Jump to content
Dogomania

CzarkaPańcia

Members
  • Content Count

    34
  • Joined

  • Last visited

About CzarkaPańcia

  • Rank
    Advanced Member
  1. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Goshia'](...) Metoda druga (zadziałało): Słychać hałas z ulicy lub z klatki. Pies zaczyna szczekać. Jednoczesnie powiedziałam stanowczo, ale bez podnoszenia głosu "E-e" i rzuciłam OBOK psa (pod same łapy) duży, twardy, plastikowy pojemnik z dużymi tabletkami w środku, do połowy opróżniony (bardzo głośno i w dość niskich tonach to to grzechocze). Pies się ogromnie przestraszył, przykulił się, uszy po sobie, panika w oczach "jak to? za co to?". Widok okropny. Mi się serce kraje na widok tego co narobiłam strasznego. Na szczęście powstrzymałam się od pocieszania. Skutek: dziamgotanie z powodu hałasów zewnętrznych ustało. Później przy próbach szczekania na nieznane dźwięki, wystarczyło "E-e". I jak ręką odjął. (...) Nie wiem, czy wystarczy zastosować tylko metodę drugą, czy konieczna jest też najpierw pierwsza. Psisko załapało za pierwszym rzutem, że szczekanie już mi się nie podoba. Może to kwestia rasy i tego, że bardzo szybko zwierzak się uczy, też tego nie wiem. Jeśli chodzi o spacery, to ideałem są takie, żeby pies się wyżył i fizycznie, i psychicznie, ale wiadomo, że nie zawsze na to jest czas. CzarkaPancia, nie mam zamiaru Cię krytykować za to, że pies miał tylko 40minut do godziny spaceru dziennie plus krótkie wyjścia za potrzebą. To chyba i tak więcej niż mają psy w schroniskach. Jasne, że lepszy byłby spacer półtoragodzinny albo nawet i dwa takie spacery dziennie, ale bądźmy realistami. Super, że teraz spacerków jest więcej. Wykorzystuj spacery na szkolenie psa, choćby takie bardzo podstawowe jak przychodzenie na zawołanie, siad, zostań, stój. To się bardzo przydaje, a nawet może psu uratować skórę. (...)[/QUOTE] Bardzo Ci zazdroszczę, że tak sprawnie poszło, choć wyobrażam sobie, że widok tak wystraszonej suni musiał być przerażający :/ Przemyślę to sobie pod kątem Charliego. Z nim mam jeszcze taki problem, że on ma bardzo głośny i wyrazisty szczek, w przeciwieństwie do mojego głosu. Jak mówię "spokój", gdy on szczeka, to sama siebie ledwo słyszę :/ Czasami muszę uderzyć o coś ręką, żeby się wspomóc, ale to nie metoda. Nieprzyjemna grzechota, która zwróci jego uwagę może być jakimś pomysłem. Dzięki. Co do spacerków, ta ilość, która jest obecnie czyli 2x ok. godzinne i czasem krótki przed snem na tzw. siku jest ok. Przynajmniej tak mi się wydaje patrząc na niego. Jak już się ogarniemy w naszym mieszkaniu, chcę go częściej też zabierać samochodem gdzieś w teren, żeby wyhasał się w jakimś nowym miejscu. Co do samego szkolenia to ze wstydem muszę się przyznać, że od czasu wielu porażek bardzo się zniechęciłam i nie podchodzę już zbyt metodycznie (jeśli tak to można nazwać) do treningu na spacerze. Po prostu przy okazji przechodzenia przez ulicę uczę go "stój", "chodź", gdy się za długo zasiedzi w krzakach ;), siad/leżeć/łapa/piątka/czekaj to przy okazji zabawy lub podawania posiłku. Nowych komend ostatnio w ogóle nie podejmuję się (chyba z uwagi na jakąś własną blokadę). Liczę na szkolenie, na które planuję się wybrać, że pobudzi mnie trochę i wstrzyknie nową energię do kolejnych zadań. Przydałoby nam się jeszcze poszerzyć zakres komunikatów i pole wzajemnego rozumienia się.
