Jump to content
Dogomania

sisi21

Members
  • Posts

    5
  • Joined

  • Last visited

sisi21's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Hej. Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze wchodzi ani czy dobrze podejrzewam, ale jeśli w tym wątku rozmawiałyście o Robciu z Józefowa k. Legionowa, wystawianym przez Pomorską Rottkę (wstawiam zdj. z czasów schroniska, dla jasności), to adoptowałam Go w grudniu 2010r. Za kilka godzin minie rok, odkąd odszedł. Zmarł na serce. Zdiagnozowano u Niego kardiomiopatię, ale miał z nią jeszcze pożyć. Zaczął brać leki, ale nie skończył nawet jednego opakowania :( Nie sądzę, żebym była kiedyś w stanie pogodzić się z tym, bo wywrócił moje życie do góry nogami i trudno ułożyć je na nowo. Przez pierwsze lata miał straszliwy lęk separacyjny. Behawioryści rozkładali ręce. Jeden sugerował nawet uśpienie. Ćwiczenia miały odwrotny skutek - mimo nagród, jeszcze bardziej się nimi stresował. Chodził za swoim człowiekiem wszędzie - do wc też. Po czasie nauczył się zostawać pod drzwiami, ale jeśli kąpałam się za długo, zaczynał szczekać :) każdej nocy kilkukrotnie budził liżąc po twarzy albo waląc łapą - trzeba było się odezwać, bo musiał mieć pewność, że jest się na miejscu. Kiedy jego ukochany "tato" wrócił z zagranicy, Robcio zachowywał się jak dziecko rozwiedzionych rodziców. Nigdy nie był do końca szczęśliwy, jeśli nie siedziało się przy nim we dwoje. Tzn. ja miałam być, ale On i tak wpatrzony był w "tatę". Ale jeśli wyszłam, to zaczynało się popiskiwanie. Ze względu na pracę, "tato" pojawiał się tylko w weekendy, więc Robcio postanowił odejść w niedzielę rano, żeby jeszcze wcześniej nacieszyć się rodziną w komplecie. Przewrócił się kilka minut po 6 rano, zaczął się dusić. "Naszego" weterynarza nie było w okolicy, żaden inny nie zgodził się na wizytę o tej godzinie w Niedzielę Palmową. Mówili, że może musi tylko odpocząć... Ale było coraz gorzej. Ostatecznie 4 osoby reanimowały Go przez niemal 2 godz. Kiedy wreszcie ktoś nas przyjął, powiedział, że Robcio nie żyje już od dłuższego czasu :( Po Robciu została potworna pustka. Niedokończone studia, bo nie pozwolił zrobić mgr :) niespełnione marzenia, bo nie pozwolił wyjechać do UK (choć miał paszport). Zostało też prawo jazdy - w życiu bym nie zrobiła, gdyby nie wymagał zabierania Go wszędzie ze sobą i Jego samochód (nie kupiłabym, gdyby nie On, a teraz auto stoi, bo tak ciężko nim jeździć bez Robcia). Ale przede wszystkim pozostawił silną wolę uzbierania środków potrzebnych do otwarcia hospicjum dla psów.
  2. dorzucę grosik jednorazowo, bo niestety, nie mogę zapewnić, że dam radę częściej (pracuję dorywczo), ale bardzo proszę, żeby ktoś wysłał mi nr konta na priv, bo od początku nie ogarniam dogomanii, gubię się, nie umiem trafić tam, gdzie chcę i gdybym dostała na priva, to byłoby to dla mnie dużym ułatwieniem. Pozdrawiam i życzę powodzenia z psiakiem!
×
×
  • Create New...