Witam wszystkich odwiedzających wątek Lotiego :)
Lotusia poznałam w schronisku. Był wtedy bardzo smutnym, wycofanym Psiakiem, który nie wierzył w to, że może Go jeszcze spotkać w życiu coś dobrego... Wiecznie siedział przy drzwiach kojca, wiecznie na gołej podłodze, nie zwracając zbytniej uwagi na przechodzących obok ludzi. Jeden wielki smutek po prostu... i tym skradł moje serce. Zaproponowałam spacerek, potem czesanie, za tydzień kolejny spacerek i znowu czesanie i tak przez kilka tygodni. Piesek poweselał, zrobił się bardziej otwarty na ludzi, ale widać było, że tęskni za prawdziwym domkiem. Zdecydowałam, że zabiorę Go na akcję promującą nasze schroniskowe Psiaki. Tam właśnie wypatrzyła Go Agnieszka i... To niesamowite, jak Loti u Niej odżył!! Byłam ostatnio u Niego i muszę przyznać, że to już nie jest ten sam Psiak. Lotuś teraz jest uśmiechnięty od ucha do ucha, energiczny (ale tak w sam raz:)), machający ogonkiem, pięknie dopomina się o głaski, uczy się nowych sztuczek, cudownie wyłudza ciasteczka... mogłabym tak wyliczać i wyliczać. Ale co ja będę dużo pisać - chłopak jest cudowny i - co najważniejsze - do wzięcia :) Jeżeli ktoś kocha takie puchate Miśki, to nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba adoptować!!! Będzie wspaniałym przyjacielem :)