  2. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Dla psa większym wysiłkiem jest rozwiązywanie i pokonywanie trudności niż 15km przy rowerze. Wywal kogoś znajomego na klatkę :diabloti:, ty masz smaczki, udajesz że nic się nie dzieje. Nie wiem na jakie dźwięki reaguje, za spokojne zachowanie (nie szczekanie itp) smaczka i skupianie na sobie. Jak szczeka to 'nie' i won na miejsce. Dźwięk ustaje, znów dźwięki i jak jest ok nagroda. To takie 'sesje', jeśli będziesz za szybko na psa naciskać licząc że w 2 dni się zmieni to mogą się nasilić problemy. Oczywiście najlepiej mieć jakieś smaczki cały czas przy sobie i jak jest niespodziewany hałas, a pies nie zareaguje to psa nagradzaj. Pamiętaj też że co jakiś czas zwiększaj natężenie ćwiczeń, wydłużaj sesję itp. Tylko pies musi się przestawić na tryb 'pracy' ;). PS. Ja nie spotkałam 'urodzonego psiarza', nawet ja żyjąc od zawsze z psami dopiero zaczęłam się uczyć przy psie którego ja wychowywałam od podstaw, a prawdziwą szkołę przeżycia 'z psem' miałam przy Szamanie :diabloti:[/QUOTE] Pozdrowienia zatem dla wytrwałego Szamana :)) Co do tych smaczków - obecnie znajdują się w coraz większej ilości miejsc, łącznie z łazienką i sypialnią, tak na wszelki wypadek ;) Z cyklu "życie po przeprowadzce": Charlie od soboty źle zaczął znosić zostawianie go samego (w nowym miejscu) - jojczał i pakował się do wyjścia razem z nami. W niedziele został na godzinę, ale już wczoraj na pół dnia. Na szczęście nasz woźny "doniósł" później mężowi, że długo nie jęczał po naszym wyjściu. Sąsiadka z naprzeciwka jeszcze dodała, że ogólnie spokojny był i cicho siedział, odszczekiwał tylko innym psom. Dziś rano przejawiał już więcej spokoju, dostał też kostkę prasowaną do ciamkania i chyba był tym całkiem uradowany :)
  3. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='chounapa']W chwili kiedy zdajesz sobie sprawę że większość problemu leży w Tobie, a nie w psie, praca zaczyna iść łatwiej, zarówno praca z psem jak i praca nad samą sobą. Cieszę się że poszliście na przód, oby tak dalej :)[/QUOTE] Hmm... tak... problem bardzo często jest właśnie w nas. Ja jednak nie wierzyłam, że mogę sobie w ogóle ze sobą w kontekście Charliego poradzić. Po prostu nie sądziłam, że to się może udać, bez traumy dla którejkolwiek ze stron. Ja również :) ale to oznacza dla Was, że będę częściej pytać i radzić się w problematycznych kwestiach ;)
  4. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Super że zaszły takie zmiany w tobie i podejściu do sierściucha. Czasem naprawę trzeba masy samozaparcia że walczyć o poprawę bytu psa, walczyć samym ze sobą. Uwierz przechodziłam przez to z Szamanem, wiele razy żałowałam że wzięłam sobie taki ciężar na bary. Jednak spotkanie psa z problemami może iść w 2 strony 1) pies trafia do schronu kopnięty w dupsko, 2) właściciel uczy się żyć z psem, zaspakajać psie potrzeby itp. Naprawdę cieszę się że u ciebie wykluła się druga opcja :loveu:. I tak internet ma to do siebie że analizuje się każde słowo bardziej niż cały kontekst wypowiedzi. Ja odczułam że nie chciałaś psa, nie lubiłaś nawet psa, a najlepiej jak by go nie było. W każdym razie mówisz że masz problem z dźwiękami, świetnie sobie poradziłaś z suszarką. W ten sam sposób pracuje się z innymi dźwiękami, tylko zaangażuj znajomych, męża, rodzinę. Niech chodzą po klatce schodowej, za nie szczekanie nagroda, za szczekanie korekta typu ej/nie/fe/japa (u mnie japa najlepiej działa :evil_lol:). Rób krótkie serie po 3-4 powtórzeń trwających na początku chwilę, z czasem coraz dłużej, zawsze kończ ćwiczenie 'sukcesem' i zakończonym w pełni zadaniem.