pies
Members-
Posts
9 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by pies
-
[quote name='Ewa Marta']A jak Sonieczka reaguje na ćwiczenia? Poddaje się im, czy staje okoniem? Bartek, ponieważ masz u Soni wyjątkowe względy, bardzo Cię proszę pocałuj ten kochany pyszczek ode mnie:-) [FONT=Arial]Sonia chętnie pracuje, zakres ćwiczeń z Sonią został tak dopasowany przez [/FONT][FONT=Arial]behawiorystę, żeby uzyskać dużą efektywność pracy. Buziaka przkazałem, [/FONT][FONT=Arial]Sonia zamerdała ogonem:)[/FONT] [quote name='Asior']hmm, jakoś nie było problemów z upublicznianiem jego opinii na dogo kiedy pracował z psem od Gusi :roll: no ale cóż... W związku z publicznym wyrażeniem przez Panią wątpliwości dotyczących prawdziwości informacji, na które powołałem się w cytowanym przez Panią fragmencie, wątpliwości dotyczących celowości decyzji behawiorysty bądź innych wątpliwości lub zastrzeżeń, proszę o ich weryfikację poprzez bezpośredni telefoniczny kontakt z behawiorystą i podanie do publicznej wiadomości wyników weryfikacji w formie odpowiedzi zamieszczonej w niniejszym temacie, tak żeby tego typu komentarze nie pojawiały się bezzasadnie. Pani wypowiedź ma wydźwięk pejoratywny, niezależnie od treści jakie chciała Pani przekazać. Zamieszczenie tej wypowiedzi jest ewidentnym działaniem na szkodę innych osób, choćby ze względu na to, że behawiorysta nie będzie mógł odnieść się do Pani komentarza i ew. zamieścić odpowiedniego wyjaśnienia lub sprostowania. Za zgodą specjalisty prowadzącego Sonię oficjalnie zamieszczam adres strony internetowej: http://dogadajciesie.pl/o_szkole/trenerzy/piotr_wojtkow.htm numer telefonu kontaktowego dostępny jest w zakładce "kontakt":
-
Sonia ma się dobrze, właśnie śpi prawie na środku pokoju na posłaniu, które dostała w prezencie od Ellig. W związku z dwugodzinnym spotkaniem z Behawiorystą, które odbyło się w dniu 17.11.2010, otrzymaliśmy opis zachowania oraz plan pracy z Sonią. Behawiorysta nie zgodził się na upublicznienie obydwu dokumentów, motywując to tym, że nie widzi potrzeby i nie będzie miał czasu na tłumaczenie na łamach niniejszego forum dlaczego po przeprowadzeniu osobistego rozpoznania podjął takie a nie inne decyzje dotyczące sposobu pracy z Sonią. Podparł to istnieniem sytuacji występujących na różnych forach internetowych, gdzie osoby nie posiadające nawet elementarnej wiedzy w tematach, w których się wypowiadają, próbują podważać decyzje i kompetencje specjalistów. Myślę że, nie będzie wbrew decyzji behawiorysty jeśli napiszę kilka ogólnych informacji. Nadal mamy wzmacniać pozytywne skojarzenia dotyczące dotykania przez nas obroży Soni, w późniejszych okresach karabińczyka przypiętego do obroży, następnie prawie niewidocznej nitki przywiązanej do karabińczyka, itd. Na tym etapie mamy wykorzystywać momenty w których Sonia jest najbardziej chętna do współpracy, tak żeby w żadnym wypadku nie doprowadzić do jej cofnięcia sie w zakresie kontaktów z ludzmi. Określono rodzaj ćwiczeń składających się na sesję, przybliżoną ilość sesji w ciągu dnia, długość trwania każdej z nich oraz sposób rozpoczynania i kończenia poszczególnych ćwiczeń. Behawiorysta uważa, że jest duża szansa na oswojenie Soni ze smyczą. Zastrzegł, że mimo wszystko może okazać się, że Sonia najlepiej bedzie się odnajdywała mieszkając w domu z ogrodem, z dala od wielkomiejskiego hałasu, tak aby chodzenie na smyczy nie było traktowane jako przymus. Jest to związane z prawdopodobnym istnieniem w przeszłości, bardzo silnych negatywnych bodzców związanych z człowiekiem. Behawiorysta nie podjął się określenia przybliżonego czasu potrzebnego na przygotowanie Soni do chodzenia na smyczy, powiedział, że jest to sprawa złożona, dał do zrozumienia, że należy nastawić się na kilkumiesięczną pracę. Jesteśmy w stałym kontakcie z behawiorystą. Jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie.
