Jump to content
Dogomania

lector

New members
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by lector

  1. Po przeczytaniu wątku zarejestrowałem się specjalnie aby się w nim wypowiedzieć. I robię to, aby poprzeć autorkę. Mój pies miał jakieś koszmarne problemy z gardłem, przez co nie mógł przełykać i z trudem oddychał. Gdy zawiozłem go do tej "zdychalni", "szanowny" pan PROFESOR nie ruszył nawet tyłka zza biurka, obejrzał zwierzaka z daleka i komenderował trzema studentkami ze swojego "stanowiska dowodzenia". Odkrywczo stwierdził, że pies jest wychudzony i mocno osłabiony - trudno żeby nie był, jak nie mógł jeść. Zlecił badanie krwi (oczywiście wykonały to wspomniane studentki). Jakimś cudem badanie krwi nic nie wykazało - normalnie mój ledwo żywy psiak okazał się okazem zdrowia. Dalej kazał podać sterydy na wzmocnienie, przepisał jakieśtam zastrzyki i odesłał mnie do domu z lecącym przez ręce zwierzakiem z zaleceniem przyjścia na zastrzyk za dzień czy dwa. Najwyraźniej osłabienie z niedożywienia pan PROFESOR uznał za groźniejsze niż duszenie się zwierzaka - ale co ja tam wiem o weterynarii. A może to odległość trzech metrów między biurkiem a stołem zabiegowym nie pozwoliła dostrzec czy usłyszeć problemów z oddychaniem, wiadomo starszy pan profesor to już i wzrok nie ten i słuch pewnie szwankuje. Cóż, okazało się, że psi organizm też nie wiedział, że niedożywienie jest groźniejsze niż nieoddychanie i tego samego dnia wieczorem pies się udusił na moich rękach (czyli "obyło się" bez przepisanych zastrzyków). Zgadzam się z głosami części przedmówców, że jeden przypadek nie świadczy o wszystkich lekarzach w placówce. Ale ryzyko trafienia na jednego z takich rzeźników skutecznie przekonało mnie, żeby do kliniki na Głębokiej udać się wyłącznie w ostateczności, gdy żadnej alternatywy już mieć nie będę.
×
×
  • Create New...