[/QUOTE] [B] Maron86[/B], to było tak, że ja nie bardzo wiedziałam co z Charliem zrobić, a czas leciał.. Nie wchodziło w grę oddanie go do schroniska :/ wydaje mi się, że tam już za dużo nieszczęśników przebywa, a słyszałam też co czasami się robi z pieskami w takich miejscach :/ Dwa domy, na które liczyliśmy biorąc go z tego rowu, nie były jednak w stanie lub nie chciały go wziąć. Z drugiej strony, nigdy nie miałam psa ani prawie nikogo, kto w moim bliskim otoczenia psa by miał. I, jak wspomniałam wyżej, sama borykam się z pewnymi khemmm... emocjonalnymi zaszłościami, które powoli reperuję - ciężko przeżyłam wtargnięcie Charliego do naszego życia i z trudem przechodzę chwilami własne ograniczenia, jak to napisałaś - walcząc sama ze sobą. Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają takich problemów i są niemal urodzonymi psiarzami. Nie każdy ma tak dobrze ;) Ja też się cieszę, że zaszły dobre zmiany, ale za bardzo nie chcę się nad tym rozczulać, bo wydaje mi się, że zbyt dużo jeszcze jest do zrobienia. Mam jeszcze obawy jak to będzie (teraz te hałasy w bloku), ale pomaga mi obecność tutaj, Wasze konstruktywne uwagi, niechęć do rozstania się z Ziutkiem i wciąż odradzająca się ufność, że będzie dobrze. Co do Twoich wskazówek - super, tak porobimy, goście co rusz będą jacyś wpadać, więc będzie okazja ich trochę pomęczyć :D Nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałam - 3-4 powtórzenia dziennie? to nie za mało??
  5. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    Długo mnie nie było, bo nie było czasu. Łyknęłam to, co kilka osób zasugerowało i postanowiłam z miejsca wcielić w życie. Efekty rozpisałam odpisując na kolejne posty. Podsumowując: 1. Wydłużenie spacerów pomogło, tak nam się obojgu z mężem wydaje. Charlie często leży zdyszany i "uśmiechnięty" :) 2. Linka okazała się za długa (25m! zwariowałam) - pies biega bez smyczy w bezpiecznym terenie. Możliwe jednak, że się jeszcze przyda, ale po skróceniu. 3. Przeprowadziliśmy się 2 dni temu do bloku - na razie to trochę stresujące :/ z uwagi na obecność sąsiadów za ścianami. Charlie robił pobudki już o 5 (ktoś szedł po klatce:/ ), dziś trochę później, bo po 6.. Tak jak pisałam, zaświtało mi, żeby posiedzieć z nim w salonie (powiedzmy pospać na jedno oko) i rzucać smakołyki jak pojawi się hałas, który go zaabsorbuje i nim zacznie jeszcze obszczekiwać. Nie wiem czy to dobra metoda, jak pisałam - z suszarką do włosów się sprawdziło. Wypowiedzcie się proszę co można zrobić, żeby zobojętniały mu takie dźwięki? Tu nie chodzi o moje uszy, ale sąsiadów - każdy ma granicę wytrzymałości :( Planuję jeszcze poskakać po sąsiadach z ciastem i z góry przeprosić za pieska, który się adaptuje - może to wydłuży okres wytrzymałości. Pytanie tylko o ile? ;) 4. Jak już się oporządzimy w mieszkaniu, planuję wrócić do biegania z nim wieczorami. Jest dość zabawnie, bo Charlie czasami biega w innym kierunku. Ale tutaj pomocy poszukam już gdzieś indziej. 5. Po powrocie ze zbliżającego się wyjazdu będę miała możliwość zapisać się z nim na szkolenie. Myślę, że to jest dobry pomysł i pokładam duże nadzieje w tym, że dowiem się, zobaczę i zrozumiem rzeczy, których nie widzę w obecnej chwili. 6. Czuję wewnętrznie, że mój żal do męża rozpłynął się, czasem jakieś echo pojawi się jeszcze, ale jest już bez znaczenia, coraz rzadziej i zanika. 7. Mam nadzieję, że Charlie zaadaptuje się z naszą pomocą i będziemy sobie mieszkać już razem. To tak w skrócie. Jeśli ktoś z Was miałby jakiś pomysł na wyciszenie tego szczekania na wszystkie dźwięki, będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam.
