Zabrałam sunię i jednego szczeniaka a właściwie to kupiłam od menela z mojego osiedla. Osoba ta mieszka w szopie na nieogrodzonej działce blisko ruchliwej ulicy.Trzymał sunię na pół metrowym łańcuchu, do picia nie dosięgała, chociaż w tym garnku oprócz padłych much i innych robali było błoto.Odkryłam ten koszmar bo wczoraj zauważyłam bawiące się przy drodze szczeniaki. Zagadnęłam tego "człowieka" o maluchy a on, ze to jego a tam za szopą jest matka,ale sunia już się znudziła właścicielowi bo podobno szczekała w nocy i już umówił się ze znajomym który psa odstrzeli. Sunię zabrałam natychmiast i osoba ta zgodziła się żebym wzięła jednego szczeniaka.Psy zostały wykąpane, odpchlone i odrobaczone i oczywiście napojone i nakarmione. Przebywają teraz u mnie razem z 6 moich własnymi i jeżem na kwarantannie:) I tu zaczyna się problem bo ten "człowiek" nie chce mi oddać tych dwóch pozostałych mimo iż tłumaczyłam grzecznie, że nie stać go na utrzymanie szczeniaków. Sam mieszka w szopie i pewnie nie dojada przepijąc rencinę. Proszę o radę ponieważ Wam pewnie takie sytuacje nie są obce co mam zrobić? Chcę wykupić szczeniaki, ale boję się, że weźmie kolejne a zachęcony pieniędzmi tym bardziej. Jak mam to rozegrac jak go przekonać,że nie stać go na psy i że pies powinien mieć wybieg a nie byc uwiązany na łańcuchu i stać we własnych odchodach...Wiem,że straszeniem, groźbami nic nie zdziałam dlatego mimo tego horroru staram się byc miła. Nie mogę też ukraść tych szczeniaków bo będzie wiedział,że to ja a nawet jeśli to weźmie następne.
p.s. Sunia Misia i szczeniak Marley jak tylko odzyskają siły będą czekały na adopcję...