były jednak w stanie lub nie chciały go wziąć. Z drugiej strony, nigdy nie miałam psa ani prawie nikogo, kto w moim bliskim otoczenia psa by miał. I, jak wspomniałam wyżej, sama borykam się z pewnymi khemmm... emocjonalnymi zaszłościami, które powoli reperuję - ciężko przeżyłam wtargnięcie Charliego do naszego życia i z trudem przechodzę chwilami własne ograniczenia, jak to napisałaś - walcząc sama ze sobą. Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają takich problemów i są niemal urodzonymi psiarzami. Nie każdy ma tak dobrze ;) Ja też się cieszę, że zaszły dobre zmiany, ale za bardzo nie chcę się nad tym rozczulać, bo wydaje mi się, że zbyt dużo jeszcze jest do zrobienia. Mam jeszcze obawy jak to będzie (teraz te hałasy w bloku), ale pomaga mi obecność tutaj, Wasze konstruktywne uwagi, niechęć do rozstania się z Ziutkiem i wciąż odradzająca się ufność, że będzie dobrze. Co do Twoich wskazówek - super, tak porobimy, goście co rusz będą jacyś wpadać, więc będzie okazja ich trochę pomęczyć :D Nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałam - 3-4 powtórzenia dziennie? to nie za mało??
  8. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    Długo mnie nie było, bo nie było czasu. Łyknęłam to, co kilka osób zasugerowało i postanowiłam z miejsca wcielić w życie. Efekty rozpisałam odpisując na kolejne posty. Podsumowując: 1. Wydłużenie spacerów pomogło, tak nam się obojgu z mężem wydaje. Charlie często leży zdyszany i "uśmiechnięty" :) 2. Linka okazała się za długa (25m! zwariowałam) - pies biega bez smyczy w bezpiecznym terenie. Możliwe jednak, że się jeszcze przyda, ale po skróceniu. 3. Przeprowadziliśmy się 2 dni temu do bloku - na razie to trochę stresujące :/ z uwagi na obecność sąsiadów za ścianami. Charlie robił pobudki już o 5 (ktoś szedł po klatce:/ ), dziś trochę później, bo po 6.. Tak jak pisałam, zaświtało mi, żeby posiedzieć z nim w salonie (powiedzmy pospać na jedno oko) i rzucać smakołyki jak pojawi się hałas, który go zaabsorbuje i nim zacznie jeszcze obszczekiwać. Nie wiem czy to dobra metoda, jak pisałam - z suszarką do włosów się sprawdziło. Wypowiedzcie się proszę co można zrobić, żeby zobojętniały mu takie dźwięki? Tu nie chodzi o moje uszy, ale sąsiadów - każdy ma granicę wytrzymałości :( Planuję jeszcze poskakać po sąsiadach z ciastem i z góry przeprosić za pieska, który się adaptuje - może to wydłuży okres wytrzymałości. Pytanie tylko o ile? ;) 4. Jak już się oporządzimy w mieszkaniu, planuję wrócić do biegania z nim wieczorami. Jest dość zabawnie, bo Charlie czasami biega w innym kierunku. Ale tutaj pomocy poszukam już gdzieś indziej. 5. Po powrocie ze zbliżającego się wyjazdu będę miała możliwość zapisać się z nim na szkolenie. Myślę, że to jest dobry pomysł i pokładam duże nadzieje w tym, że dowiem się, zobaczę i zrozumiem rzeczy, których nie widzę w obecnej chwili. 6. Czuję wewnętrznie, że mój żal do męża rozpłynął się, czasem jakieś echo pojawi się jeszcze, ale jest już bez znaczenia, coraz rzadziej i zanika. 7. Mam nadzieję, że Charlie zaadaptuje się z naszą pomocą i będziemy sobie mieszkać już razem. To tak w skrócie. Jeśli ktoś z Was miałby jakiś pomysł na wyciszenie tego szczekania na wszystkie dźwięki, będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam.