  6. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Delph']A po co wstawać wcześniej, skoro można z psem chodzić na dłuższe spacery o innej porze? Jeżeli autorka wątku lubi sobie rano pospać, to może wychodzić na długi spacer wieczorem lub po południu. Efekt będzie ten sam, a bez frustracji i zmuszania się do zmiany trybu życia. Zwierzaka można polubić, trzeba tylko znaleźć wspólne aktywności, które obojgu (psu i właścicielce) sprawią radość. Zabawy, szkolenie, nauka sztuczek, psie sporty, spacery, wycieczki w towarzystwie psa, spotkania ze znajomymi psiarzami, bliskość zwierzaka i kontakt z nim. Umartwianie się i wstawanie na siłę o 4:00 rano to średni pomysł. Wydzieranie się na psa i tłumaczenie sobie, że wina leży w psie i partnerze też. Tak naprawdę każdy pies ma jakieś wady, tak jak każdy człowiek. Po prostu z czasem, gdy wytwarza się więź, uczucie i spędza się z drugą istotą fajne chwile wady przestają przeszkadzać.[/QUOTE] Dzięki [B]Delph[/B] za kilka inspiracji. Próbuję różnych rzeczy, choć bardzo powoli. Nie wiem jednak czy ja umiem zbudować więź z psem.. Nie wiem jak to się robi, praktycznie.
  7. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Naupali']Ja jednak zostaje przy swoim i pochwalam brak obojętności zwracając jednocześnie uwagę, że według mnie pewne rzeczy należy zmienić:) Dobra jajo nie. Smakula też ucieka więc to chyba również zły pomysł. Może oprócz zwiększonej aktywności z właścicielami jeszcze te gryzaki pomogą zabić nudę? Myślę, że moje psy podczas takiego obgryzania raczej się uspokajały no i dla nich to było całkiem ciekawe zajęcie i do tego nieabsorbujące czasu właścicieli.[/QUOTE] Ja natomiast dziękuję za okazane serce, nie tylko dla psiaków. Gryzaki dobra rzecz, Charlie lubi też kości wołowe :ekmm: I fakt, bardzo się uspokaja przy tym, czasami jest już tak rozleniwiony, że kładzie się na boku i ciamka, wściekając się jak mu z pyska wypadnie i sięgnąć nie może :) I jeszcze jedna rzecz - próbowaliśmy biegać. Tzn. - ja nie znoszę biegania, ale... doszłam do wniosku, że to może być dobry sposób na spędzenie czasu razem, rozładowanie go i danie sobie namiastki bardziej intensywnego ruchu. Tak jak piszę, próbowaliśmy, bo ostatnio przez to mieszkanie to nie było mowy - ledwo trzymałam się już na nogach ;) mam nadzieję, zacząć znowu, na nowym terenie. jest trochę trudno, bo on biega we wszystkie strony (czasami w tę co ja), ale przecież nie tylko ja zaczynałam taką przygodę ;)
  8. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Patmol']a ja wstaję zazwyczaj o 5 rano, i jakoś nie wydaje mi się żeby to było szczególnie wcześnie jak czasem zdarza mi się pospać dłużej (z raz w miesiącu) to o 8 rano mój pies delikatnie nosem sprawdza czy jeszcze żyje -bo leżę i leżę -dziwne takie a ostatnio się zastanawiałam czyby nie wstawać trochę wcześniej - może o 4 rano -i chodzić dodatkowo rano na spacery chodziłam w zeszłym roku tak wcześnie rano -pięknie wtedy jest -pusto - nad rzeką unosi się mgła. wiewiórki chodzą po alejkach w parku, ludzie biegają taka linkę/smycz treningową [URL]http://www.keko.pl/chaba-smycz-linka-treningowa.html[/URL] są też dłuższe i w innym kolorze -ja mam zieloną 15 metrów dobrze jest znaleźć takie miejsce, gdzie możesz swobodnie puścić psa ja mieszkam w centrum miasta