-
[FONT=Arial]Zgodnie z zawartą umową łączny koszt dziennego pobytu Soni u nas, który ponosi Fundacja, wynosi 14pln na dobę. W trakcie zawierania umowy zaproponowaliśmy możliwość pobytu Soni za kwotę 12pln/d. nie uwzględniającej kosztów wyżywienia lub kwotę 14pln/d. uwzględniającą koszty wyżywienia. Kwota 12pln/d. z zastrzeżeniem przeniesienia kosztów wyżywienia na fundację pojawiła się również około dwa miesiące temu na łamach niniejszego forum. W związku z powyższym udział kosztów wyżywienia, ponoszony przez fundację, w koszcie pobytu u nas tj. kwocie 14pln/d. wynosi 2pln/d, zgodnie z działaniem matematycznym 14pln/d. - 12pln/d. = 2pln/d. Różnica między rzeczywistymi kosztami wyżywienia a kwotą 2pln uwzględnioną w wymienionych 14pln/d. jest ponoszona przez nas. [/FONT] [FONT=Arial]Sonia je dwa podstawowe posiłki dziennie, rano suchą karmę, po południu posiłek gotowany. W związku z koniecznością zastąpienia jednego (porannego) posiłku karmą dostarczoną przez Mysza1 koszt wyżywienia jaki ponosi Fundacja został obniżony o 1pln/d. zgodnie z działaniem 14pln/d. - [(2pln/d.)/2)] = 13pln.[/FONT] [FONT=Arial]Użytkowe zużycie paliwa 19 letniego samochodu, którym wozimy psy do weterynarza, w ruchu pozamiejskim wynosi 17 litrów benzyny bezołowiowej na 100km. Odległość z punktu określonego jako "dom" do punktu określonego jako "weterynarz" mierzona przy pomocy nawigacji GPS wynosi około 11,5km; łączna długość trasy "dom-weterynarz-dom" wynosi 23km; ilość paliwa potrzebnego na pokonanie tej trasy wynosi 17 l./100km x 0,23km = 3,91 l., rzeczywisty koszt paliwa w wynosi 3,91 l. x 4,65pln = 18,18pln, koszt paliwa uwzględniany przez nas w rozliczeniach wynosi 15pln (2 miesiące temu zwiększyliśmy kwotę 10pln na 15pln).[/FONT] [FONT=Arial]Z powyższego wynika, że fundacja poniosła około 82,5% rzeczywistych kosztów paliwa natomiast około 17,5% została poniesiona przez nas.[/FONT] [FONT=Arial]Jeżeli mamy możliwość jechania we dwoje do weterynarza staramy się zabierać dwa psy w celu obniżenia kosztów paliwa przypadających na [/FONT][FONT=Arial]jednego psa. Ponieważ Sonia wymaga noszenia na rękach a dodatkowo jeździłem z nią sam nie było możliwości zabrania drugiego psa co za tym idzie zmniejszenia kosztów paliwa przypadających na Sonię.[/FONT]
-
Zalecenia lekarza prowadzącego: -Furagin 3 x dziennie przez 10 dni, -badanie moczu i USG po około 3-4 dniach od zakończenia podawania Furaginu, -zmiana karmy na karmę rozbijającą szczawiany. Na tym etapie nie zalecono innych badań. Poprzednie dwa badania moczu były przeprowadzane wczesnym popołudniem przy wypełnionym pęcherzu. Ostatnie badanie moczu było przeprowadzone rano przy prawie całkowicie opróżnionym pęcherzu - Sonia nie wytrzymała i większość moczu popuściła w trakcie podróży. Należy przyjąć, że zgodnie z zasadą grawitacji osad zawarty w porannym moczu zgromadził się w dolnej części pęcherza, z której nie został wydalony w sposób naturalny. Stąd prawdopodobna obecność parametrów, których nie stwierdzono w trakcie badań próbek pobieranych wczesnym popołudniem przy wypełnionym pęcherzu. Pomoc w interpretacji wyników badania moczu: -pozioma