Nie mogę w to uwierzyć! Nie chcę! 24 września 2010 widziałam ją pogodną i ruchliwą -jeździła na wózku, pozowała do zdjęć redaktora, nawiązywała sympatyczny kontakt,
szczekała razem z innymi psami, długo patrzyła za mną, gdy odchodziłam od jej ogródka, gdzie przebywała razem z innymi pieskami. Mówiłam jej: pa!pa! Natasza, do zobaczenia! Odwiedzałam ją i jej małych kumpli. Wiedziałam,że jest bezpieczna w schronisku. Traktowała je, jak swój dom, bo dla psa dom jest tam, gdzie są kochani i kochający go ludzie. Podczas mojej wizyty w schronisku 23.10.już jej nie było. Powiedziano mi, że od 2 dni. Nie wyjaśniono, co się stało.Nic nie wiedziałam o żadnej chorobie. Spóźniłam się na spotkanie.Gdybym wiedziała Nataszko, że spotka cię coś złego, zabrałabym Cię stamtąd za wszelką cenę. Narazie nie dociera to do mnie. Chciałabym wierzyć,że żyjesz.