  9. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Delph']A po co wstawać wcześniej, skoro można z psem chodzić na dłuższe spacery o innej porze? Jeżeli autorka wątku lubi sobie rano pospać, to może wychodzić na długi spacer wieczorem lub po południu. Efekt będzie ten sam, a bez frustracji i zmuszania się do zmiany trybu życia. Zwierzaka można polubić, trzeba tylko znaleźć wspólne aktywności, które obojgu (psu i właścicielce) sprawią radość. Zabawy, szkolenie, nauka sztuczek, psie sporty, spacery, wycieczki w towarzystwie psa, spotkania ze znajomymi psiarzami, bliskość zwierzaka i kontakt z nim. Umartwianie się i wstawanie na siłę o 4:00 rano to średni pomysł. Wydzieranie się na psa i tłumaczenie sobie, że wina leży w psie i partnerze też. Tak naprawdę każdy pies ma jakieś wady, tak jak każdy człowiek. Po prostu z czasem, gdy wytwarza się więź, uczucie i spędza się z drugą istotą fajne chwile wady przestają przeszkadzać.[/QUOTE] Dzięki [B]Delph[/B] za kilka inspiracji. Próbuję różnych rzeczy, choć bardzo powoli. Nie wiem jednak czy ja umiem zbudować więź z psem.. Nie wiem jak to się robi, praktycznie.
  10. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Naupali']Ja jednak zostaje przy swoim i pochwalam brak obojętności zwracając jednocześnie uwagę, że według mnie pewne rzeczy należy zmienić:) Dobra jajo nie. Smakula też ucieka więc to chyba również zły pomysł. Może oprócz zwiększonej aktywności z właścicielami jeszcze te gryzaki pomogą zabić nudę? Myślę, że moje psy podczas takiego obgryzania raczej się uspokajały no i dla nich to było całkiem ciekawe zajęcie i do tego nieabsorbujące czasu właścicieli.[/QUOTE] Ja natomiast dziękuję za okazane serce, nie tylko dla psiaków. Gryzaki dobra rzecz, Charlie lubi też kości wołowe :ekmm: I fakt, bardzo się uspokaja przy tym, czasami jest już tak rozleniwiony, że kładzie się na boku i ciamka, wściekając się jak mu z pyska wypadnie i sięgnąć nie może :) I jeszcze jedna rzecz - próbowaliśmy biegać. Tzn. - ja nie znoszę biegania, ale... doszłam do wniosku, że to może być dobry sposób na spędzenie czasu razem, rozładowanie go i danie sobie namiastki bardziej intensywnego ruchu. Tak jak piszę, próbowaliśmy, bo ostatnio przez to mieszkanie to nie było mowy - ledwo trzymałam się już na nogach ;) mam nadzieję, zacząć znowu, na nowym terenie. jest trochę trudno, bo on biega we wszystkie strony (czasami w tę co ja), ale przecież nie tylko ja zaczynałam taką przygodę ;)
  11. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Oj czytam wszystkie posty i to czytam bardzo uważnie. Właśnie z nich wnioskuje że założycielka wątki psa nie lubi już nawet nie mówię że nie kocha, zwyczajnie nie lubi i nie akceptuje. Pierwszy post jasno daje do zrozumienia że najlepiej to psa by się pozbyła, no ale nie wypada. Pies ją frustruje, wkurza, doprowadza do szału i w ogóle o co temu psu chodzi bo przecież poświęcają w sumie 1h swojego cennego życia na 'spacery' z psem (masakra najkrótszy spacer z psami moimi jakie mają i jest nazywany 'wyprowadzeniem na odsikanie' to 30min). No i ogólnie to jak im się chce i mają nastrój to dadzą od niechcenia jakąś zabawkę czy się powygłupiają. Jak została na to zwrócona uwaga nagle się okazuje że pies jest nawet fajny i ma jakieś tam zalety, ale i tak do bani :roll:. Masa ludzi znajduje psa, teoretycznie się nim opiekuje... ALE... Psu nie wystarczy walnąć michę z wodą i żarciem, wyprowadzić żeby nam wełnianych dywanów nie ufajdał. Pies nie może żyć całe życie zamknięty i izolowany od wszystkiego. Jesteśmy dorośli i trzeba podejmować