kreska umieszczona w połowie wysokości wielkiej litery następująca po parametrze, oznacza "brak", "nie stwierdzono" czy jak kto woli "0" (kreska nie jest w tym przypadku separatorem, łącznikiem, półpauzą ani operatorem matematycznym), -słowo "norma" następujące po parametrze oznacza, że wartość parametru mieści się w normie, -wartość liczbowa następująca po parametrze określa konkretną wartość liczbową, -dwie liczby następujące po parametrze a pomiędzy nimi pozioma kreska umieszczona w połowie wysokości wielkiej litery określają zakres wartości "od do" (kreska nie jest w tym przypadku separatorem, łącznikiem ani operatorem matematycznym), -pozostałe parametry zgodnie z opisem. Zatem "wałeczki -" w dosłownym rozumieniu oznacza brak wałeczków.
-
[quote name='marysia55'] Ewa Marta piszesz, że Ronja na bieżąco informowała na wątku o Sonii. Zapomniałaś chyba jednak, że o starciu z Ciuciu napisała prawie miesiąc po zajściu i w dodatku po Twoim optymistycznym poście na temat Sonii. Ja to odebrałam (subiektywnie), że chciała dokopać Irenie pisząc , że Sonia schodzi z pierwszego na ostatnie miejsce w stadzie. Pani Marysiu55 wycofana Sonia dołączyła do naszego stada a nie stado dołączyło do silnej Sonii, wiec ze zrozumiałych względów od samego początku ustawiliśmy Sonię na ostatniej pozycji. Przestrzegamy hierarchii panującej w stadzie, zaczynając od ludzi poprzez charyzmatycznego psa a kończąc na najsłabszym. Najpierw my jemy posiłki, potem zwierzęta, miski podajemy zgodnie z pozycją w hierarchii, przysmaki również. Nasze prywatne psy są bardzo wyrozumiałe, nie przejmują się tym, że bardzo dużo czasu poświęcamy Sonii, wiedzą że jest tymczasowiczką ale Sonia nadmierne zainteresowanie sobą zrozumiała inaczej, uznała, że jej pozycja w stadzie się zmieniła. Zaczęła to okazywać innym suczkom, które nie były skłonne ustąpić. Ponieważ wychwyciliśmy to w samym zarodku wzmocniliśmy pozycję naszych psów poprzez pieszczenie ich przed pieszczeniem Sonii. Sonia to zrozumiała i w tym momencie zaakceptowała . Nie jesteśmy w psich skórach ale jako przewodnicy stada mamy pewien wpływ na to co się może wydarzyć. Psy rozmawiają innym językiem niż ludzie: jeden z psów podchodzi do drugiego, czasem do kilku jednocześnie i patrzą na siebie. Są wyprostowane, mają uniesione dumnie głowy i ogony. Zdarza się, że jeden pies oprze brodę na grzbiecie drugiego. Jeśli, któryś nie ustąpi, odwróci wzroku i głowy, opuści przynajmniej częściowo ogona zaczynają powarkiwać, jeśli nadal żaden nie ustąpi dochodzi do "rękoczynów". Różnie się kończą takie sprzeczki, kilka lat widzieliśmy psa straszliwie cierpiącego z powodu uszkodzenia oka. Do tragicznego zdarzenia doszło w trakcie nieobecności właścicielki w domu, być może doszło do tego w trakcie zabawy a być może ludzie nie przestrzegali zasad panujących w stadzie i przyczynili się do nieszczęścia. Rywalizacja o przywództwo jest naturalna w świecie zwierząt, z czasem pozycje w stadzie mogą się zmieniać. My widzimy tego typu zdarzenia bardzo często, nie są dla nas niczym nadzwyczajnym, nie robimy tajemnic z tego. Marta nie miała powodu, żeby mówić o pierwszym zdarzeniu