i muszę iść jakieś 30 minut -żeby dojść w takie miejsce bezpieczne i dozwolone czyli godzinę zajmuje mi samo przejście mam jednak ten komfort ze najpierw idę deptakiem/starym rynkiem, a potem parkiem, aż kończy się park i jest kilkanaście kilometrów wałów nadrzecznych wiec prawdziwy spacer, nawet najkrótszy, to co najmniej 1,5 godziny[/QUOTE] Ja kupiłam czerwoną, ale raczej za długą (25m!) i szybciej od jej skrócenia udało mi się odważyć puszczać Ziutka swobodnie na bezpiecznym terenie. Wyćwiczyłam sobie sposoby przywoływania go (na ringo, na szukanie smakołyków w trawie), żeby przypiąć do smyczy i ogólnie szło nam w dotychczasowym rejonie zamieszkania całkiem już nieźle :) Teraz zaczynamy odkrywać inną okolicę (przeprowadzka). Znalazłam jakieś pierwsze poletko do hasania dziś z rana - niestety metody przywoływania zaczęły szwankować..
  9. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Naupali']Ja tam zamierzam wychwalać pod niebiosa autorkę wątku za to że psa wzięła:) Wielu ludzi odwróciłoby głowę, a pozostawienie pasa mogłoby skończyć się tragicznie. Jednak podkreślam też, że teraz należy ponieść odpowiedzialność za swoją decyzję. Został założony wątek, wykazywane jest zainteresowanie jak poradzić sobie z problemem więc mam nadziej, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jeszcze co do asortymentu zabawek to może uciekające jajo się sprawdzi? Z opisu producenta wynika, że psiak może się sam z tą zabawką wyszaleć. Chyba w stosunkowo dużym mieszkaniu można to wykorzystać? Zaznaczam, że wypowiadam się jedynie na podstawie przeczytanych informacji, sama takiej zabawki nie posiadam, więc nie wiem jak zabawka sprawdza się w praktyce;) Myślę, że dobrym pomysłem byłyby takie zajmujące zabawki. Z pewnością pomogłyby zabić nudę, ale to jako dodatek do odpowiedniej dawki ruchu na dworze, nie zamiast ;)[/QUOTE] [B]Naupali[/B], tak, idzie w dobrym kierunku. Dzięki zainteresowaniu, kilku konstruktywnym podpowiedziom i odrobinie zrozumienia. Charlie nie ma konga, przekraczało to nasze możliwości finansowe. Dlatego dostawał jakieś zmajstrowane przeze mnie a'la konga, niestety jednorazowe ;) Myślę jednak, że przyszedł czas na zainwestowanie w tę zabawkę i rzucę też okiem na to jajo. Brzmi intrygująco i wiem, że jemu się spodoba :) A dawka ruchu - jak wyżej - owocnie poprawiona :)
  10. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='LadyS']Oj Maron, Maron, czytaj wszystkie posty. Ja w ogóle nie uważam, że przygarnięcie psa to jest powód do jakiegoś wychwalania - w końcu to jest prywatna decyzja każdego człowieka. Kobieta ma teraz dwa wyjścia: albo się psem zajmie i go zaakceptuje, albo nie - i wtedy niech mu szybko szuka domu. Jeśli komuś nie chce się chodzić na spacery, to pies nie jest dobrym rozwiązaniem. Podobnie jak dziecko - z dzieckiem trzeba się bawić, chodzić na spacery, znosić płacz, krzyki, głośne zabawy i poranne wstawanie. Z tą różnicą, że założycielka wątku jasno napisała - że dziecka to ona będzie chcieć, a psa - nie chciała. I tu leży problem.[/QUOTE] Dziękuję LadyS za uważne czytanie. Teraz przechodzimy próbę ogniową (adaptacja do mieszkania w bloku) i mam wrażenie, że to jakaś ostateczna rozgrywka w temacie naszego dalszego wspólnego lub nie życia. Mam nadzieję, że zakończy się sukcesem.
