witam
jestem "Pania":), ktora zainteresowala sie Atosem.napisze tutaj wyjasnienia do poruszanych tematow.mamusia nie ulegnie droga Kasia77, bo mamusia doskonale rozumie, ze mozna wziasc na siebie tylko tyle obowiazkow, ktorym sie podola. gdybym ulegala wszystkim prosba synka, to mialabym w domu male zoo.chyba jak kazde dziecko,jak tylko widzi pieska czy inne jakies zwierzatko, odrazu slysze:mamusiu, ja bym tak chcial....tylko, ze wlasnie mamcia nie ulega.
jak juz pisalam do pani Magdy, w moim rodzinnym domu zawsze byly zwierzeta , mimo iz na wsi, to nigdy na lancuchu tylko w domu..stad chyba moja milosc do zwierzat.
pisalam tez juz wczesniej, ale przypomne tutaj, bo chyba nie wszyscy widzieli tekst mojego maila do Pani Magdy, ze zdaje sobie sprawe, ze moj piesek jest zywotny, mlodziutki, dlatego jak moj synek bedzie z nim szalal, to ja moge posiedziec spokojnie z Atosem na trawie albo poprowadzic go wolnym spacerkiem.
jesli chodzi o mojego partnera, to Atosa znalezlismy razem na waszej stronce. myslalam o kupieniu buldoga francuskiego, bo zawsze mi sie podobaly i zaczolam ogladac pieski do kupienia. michal-moj partner stwierdzil, ze jemu sie zawsze podobaly jamniki i wpisalam w wyszukiwarke-jamniki. tam znalazlam wasza stronke i Atosa.odrazu sie w nim zakochalismy.przeczytalam, ze jest niewidomy i schorowany,szukalismy dalej jakiegos jamniczka.znalezlismy slicznego polrocznego rudzielca z wroclawia-mlody, bliziutko mialby do nas itp... ale rozmawialismy o tym i stwierdzilismy, ze Atos jest sliczny i potrzebujacy, ze mamy pieniazki na jego leki i ze stary schorowany piesek ma chyba nikle szanse, na dom, napewno mniejsze niz mlody, zdrowy.dlatego postanowilismy podarowac mu ten dom. Michal nie byl zaskoczony Pani wizyta, tylko(choc nie powinnam tu tego pisac)mielismy akurat tzw "cichy dzien" zwiazany z czyms zupelnie innym, prywatnym...
jesli chodzi o spacery, to nie zrozumialysmy sie chyba z Pania, ktora byla na wizycie. zapytala Krilana-mojego syna, czy wyprowadza Spajka na dwor. powiedzial, ze czesto. bo faktycznie, odkad zrobila sie ladniejsza pogoda to kaze synkowi czesto wychodzic z psina, zeby nie zgnil przed komputerem.ale najczesciej na spacery wychodzi z sunia michal. on pali papierosy, a nie robi tego w domu, wiec jak wychodzi na dwor, bierze ze soba spajka
pisalam tez juz w pierwszym mailu do Magdy, ze moje wizyty u klientek to gora dwie godziny i powrot do domu.czasami pol godz, czasami godzina.roznie...niestety musze pracowac... jak kazdy...choc tez wolalabym nie musiec:) fakt:podalam trzy adresy. ale to nie wszystkie adresy gdzie mieszkam.nie mam tak, ze4 dwa dni w jednym miejscu, trzy w drugim itp... na ul lipowej mam mieszkanie. jesli klientki nie chca, by wykonac usluge u nich w domu, to wykonuje tam. na ul sucharskiego-tutaj mieszkamy, tutaj byla wizyta. 10 km od rawicza mieszka moja mama-we wydartowie, wioska lezy ponad pol kilometra od drogi, jest tam cisza i spokoj. ma tam duzy dom na wsi z duzym ogrodzonym podworkiem. podalam adresy, gdzie zwierzak pewnie by bywal, gdyby sie u nas znalazl. nie bede klamala, ze siedzimy 24godz dziennie w jednym miejscu...bo jak mi ktos z was tak powie to hmmm.... chyba nie uwierze :)
pisalam tez odrazu ze Atosa bym nie brala do zadnych klientek, bo wiem, ze obcy ludzie, obce srodowisko, nowe miejsca, by go przerazaly i dezorientowaly i napewno bym tego dla niego nie chciala.
i jeszcze jedno niezrozumienie. na zakonczenie rozmowy, nie wiem czy zle powiedzialam , czy poprostu zle sie zrozumialysmy... ale chodzilo mi nie o wachania czy jak wezme Atosa, to go nie oddam , tylko o to, ze chce o Atosie dowiedziec sie jak najwiecej, zeby nie bylo tak, ze pojawi sie jakis problem, ze bedzie musial wrocic do schroniska. fakt...mozna odebrac to jako wahanie, ale zamierzenie tego, ze to powiedzialam , bylo zupelnie inne. nigdy, przenigdy, bym nie chciala sytuacji, ze wezme pieska i oddam, bo nie chcialabym by czul sie odrzucony.nie wyobrazam sobie nawet, co takie zwierzatko musi czuc, jak je sie spowrotem oddaje.bo ja bym nie chciala, by mnie ktos wziol, dal nadzieje, a potem wyrzucil, oddal.
rozumiem tez ze wasze rozterki sa w trosce o dobro psiaka. dlatego dobrze przemyslcie. nie moge sie juz doczekac decyzji
jesli chodzi o sterylizacje Spajka, to dowiedzialam sie, ze najlepiej po roku... tutaj ktos napisal , ze przed pierwsza cieczka.. ona juz miala. wlasnie jej sie skonczyla. ale jej wczesniejsza sterylizacja prawdopodobnie bylaby niemozliwa, bo moja psina byla prawie zakatowana. jak jechalam do siostry na kawe, zauwazylam chlopcow "bawiacych"sie z dwoma pieskami.jak podeszlam blizej, okazalo sie, ze wcale sie nie bawili...te pieski prawie nie zyly.chcialam je od nich wziasc. kazali mi bezczelnie zaplacic za nie 60zl,zaplacilam i szybko pojechalam szukac weterynarza. jadac do weterynarza myslalam, ze te pieski juz nie zyja..tzn jeden lezal bez ruchu, a drugi popiskiwal. ale uratowalismy je. jednego wziola moja siostra, a drugiego ja.sa to dwie suczki:pipi i spajk. pieski ozyly, ale dlugo dochodzily do siebie. moja niunke tez musialam znosic po schodach i bardzo duzo nosic na lapkach.dopiero niedawno urosla...tzn byla maluska, jak taki karzelek, ale ostatnio sie rozweselila i urosla. jest kochana.