bo nie byliśmy jego świadkami i dopiero przy okazji drugiego zdarzenia uświadomiliśmy sobie, że w pierwszym uczestniczyła również Sonia. Nigdy wcześniej tak nie robiła. Nie słusznie oceniła Pani, że Marta złośliwie powiedziała, że Sonia spadła z pierwszej pozycji na ostatnią, Sonia zawsze była na ostatniej pozycji i w tej chwili nie ma powodu, żeby umacniać ją w przekonaniu, że coś się w tym zakresie zmieniło, wręcz przeciwnie. Nie chciałaby chyba Pani, żeby w trakcie naszej nieobecności Sonia była prowodyrem samosądu?
-
Napisał gusia0106 (...) I teraz musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy ważniejsza jest nauka chodzenia na smyczy, czy dalsze otwieranie Sonii w stopniu w jakim jest na to gotowa. (...) [quote name='majqa']Jedno nie wyklucza drugiego. [FONT=Arial]Pani Majqo, być może ktoś zacznie naukę posłuszeństwa od uczenia komendy "noga" niezależnie od tego, że pies nie zna komendy "siad" i będzie wymagał tego, żeby pies po usłyszeniu słowa "noga" przybiegł, obszedł nas od prawej do lewej strony, usiadł równo z nami i czekał na dalszą komendę. My pracujemy korzystając z metody tradycyjnej: uczymy psy reagowania na imię, komendy "siad", "waruj", pozostawania w pozycjach "siad" i "waruj" reagowania na komendę "do mnie", chodzenia przy nodze, chodzenia przy nodze z elementami pozostawania w pozycjach "siad", "waruj" i przybiegania na komendę "równaj". Dopiero wtedy [/FONT][FONT=Arial]wprowadzamy komendę "noga". Bo tak jest prościej, pies w krótszym czasie nauczy się większej ilości komend, będzie nas rozumiał, komendy powinien wykonywać bezbłędnie, postęp przy wprowadzeniu każdej kolejnej komendy będzie szybszy niż przy poprzedniej.[/FONT] [FONT=Arial]Podobnie z chodzeniem na smyczy u Sonii. Sonia bezustannie walczy ze swoimi lękami. W tym momencie strach wygrywa z łakomstwem. Więc skoro z przypiętą smyczą nie zje przysmaku, jak przekona ją Pani, że smycz nie jest zła. My postępy [/FONT] [FONT=Arial]nagradzamy chwaląc i pieszcząc Sonię, co bardzo lubi. Jest to metoda wolniejsza niż metoda na przysmak ale skuteczna. Mam nadzieję, że nie oczekuje Pani tego, żebyśmy naszprycowali Sonię Bioxetinem a po dwóch-trzech tygodniach ciągnęli na smyczy i jej strachliwe przebieranie łapkami nazwali nauką chodzenia? Być może Sonia zaczęłaby chodzić na smyczy ale z całą pewnością kosztem utraty zaufania do nas, bo zrobiłaby to ze strachu. Wiec w tym przypadku mogę się podpisać obiema rękami pod tym, że jedno wyklucza drugie. Smycz paraliżuje Sonię bo prawdopodobnie w schronisku była podduszana na chwytaku.[/FONT] [FONT=Arial]Jeśli nie bała się Pani wysnuć na odległość tak odważnej tezy, że można nauczyć Sonię chodzenia na smyczy niezależnie od oswajania, nie zważając na to w jakim stopniu Sonia jest na to gotowa, proszę w konkretny sposób podeprzeć to odpowiadając na pytanie: "W jaki sposób widzi Pani naukę chodzenia Sonii na smyczy niezależnie od oswajania, zgodnie z teorią, że jedno nie wyklucza drugiego?"[/FONT]
-