  11. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Maron86']Właśnie dlatego uważam że nie kocha tego psa, gdyby było inaczej poszła by na ustępstwa i nie darła twarzy na nic niewinnego psa znudzonego monotonnym i nudnym życiem :shake:. I w porównaniu do innych nie zamierzam założycielki wychwalać pod niebiosa bo jednak tego psa zgarnęła z ulicy, nie potrafi zaspokoić potrzeb psa, nie chce go - niech odda do dobrych, świadomych obowiązków ludzi. PS. Ja przy swoim musiałam nauczyć się co to konsekwencja, opanowanie, spokój, musiałam 'wyszkolić' się w szybszym przewidywaniu sytuacji od niego i reagowania na różne 'psie' dźwięki (np gdy pies idzie to 'brzęczy' mu przy obroży zawieszka od szczepienia. Szaman nie kojarzy tego z widokiem psa, a ja tak dzięki czemu szybciej mogę go opanować lub zmienić trasę :evil_lol:). Jak się psa kocha, to się wkłada w niego 'całego siebie'. Nikt im nie karze z pracy zrezygnować, wystarczy zwlec się wcześniej z wyra i pochodzić z psem i wymęczyć.[/QUOTE] [B]Maron86[/B], ja nie odnoszę wrażenia, że ktokolwiek tutaj mnie wyniósł pod niebiosa, bardziej czuję jak dostaję po d*, chwilami też nie sprawiedliwie. Myślę jednak, że nie tylko ja mam problemy ze sobą, ale jest tutaj więcej takich osób, co skomentowałam powyżej. Minęło kilka miesięcy od mojego pierwszego wpisu i wbrew temu, co niektórzy mogli sobie już uroić na mój temat: - pies miewa się znacznie lepiej - zwlekam się dla niego wcześniej i nie mam o to żalu do nikogo, ale z pewnością NIE MAM PRAWA PISAĆ, ŻE GO UWIELBIAM - czuję, że coś się we mnie przemieniło i odpuściłam mężowi przytyki i pretensje pt. "Ty chciałeś psa" - mamy kolejny problem z rejonu "szczekanie na każdy dźwięk w bloku", tutaj już długi spacer nie pomaga ;)
  12. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='Zosia-Samosia']Jedno z drugim sie wyklucza.Twierdzenie,ze psa wrecz uwielbia,a mimo wszystko wypominanie w kazdym poscie czy to jemu czy mezowi,ze ten pies jednak jest/ze sie pojawil w ich zyciu. Dla mnie to oznaka wlasnie totalnego braku tego 'uwielbienia'. Btw. Moj Maz zaczyna prace o 9,a ze wzgledu na psy juz od trzech miesiecy wstaje o godzinie UWAGA - 4.45! I jest to dla niego oczywista oczywistosc bo sam marzyl i nalegal na zakup psa wymagajacego troche wiecej ruchu :)[/QUOTE] Czasami mam wrażenie, że niektórzy "kochający psy" nie wiedzą, co to znaczy kochać ludzi. Mężowi gratuluję konsekwencji.
