Nie wiem, czy ktos tutaj jeszcze zaglada.
Rabbis wczoraj odszedł. Na szczescie chorował krótko, ale niestety przegrał. Teraz patrzy na wszystkie ciotki u wujków zza tęczowego mostu.
Przezył poza schroniskiem 10,5 roku wsród wielu kochających i życzliwych ludzi. Przez ten czas widywaliśmy się prawie co tydzień, zaprzyjażnił się też z moimi psiakami. Pozostało wiele cudownych wspomnień. Mam nadzieje, ze to "nowe życie" wynagrodziło mu cztery lata schroniska.
Wiem, że adopcja Rabbisia wzbudzała kontrowersje, ale mogę napisać, że wyszło na moje, albo raczej na Rabbisiowe.
Rabbis na zawsze pozostanie w moim sercu, którego część tak naprawdę zabrał ze sobą.