[quote name='irenaka']Dziękuję Bartku, że pojawiłeś się na forum, choć znam Twoją niechęć do niego. Po pierwsze, bardzo bym prosiła, aby czytający ten wątek nie komentowali tego postu i nie odnosili się do niego. Potraktujecie ten post, jako mój wypadek przy pracy;), czyli zamiast pisać pw do Bartka lub dzwonić napiszę na wątku, to co myślę i to co mam do przekazania Bartkowi. Jeżeli masz obawy Bartku związane z przenosinami Sonii, to Cię uspokoję. Na dzień dzisiejszy nie mam takiego zamiaru, ale nie ukrywam, że mogę to zdanie zmienić. I wszystko tak naprawdę zależy od Ciebie. Sugestie, że powinnam zabierać czym prędzej Sonię od Was słyszałam zarówno w momencie awantury na wątku w sprawie leczenia Sonieczki, jak i teraz. Problem w tym, że żadna z tych osób nie bierze pod uwagę, że jesteś Ty a wypowiedzi Ronji na wątku utwierdzają ich tylko w przekonaniu, że buta i arogancja jest ważniejsza od psa. Już nie wspomnę o tym, że cześć ludzi jest przekonanych, że nawet gdyby Ronji sam prezydent napisał, że można osiągnąć pracą z Sonią bardzo wiele, to chęci z Jej strony nie ma żadnej. Więc po co ja chcę pakować fachowca w DT, generować koszty, skoro chęci do pracy nie widać? Odpowiedź jest prosta, biorę pod uwagę Ciebie i zakładam, że będziesz chciał pracować z Sonią. Jeżeli moje założenie jest błędne, co z całą pewnością prędzej czy później wyjdzie na jaw, to wówczas podejmę decyzję o przenosinach Sonieczki. Jak nie trudno się domyślić, zaufania do Ronji dzisiaj już nie mam. I wpływu na to nie miał sam fakt błędnego leczenia psa, ale braku dobrej woli później. Zatajenie informacji o konflikcie z rezydentką, brak jakichkolwiek informacji o Sonii na wątku, bo podobno nic się nie dzieje. Cały czas podkreślam, że Sonia nie jest psem prywatnym. Jest psem z Krzyczek, pod moją opieką. Na dodatek to pies na którego zbieram pieniądze na dogo i nie tylko. I to rodzi pewne obowiązkowi, czyli rzetelność informacji na wątku o psie, rzetelność i dochowanie staranności w jego leczeniu i teraz w pracy z fachowcem. Szczerze pisząc dzisiaj już mnie nie interesują tak bardzo zdjęcia Sonii i cukierkowate relacje. Stawiam w pierwszej kolejności nacisk na filmy, opisy zachowań i problemów z Sonią, bo jak widać na przykładzie filmu ze smyczą, te problemy są duże. Choć słyszę też glosy pocieszenia, że przy solidnej pracy z psem, przy maksymalnym wykorzystaniu dobrej woli DT do współpracy i wykorzystaniu wiedzy solidnego fachowca, Sonia może chodzić na smyczy w przeciągu miesiąca, góra dwóch. Ja też zrobiłam błąd, zakładając i ufając, że radzicie sobie z Sonią. Już w ub. roku, w październiku proponowałam, że opłacę pomoc behawiorystyczną Pani Patrycji i efekt jest taki, że dzisiaj jesteśmy w punkcie zero, czyli prawie dokładnie tam gdzie byliśmy z Sonią w ub. roku. Zmieniły się tylko zachowania Sonii w domu, choć może to też jest moje błędne założenie. Proponuję Bartku, abyś w tej chwili zastanowił się nad tym jak rozwiązać problem stałych i rzetelnych informacji na wątku Sonii, po drugie ja osobiście chciałabym abyś się wypowiedział na temat pracy z Sonią. Czy chcesz i możesz poświęcić duuuużo czasu na pracę, czy też uważasz, że Sonia nie rokuje i wszystko co mogła już osiągnęła. Gdybyś zdecydował się na pracę, to jak się domyślasz, będę