Witajcie. Parę dni temu adoptowałam ze schroniska starego, małego psa Dziadzia. Dziadzio od pierwszego dnia miał obwiśnięte jedne uszko. Drapał się po nim, ale ucho wyglądało normalnie... Wczoraj zauważyłam, że na uszku zrobił się spory balonik z płynem w środku. Byliśmy dzisiaj u weterynarza i potwierdził moje domysły- krwiak ucha... Mały dostał jakieś zastrzyki na krzepliwość krwi, tabletki do domu i jakiś steryd podskórnie. Jeśli się nie wchłonie, mamy zgłosić się we wtorek i pies będzie miał robiony zabieg pod narkozą ogólną na tym uszku...
I tu powstaje ogromny problem. Pies ma jakoś 12-14 lat, jest dość słabiutki i powolny. Badania krwi nie miał robionego, ponieważ nie byłoby precyzyjne. Miało się to odbyć za tydzień. Dzwoniłam do kilkunastu klinik na Śląsku i wszędzie leczenie wygląda tak samo łącznie z narkozą. Nikt nie chce zrobić tego przy znieczuleniu miejscowym :(
Boję się, że pies nie przeżyje... Po raz pierwszy od kilkunastu lat maluch ma dom... Patrzy z taką wdzięcznością, a ja mam narażać go na śmierć?
Powiedzcie mi, czy znacie może weterynarza, który wykonuje takie zabiegi przy znieczuleniu miejscowym?
Wykonywał to ktoś na starym psie?
Mam pozwolić na zabieg, czy szukać dalej?
Bardzo proszę o rady, ponieważ nie zostało mi dużo czasu :placz: