Moja wiecznie-głodna-sucz (nikt jej nigdy nie głodził, bo od małego u mnie) wypracowała sobie nową strategię, w związku z tym, że nikt już nie reaguje na błagalne spojrzenia i żałosne jęki które mają zmusić kogokolwiek do wstania z kanapy i nakarmienia psa. Otóż idzie sobie i trąca noskiem drzwi (że niby chce wyjść) a jak się do niej podejdzie, robi takie hmmm... szalone/złośliwe oczy, pędzi po schodkach do kuchni i szczeka po drodze. Zbój! I teraz nikt nie wie kiedy Pies chce wyjść, a kiedy jest głodny.