dorosłe, odpowiedzialne decyzje. Każdy szkoleniowiec/behawiorysta, nawet 'zaczynający' powie że ten pies ma za mało bodźców i ruchu, że się nudzi, frustruje i BOI kiedy ktoś wylatuje z sypialni żeby drzeć na psa twarz i przygniata go do podłogi :roll:. Również dla mnie nie jest tłumaczeniem że założycielka wątku właściwie to chce psu pomóc, jest taka odpowiedzialna i dojrzała. Ile było wątków na forum gdzie ewidentnie założyciel czekał na 'rozgrzeszenie' swojego nieodpowiedzialnego postępowania i głupich pomysłów? To że inni psy traktują gorzej nie znaczy że należy się poklask dla takiej ignorancji w stosunku do potrzeb zwierzęcia, a i może słowa gorzkiej krytyki przemówią pańci do rozumu i coś się w życiu psa zmieni na lepsze. Chwalić coś co nie jest dobre owszem może skutkować na tym że właściwie żadne zmiany nie są potrzebne i tak jest przecież ok (a nie jest). Jeśli chcesz z psem zbudować więź i faktycznie chcesz psa zachować to zmień swój tryb życia, zapisz się może z psem na jakieś pozytywne PT żeby zbudować więź, wstawaj wcześniej żeby go wyprowadzić na dłuższy spacer z zabawą bądź ćwiczeniami. Jeśli nie jesteś w stanie poświecić swojego czasu na zajęcie się psem, znajdź mu dom i go oddaj. Szkoda by pies przez najbliższe 15lat miał takie życie :mad:. PS> Jajo dla reaktywnego znudzonego psa, który właściwie nie ma wolności bo przecież ucieka (ciekawe czemu nie chce wracać do kogoś kto ciągle się drze i straszy psa :roll:), jest zdecydowanie złym pomysłem. Pomijając oczywiście że nie każdy tym jajem się bawi, u mnie na 4psy jajkiem bawi się aż .... 0 psów.[/QUOTE] [B]Maron86[/B], przepraszam, ale lepszych bzdur to nie mogłaś napisać :D Życzę więcej wyczucia sytuacji. No cóż.. może to wina internetu. Tymczasem, wbrew Twoim insynuacjom, kilka pierwszych porad dobrze zaowocowało. Mamy zmiany i.. kolejne problemy do rozwiązania. Może nie dla każdego to jest takie łatwe być "perfekcyjnym towarzyszem w życiu psa". Gratuluję, że Tobie się udało.
  12. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Aśka Belkowska']Odpowiedź Patmol na początku jak zwykle zachwyca mnie zwięzłościa i konkretem. Czysta prawda chciałoby się powiedzieć. I fajnie. Po przeczytaniu wątku od początku sądzę jednak, że najpierw powinnaś odpowiedzieć sobie, czy chcesz tego psiaka. Jeżeli nie znajdziesz w sobie woli posiadania ofutrzonego CZŁONKA RODZINY wszelkie rady wezmą w łeb. Ja wsiąkłam gdzieś niedługo po swoim urodzeniu, z tego co pamiętam podczas pierwszej wizyty u przyjaciół moich rodziców. Mieli szaro-popiołowego cocker spaniela imieniem Muki. I tak zaczął się moj nałóg, który po trzech kolejnych psiakach zaowocował adopcją "dzikusa". Ciężka praca za nami, ale nie żałuję. A zatem, jeżeli nie Ty podjęłaś ostateczną decyzję zatrzymania psiaka Twój maż powinien się zająć psem i już. Pewnie pracuje itd. ale nikt nie powiedział, że życie jest łatwe. Porozmawiaj z mężem ale najpierw - sama ze sobą. Kurde stara jestem. :roll:[/QUOTE] Aśka Belkowska, dla mnie jeszcze wcześniejszym pytaniem niż czy ja go chcę/chciałam jest czy ja dam sobie w tej sytuacji radę, bez szkody dla siebie, psa, innych ludzi. Życie samo chyba przynosi odpowiedź, bo na razie zmienia u mnie rzeczy, które wydawały się niemożliwe do zmiany, jak chociażby odpuszczenie żalu do męża, że to "przecież on chciał tego psa bla bla bla". Wstaję wcześniej, chodzę dłużej, myślę jak zrobić, żeby było lepiej. Widzę swoje ograniczenia i trudności, ale trochę sobie już nie wyobrażam jak by to było, gdyby Charliego nie było. Tak naprawdę życzę sobie i nam, żeby się udało, bez ofiar.