prosić również o stałą i rzeczową informację na temat jak ta praca postępuje. Zakładam, że fachowiec, który pojawi się u Was będzie na tyle komunikatywny, że informacje też będą bardzo rzeczowe. Na dodatek behawioryści z prawdziwego zdarzenia mają w zwyczaju przesyłać sobie wzajemnie info i prosić o porady innych behawiorystów, więc jeżeli dobrze wybiorę fachowca, mam nadzieję, że Sonia będzie miała bardzo duże zaplecze;), gdyby oczywiście takowe trzeba było wykorzystać. Wyboru fachowca jeszcze nie dokonałam, ciągle szukam. Wszystko co napisałeś o pracy z Sonią przekaże dalej. Irena, psami zajmujemy się wspólnie z Martą, wspólnie podejmujemy decyzje i wspólnie pracujemy. Zawsze tak było i zawsze tak będzie, nie wyobrażam sobie sytuacji żebyśmy za plecami Marty "dogadali się". Należy przyjąć że skoro nie masz zaufania do Marty to nie masz zaufania do nas jako domu tymczasowego. Na to niestety nie mam wpływu. Prawdopodobnie ze względu na to, że ja jestem więcej w domu Sonia w pierwszej kolejności otwiera się do mnie. Chyba nie ma w tym nic złego? Nie będziemy składali górnolotnych obietnic, że Sonia w ciągu miesiąca, dwóch, trzech czy dziesięciu zacznie chodzić na smyczy niezależnie od tego czy będziemy pracować dalej według naszych metod czy poprowadzi nas nawet najbardziej doświadczony behawiorysta. To Sonia narzuca tempo, my się do niego dostosowujemy. Nie możemy też deklarować, że jedną, dwie czy cztery godziny dziennie będziemy z Sonią pracować, my pracujemy z nią cały czas, jesteśmy do jej dyspozycji 24 godziny na dobę. Wykorzystujemy wszystkie możliwe sytuacje gdy Sonia jest chętna do współpracy. Poświęcamy jej więcej czasu niż wszystkim psom razem wziętym znajdującym się pod naszym dachem. Z boksu w psiej części naszego pokoju przenieśliśmy Sonię do nas po to, żeby uczyła się szybciej. Zaryzykowaliśmy zachwianie hierarchii panującej w naszym licznym stadzie, to często prowadzi do konfliktów. Czy tego wszystkiego nie dostrzegasz? Dlaczego wystawiłaś Sonii tak "bezwzględną" ocenę? Z zalęknionego, trzęsącego się na widok człowieka psa, z lękowym ślinotokiem i dosłownie sikającego pod siebie a potem leżącego w tych fekaliach zmieniła się w pewnego siebie, otwartego na ludzi i inne zwierzęta, który próbował nawet ostatnio walczyć o swoją pozycję w stadzie. Psa, który zna komendę "siad", przychodzi na zawołanie, nie boi się obcych ludzi. Kto złożył deklarację, że można nauczyć Sonię chodzenia na smyczy w ciągu miesiąca - dwóch? Naszym zdaniem to bardzo ryzykowna teza ale nie jesteśmy specjalistami tylko pasjonatami więc nie znamy wszystkich metod pracy z psami. Jeśli te deklaracje to nie jest czcza gadanina to grzechem będzie nie skorzystać. Nasza ewentualna dalsza opieka nad Sonią może odbywać się tylko w sytuacji zaufania do naszej pracy, nieodpytywania nas o każdą minutę pracy, pozwolenie na leczenie Sonii u lekarza któremu ufamy, nie narażając Sonii na dalsze wyjazdy. Proponujemy znalezienie osoby mieszkającą blisko nas, która odwiedziłaby Sonię i pełniła rolę bufora. Sonia nie jest nasza, jesteśmy tego świadomi, grożenie palcem nie jest najlepszą metodą współpracy.
