Oglądam te psiaki i już przy samym oglądaniu się rozklejam. Pewnie znowu się poryczę, jak stanę przed klatkami i zobaczę mnóstwo oczu wlepionych we mnie z pytaniem "czy weźmiesz mnie do domu? Obiecuję, będę grzeczny!" To jest najtrudniejszy moment. Chyba nie jestem w stanie wyciągać jednego po drugim z zamknięcia, robić im nadzieję, a potem próbować, czy może ten lub tamten.
Atosa wzięłam, bo mu dobrze z oczu patrzyło i postanowiłam, że jak już wyjdzie z kojca, to obojętne, jaki będzie, nie wróci z powrotem za kratki.
Swojego konia z totalnie zwichrowaną psychiką, który się nie nadawał praktycznie do niczego, też kupiłam "na piękne oczy". I po 5 latach niewyobrażalnie ciężkiej pracy i układania go mam cudownego zwierzaka, na którego mogę wsadzić każde dziecko, każdego niepełnosprawnego, a on toleruje wszystko ze stoickim spokojem i ogromną empatią.