  13. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Naupali']Nie jest alternatywą i tego nie napisałam. Autorka wspominała, że próbowali znaleźć mu dom. Uważam, że właściwa postawa powinna być doceniana i to robię. Jasne odpowiednia opieka nad psem jest teoretycznie obowiązkiem i rzeczą normalną w praktyce jednak widać, że nie zawsze tak jest. Wystarczy spojrzeć na przepełnione schroniska. Zresztą dobre słowo nigdy nie zaszkodzi ;). No ok czyli jajo odpada, dzięki za dopełnienie informacji. Może za jakiś czas będzie to odpowiednia zabawka dla tego psa.[/QUOTE] Oj.. nie dobrze, że jajo odpada. Z drugiej strony, takie uciekające zabawki działają na Charliego bardzo pobudzająco. Lepsze byłoby coś uspokajającego. Zaczniemy od kongo. [B]Naupali[/B], dobre słowo nigdy nie zaszkodzi.
  14. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Patmol']a ja wstaję zazwyczaj o 5 rano, i jakoś nie wydaje mi się żeby to było szczególnie wcześnie jak czasem zdarza mi się pospać dłużej (z raz w miesiącu) to o 8 rano mój pies delikatnie nosem sprawdza czy jeszcze żyje -bo leżę i leżę -dziwne takie a ostatnio się zastanawiałam czyby nie wstawać trochę wcześniej - może o 4 rano -i chodzić dodatkowo rano na spacery chodziłam w zeszłym roku tak wcześnie rano -pięknie wtedy jest -pusto - nad rzeką unosi się mgła. wiewiórki chodzą po alejkach w parku, ludzie biegają taka linkę/smycz treningową [URL]http://www.keko.pl/chaba-smycz-linka-treningowa.html[/URL] są też dłuższe i w innym kolorze -ja mam zieloną 15 metrów dobrze jest znaleźć takie miejsce, gdzie możesz swobodnie puścić psa ja mieszkam w centrum miasta i muszę iść jakieś 30 minut -żeby dojść w takie miejsce bezpieczne i dozwolone czyli godzinę zajmuje mi samo przejście mam jednak ten komfort ze najpierw idę deptakiem/starym rynkiem, a potem parkiem, aż kończy się park i jest kilkanaście kilometrów wałów nadrzecznych wiec prawdziwy spacer, nawet najkrótszy, to co najmniej 1,5 godziny[/QUOTE] Ja kupiłam czerwoną, ale raczej za długą (25m!) i szybciej od jej skrócenia udało mi się odważyć puszczać Ziutka swobodnie na bezpiecznym terenie. Wyćwiczyłam sobie sposoby przywoływania go (na ringo, na szukanie smakołyków w trawie), żeby przypiąć do smyczy i ogólnie szło nam w dotychczasowym rejonie zamieszkania całkiem już nieźle :) Teraz zaczynamy odkrywać inną okolicę (przeprowadzka). Znalazłam jakieś pierwsze poletko do hasania dziś z rana - niestety metody przywoływania zaczęły szwankować..
  15. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Naupali']Ja tam zamierzam wychwalać pod niebiosa autorkę wątku za to że psa wzięła:) Wielu ludzi odwróciłoby głowę, a pozostawienie pasa mogłoby skończyć się tragicznie. Jednak podkreślam też, że teraz należy ponieść odpowiedzialność za swoją decyzję. Został założony wątek, wykazywane jest zainteresowanie jak poradzić sobie z problemem więc mam nadziej, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jeszcze co do asortymentu zabawek to może uciekające jajo się sprawdzi? Z opisu producenta wynika, że psiak może się sam z tą zabawką wyszaleć. Chyba w stosunkowo dużym mieszkaniu można to wykorzystać? Zaznaczam, że wypowiadam się jedynie na podstawie przeczytanych informacji, sama takiej zabawki nie posiadam, więc nie wiem jak zabawka sprawdza się w praktyce;) Myślę, że dobrym pomysłem byłyby takie zajmujące zabawki. Z pewnością pomogłyby zabić nudę, ale to jako dodatek do odpowiedniej dawki ruchu na dworze, nie zamiast ;)[/QUOTE] [B]Naupali[/B], tak, idzie w dobrym kierunku. Dzięki zainteresowaniu, kilku konstruktywnym podpowiedziom i odrobinie zrozumienia. Charlie nie ma konga, przekraczało to nasze możliwości finansowe. Dlatego dostawał jakieś zmajstrowane przeze mnie a'la konga, niestety jednorazowe ;) Myślę jednak, że przyszedł czas na zainwestowanie w tę zabawkę i rzucę też okiem na to jajo. Brzmi intrygująco i wiem, że jemu się spodoba :) A dawka ruchu - jak wyżej - owocnie poprawiona :)
×