Jump to content
Dogomania

s.skrzypczak

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

s.skrzypczak's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Witam wszystkich, czytam te posty i łzy mi z oczu lecą, mimo, że chłopaki ponoć nie płaczą. W lipcu przechodziliśmy z żoną identyczną sytuację, szkoda tylko, że osobno i nie mogłem być w tym momencie z moimi ukochanymi dziewczynami:(. Zapadł wyrok, z odroczeniem i nadzieją. Nasza bokserka Milka cierpiała na achalazję przełyku, miała zaledwie 7 miesięcy. Chodziliśmy do różnych weterynarzy, miała robione badania, zdjęcia i nikt nic nie zdiagnozował, dopiero kiedy żona trafiła do kliniki z cudownym doktorem Pępiakiem na czele, On jako jedyny i już po samym wywiadzie stwierdził co małej dolegało, badania tylko potwierdziły diagnozę. Niestety nie było możliwości operacyjnego usunięcia problemu i pozostało tylko karmienie metodą na stołeczku, która w wypadku jest bardzo skuteczna pod warunkiem wczesnego wykrycia niestety:(. Fakt metoda skutkowała, ale nadszedł kryzys i czas na podjęcie decyzji co dalej. Mała jadła, ale większość pokarmu nie trafiała do żołądka, tylko zostawała zwracana, jednymi słowy głodowała i chudła w oczach. Ostatnia próba pozostawienia Jej na obserwacji, ostatnia nadzieja, że może jednak się uda Ją wyleczyć, kredyt z banku na leczenie nie ma problemu odejmę sobie, żeby tylko z Milusią było dobrze, żeby była z nami:(. Z planowanych 3 dni obserwacji zrobił się jeden. Telefon z kliniki, że Milka zwraca nawet po podaniu leków przeciw-wymiotnych i jedyny dla niej ratunek to ulżenie Jej w cierpieniu. Trudna decyzja, nie tylko dla mojej żony, która została beze mnie i musiała sama się uporać z tą sytuacją, trudna dla mnie, bo wyjeżdżając do pracy na 4 miesiące żegnała mnie radośnie machając tyłkiem z nadzieją w oczach, że zaraz wrócę, trudna dla wszystkich znajomych z parku, gdzie codziennie bez względu na pogodę spotykaliśmy się wspólnie z naszymi pupilami. Postanowione, niech już nie cierpi:(. Żona pojechała razem ze znajomą, jakaż była radość małej jak zobaczyła swoje stado i dostała smakołyki, już dla niej te ostatnie te których nie mogła normalnie jeść, potem pożegnanie z panią, zastrzyk i powolne zapadanie w sen, ten wieczny i spokój i już nic nie dolega za TM można jeść wszystko już nic nie zabronią. Następnego dnia spotkanie w parku, już bez Milusi i spojrzenia innych psów, jakby się pytały:" gdzie Milka, jak to już nie wróci?":( i płacz znajomych, płakali wszyscy bez wyjątku, a ja w pracy tysiące kilometrów od wszystkiego, codzienne telefony do żony, codzienne łzy:(. Teraz w naszym mieszkaniu biega kolejna sunia, kolejna bokserka, która wypełnia pustkę po Milce, ale w żadnym wypadku Jej nie zastępuje, w naszych sercach obie mają swoje miejsce. I choć czas leczy rany to tych nie zaleczy i nigdy nie zapomnimy tej małej ukochanej, pręgowanej radości, która wniosła tyle szczęścia do naszego mieszkania, do naszej rodziny, która była naszą rodziną, będziemy o niej wiecznie pamiętać. Wiemy że za TM jest Jej dobrze, od niedawna jest z Nią kolega z parku, który odszedł bardzo nagle, zostawiając po sobie jeszcze większą pustkę, ale jak to stwierdził Jego właściciel to Jego koleżanka Milka zabrała Go za sobą, bo nie miała z kim szaleć. I to nie jest tylko pies, to członek rodziny, to ktoś kto pozostawia po sobie na zawsze ślad w naszych sercach:(
×
×
  • Create New...