-
Chciałbym jeszcze dodać, że mamy świadomość tego, że można w krótkim czasie nauczyć psa pewnych rzeczy. Można nauczyć psa czystości poprzez nagradzanie na spacerze, a można ten sam problem rozwiązać błyskawicznie ograniczając psu przestrzeń, np zamknąć w małej klatce. Podobnie w przypadku chodzenia na smyczy. Wskazówki dawane na odległość nie są adekwatne do problemu. Na obecnym etapie Sonia nawet z luźno przypiętą smyczą nie zje przysmaku. Dlatego zależy nam na bezpośrednim spotkaniu z fachowcem. Jeśli zostanie podjęta decyzja o przenosinach będziemy trzymać kciuki za szybką ponowną socjalizację Sonii i postępy w chodzeniu na smyczy.
-
Dzień Dobry, W odpowiedzi na pytania: 1. Sonia chodzi po domu z przypiętą smyczą, stopniowo sama się do niej przyzwyczaja. Najpierw natychmiast zaszywała się w zakamarkach i wychodziła dopiero kilka godzin po odpięciu smyczy. Nie przychodziła nawet na jedzenie. Sonia podpatrywała inne psy, gdy wychodziliśmy na spacer, częściowo sama przełamywała własne lęki a my się do tego przyczynialiśmy zachęcając ją i nagradzając w najróżniejszy sposób. 2. Pracujemy metodą wzmocnień pozytywnych. 3. Sonia jest na ostatniej pozycji w stadzie. Najbardziej związana jest z Karmelem, bierze z niego przykład, jego obecność ją ośmiela. 4. Odpowiedź jest zawarta w tekście poniżej. 5. Zwykle Sonia w różny sposób uciekała po zapięciu smyczy, ostatnio potrafi się opanować i leży. My jej nie ciągniemy. 6. Rzadko jest nieposłuszna, jeśli już to karcimy głosem. Sonia do wielu rzeczy przekonuje się sama przełamując stopniowo swoje lęki. Jest nieprzekupna, nawet najbardziej apetyczny smakołyk nie przekona jej do zrobienia czegoś na co nie ma ochoty. Wczoraj zaczęła żebrać przy stole gdy my jedliśmy posiłek, bo widocznie widziała, że Karmel tak czasem robi. Rano w godzinach 5-6 gdy Karmel przychodzi się przytulic i nas obudzić Sonia przybiega za nim dopominając się o pieszczoty. Gdy Karmel jest wołany w ciągu dnia Sonia z merdającym ogonem przybiega razem z nim. Jeśli chodzi o smycz to próbowaliśmy już różnych: krótkich, długich, linek, taśm niestety za każdym razem obecność jakiejkolwiek widocznej obojętne czy luźnej czy napiętej wpływa na Sonie deprymująco. Zakupiliśmy długą smycz flexi dla psów do 25kg w której przerobiłem naciąg tak, żeby była słabsza i stosowanie takiej smyczy uważamy w tym momencie za najmniej stresujące dla Sonii, jest cienka, długa, mało widoczna, jest najmniej krępująca spośród testowanych smyczy a jednocześnie daje nam jakąś możliwość kontroli. Spróbujemy zastąpić smycz białym nylonowym sznurkiem ogrodniczym, który zaproponował Jacol123. Chodzenie z obrożą ewentualnie jej zdejmowanie lub zakładanie nie stanowi dla Sonii problemu, dopiero przypinanie smyczy wywołuje negatywne skojarzenia. W tej chwili nie korzystamy z szelek bo z luźnych Sonia się oswobadza i nie ma z nich jakiegokolwiek pożytku a ściągnięte w przeciwieństwie do obroży ją krępują co widać w