Witam, z tej strony Olga, nowa właścicielka Leonka [zwanego u nas ostatnio Ryszardem] - kłaniam się. W nowym mieszkaniu nie mamy jeszcze internetu i dopiero dziś udało mi się na własne oczy przekonać o tym nieprawdopodobnym zamieszaniu na dogomanii. Jesteście wspaniali i w imieniu własnym i Leona - ogromnie dziękuję!
Z nowości - dziś byłam z Leonem u weterynarza. Ma się nienajgorzej, nic go nie boli. Dostaliśmy kilka wskazówek, ale plus minus jest okej. Niebawem będzie trzeba wrócić na kastrację.
Piesek ma w sobie radość i energię, najszczęśliwszy jest na spacerze, gdy może ganiać z patykiem - im większy badyl, tym lepszy. Jest niesamowicie ufny w stosunku do ludzi. Inne psy raczej olewa, choć bliższego kontaktu jeszcze mu nie fundowałam. Natomiast przy całym tym jego opanowaniu postanowiłam dziś udać się z psem do rodziców, którzy mają dwa koty. No, tu już nieco przedobrzyłam. Leon zdębiał, koty się zjeżyły, zaczęły uciekać, a Leon za nimi. Na szczęście miał kaganiec. Czy uda je się kiedyś zbratać? Nie wiem.
W czwartek udajemy się z nim do behawiorysty, pani Magdy Zając. Zamierzam zwłaszcza skonsultować problem jaki mamy z zostawianiem psa w domu - już kilka minut w samotności wywołuje u niego wielki stres. Skacze na drzwi, skomle. Póki co zabieramy go ze sobą na wykłady, do knajpy i sklepów. Od czwartku będziemy pracować jednak nad autonomizacją Leona. ;-)
Na te wizyty dostałam od Pani Beaty uzbierane przez Was pieniądze. Piękna to historia, że się tak tym pieskiem zainteresowaliście - dziękuję wszystkim z całego serca. Jak tylko założą nam internet, postaramy się dodać jakieś fotki Leona, będziemy też częściej donosić o postępach w wychowywaniu.
Pozdrawiam ciepło
Olga