  13. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [B]toyota[/B], mam nadzieję, że on nie ma cech maltańczyka, tylko nie w pełni jeszcze wprawionych właścicieli ;) również uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, tylko jeśli chodzi o naszego Charliego, nie do końca jeszcze w pełni rozumiem jaka myśl przyświeca jego obecności w naszym życiu :hmmmm: ..choć czuję, że jestem już blisko ;) i jeszcze jedna ważna, bardzo bardzo ważna rzecz - darcie ryja w domu i darcie ryja w bloku (budynek naćkany mniej czy bardziej obcymi ludźmi, posiadający zwykle łatwo przepuszczające długotrwały jazgot ściany) to dwa różne darcia ryja. i o tym nie można zapominać :D ps. masz 9 psów w jednym pokoju, ze sobą i TZ?? :crazyeye: chciałabym to zobaczyć :))
  14. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='chounapa']A mi się wydaje że bardziej nie radzisz sobie ze sobą ;) . Ale nie przejmuj się i nie odbierz mnie źle. Sama to znam. Wiem co to jest ogromna frustracja bez jakiegoś specjalnie tragicznego powodu. Znam uczucie zmęczenia, jeśli trzeba wstać wcześniej. Bez kawy rano jestem "zombie", nie ma szans żebym była w stanie wywlec się z domu choćby bez łyczka kawy. Też nie radzę sobie ze złością, co odbijało się na innych w okół. Ale staram się z tym walczyć. Nie z przekorną córką, która uwierz, jest o wiele większym złem niż niesforny pies ;). Nie z wkurzającym mężem. Nie z rozwalonym kwiatkiem czy zasikanym dywanem. Walczę w pierwszej kolejności ze sobą. Milion wdechów, zanim otworzę jadaczkę, chwila na przemyślenie swojej reakcji i dopiero na koniec moja odpowiedź na to co mnie wkurzyło. Bo jak odczekasz 3 sekundy zanim zareagujesz, nie raz uzmysłowisz sobie, że tragedia się nie stała. Pomyśl o tym w ten sposób. Jak pokonasz samą siebie, to już połowa sukcesu. A i uwierz, że udana walka z samą sobą, za niedługi czas da Ci więcej sił na inne sprawy. Takie jak zabawa czy trening z psem. A jak Ty będziesz się uśmiechać do psa to i pies chętniej będzie się uczył. Kup tą linkę, znajdź zdrowe, drobne smakołyki w ogromnej ilości i idźcie razem zdobyć świat ;)[/QUOTE] [B]Chounapa[/B], zgadza się - mam problem z własnymi emocjami, przeszłość czasem dłuuugo się ciągnie, pomimo pracy nad sobą. Dziękuję za zagrzanie do walki ;) Linka została zaraz po Waszych postach zakupiona i... ani razu nie użyta póki co. Kupiłam mu 25 metrów(!) - a niech ma chłopak! - i to chyba nie był dobry pomysł :/ (normalnie boję się, że mi się zaplącze między drzewami). Tak czy tak, poszłam inną drogą - znalazłam jakieś bardziej bezpieczne tereny, gdzie mogę naszego Ferdka wypuścić. Od razu też przestawiłam siebie i męża na dłuższe spacery, połączone z bieganiem za ringo/piłką i swobodnym bieganiem. Oboje z mężem widzimy pozytywną zmianę - Charlie ledwo dyszy, ale jest przeszczęśliwy i roześmiany od ucha do ucha po takim spacerze :) aż miło popatrzeć :) Ostatnio przenosiliśmy się do bloku, to był i nadal jest trudny okres dla nas - nie mamy urlopu, pracujemy cały dzień, a nic samo się nie zrobi. Spacery utrzymały się "w mocy", ale wieczorami musieliśmy pracować na mieszkaniu, zostawiając go w domu u rodziców. Od razu było widać, że pies za długo zostaje sam -> za dużo śpi -> coraz wcześniej wstaje ;) Na mieszkaniu jesteśmy od 2 dni, wszyscy, razem. Teraz mamy nowe problemy... ;)