zachowaniu. Sonia korzysta ze swoich spostrzeżeń i wie, że podchodzimy bokiem na czworakach, na kuckach, oblizujemy się, mrugamy oczami, itp. wtedy gdy chcemy zmobilizować ją do czegoś na co nie ma ochoty w związku z tym od jakiegoś czasu ograniczamy wysyłanie sygnałów uspokajających. Staramy się zachowywać się naturalnie, unikając gwałtownych ruchów i podnoszenia głosu. Przebywam z Sonią co najmniej kilkanaście godzin na dobę znam wiele jej zachowań i reakcji wiem co potrafi wywołać u niej lęk, co panikę a co radość. Pani Eruane widzi na filmie Sonię, która ponoć spanikowała bo smycze się splątały, smycz Sonii napięła i zaczęła terkotać, a do tego Karmel jej nie pomaga. A ja uważam, że smycze się nie splątały, bo przełożyłem je bardzo zręcznie, w związku z tym smycz nie była napięta. Sonia zerwała się do ucieczki, ponieważ straciła poczucie bezpieczeństwa, gdy najpierw Karmel się oddalił, a potem ja obróciłem się bokiem (co w pewnym sensie można uznać ze sygnał uspokajający) . Smycz zacząłem blokować i zaterkotała dopiero wtedy gdy Sonia już uciekała (Sonia jest przyzwyczajona do dźwięku terkotania, słyszy go kilkanaście razy dziennie), w końcowym momencie ucieczki smycz była już prawie całkowicie luźna dlatego Sonia zdołała się obrócić przodem do kierunku, w którym biegła, a zatrzymała się dlatego że powiedziałem "zaczekaj Sonia", za co została nagrodzona pieszczotami. Podobnie z zachęcaniem do podniesienia słowem "chodź". Właściwie mogliśmy powiedzieć cokolwiek żeby Sonię uspokoić i żeby przynajmniej podniosła główkę. Słowo "chodź" kojarzy się Sonii z pieszczotami albo smakołykami. Zwykle gdy uczymy psa chodzenia przy nodze używamy słowa "równaj", gdy wychodzimy z domu mówimy "idziemy" a nagradzamy psy mówiąc w dosyć specyficzny sposób "dobry pies" . Oglądając te krótkie filmiki można uznać, że mówiąc do Sonii w miły sposób "chodź" i głaszcząc w takiej sytuacji jesteśmy niekonsekwentni i umacniamy ją w przekonaniu, że należy się bać, ale my znając Sonie traktujemy miłe słowo jako nagrodę za to, że dziś nie wcisnęła się pod ławkę lub pod samochód. Pani Eruane uważa, że zachowanie Karmela w tym przypadku potęguje strach Sonii, a ja wiem, że gdyby nie on, Sonia nie ruszałaby główką badając rzeczywistość, natomiast przywarłaby do ziemi jak przyczajony kot, po odpięciu smyczy położyłaby się prawdopodobnie w odległości kilku metrów ode mnie. Nie zgadzamy się z twierdzeniem, że wszystkie traumy da się wyleczyć. Stwierdzamy to między innymi na podstawie zachowania naszego własnego psa, który jest u nas od pięciu lat. Być może nie oswajamy, Sonii w najlepszy, a tym bardziej w szybki sposób. ale uważam, że robimy to konsekwentnie względem zasad i kryteriów które przyjęliśmy i to przynosi efekty, wystarczy przeczytać wątek od początku do końca żeby zobaczyć postępy. Nie da się wypisać recepty na oswajanie Sonii, tym bardziej na podstawie filmików. Zachęcam do osobistego poznania Suczki. Pozdrawiam Bartek