  15. CzarkaPańcia

    Szczeka, szczeka, szczeka - pomocy! :/

    [quote name='LadyS']Pies na bank czuje Wasze podejście i to nie pomaga. Spróbuj zmienić podejście, i zobacz, czy wtedy nie będzie lepiej. Dla psa taka sytuacja nie jest komfortowa, on też się stresuje, a te stresy rozładowuje w prosty sposób - szczekaniem. Piszesz, że rzadko się z nim bawicie - poczytaj o klikerze, weź w rękę smaki i coś poćwiczcie. Jeśli nie będziecie mieć czasu na długi spacer, zmęczcie go choć psychicznie. Musicie się z nim bawić, oczywiście na Waszych zasadach, bo to nawiązuje więź i psu tego zwyczajnie potrzeba. Mówisz, że niewyspana czujesz się fatalnie, a jednocześnie wspominasz o dziecku... Nie czujesz, że to się gryzie? Są dzieci, które od urodzenia praktycznie śpią pięknie i wiele nie płaczą, pozwalając matce na wysypianie się - mniej więcej ;) Taka była córka mojego szwagra - syn okazał się przeciwieństwem i naprawdę totalnie się nie wysypiali. Pies to dobry trening - to też istota zależna od Was, potrzebuje opieki, uwagi. Plus, wstawanie wcześniej jest kwestią treningu - jeszcze dawno wstawałam zwykle przed 9, obecnie od kilku miesięcy 7:25 i pierwsze dwa tygodnie były straszne, a teraz... po prostu wstaje. Jak mam wolne - też ;) Linkę można kupić w sklepach, można też znaleźć na allegro - jest niedroga.Poczytaj, jak uczyć psa przywołania, również na lince ;) Z czasem może wypracujecie przywołanie, a do tego czasu pies będzie miał trochę aktywności, a Ty - pewność, że jednak masz kontrolę.[/QUOTE] Tak, rzadko się bawimy - Charlie uwielbia piłki, więc codziennie trochę mu porzucamy, ale w domu. Na zewnątrz jest to mało możliwe - Charlie po złapaniu piłki, patyka na polu, uważa, że należy ze zdobyczą uciekać, a my powinniśmy go gonić ;) Jeśli nie gonimy, zaczyna interesować się czymś innym, a zdobycz porzuca w trawie. Mąż trochę się z nim jakby siłuje, nie potrafię tego opisać, ale wydaje się, że dobrze się ze sobą bawią. Od przypadku do przypadku powtórzę z nim podstawowe komendy. Czasem zmajstruję mu jakąś zabawkę do rozpracowania, co też bardzo lubi, bo zawsze niecierpliwie czeka aż skończę majstrować. Wiem, że to mało. Ćwiczyć powinniśmy najlepiej codziennie, a ja po prostu już tego unikam.. bo czuję się jakoś wewnętrznie zrezygnowana. Cieszy mnie, że Ziutek wygląda na szczęśliwego psa, mimo to, ale należy mu się więcej.. Klikera kupiłam na początku, gdy.. miałam jeszcze nadzieję. Prostując - tak, czuję się fatalnie i wkurzona, jeśli nie wyśpię się z powodu, którego obecności nie do końca zaakceptowałam. Co do dziecka - dla mnie to nie jest analogiczna sytuacja, choć z pozoru taka może się wydawać. Właściwie odniosłam się do tego w poprzednim poście. Tu po prostu pogrzebany jest problem, ehhh... tego, że uległam jojczeniu Męża o zatrzymaniu psa, a czułam, że niestety w naszym życiu się to nie sprawdzi. Głupia baba posłuchała chłopa.. Tak czy tak bardzo dziękuję Ci za inf. o lince. Już coś znalazłam, to może nam bardzo pomóc. Trochę tchnęło we mnie nadzieją. A tak w ogóle, to nawet nie wiecie ludzie jak dobrze, że tu jesteście... :Rose:
×