Jump to content
Dogomania

Jacek

Members
  • Content Count

    29
  • Joined

  • Last visited

7 Followers

About Jacek

  • Rank
    Member

Converted

  • Location
    Kraków

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. W przypadku Czesia obawiałem się tego, że u mnie wydobrzeje i będzie mógł latać. I pewnego dnia pofrunie do swojego rodzinnego gołębnika i tak go ... "wybrakują". Teraz, gdy trafił do hodowcy jest szansa że przygrucha sobie pannę i założą przykładną rodzinę. A gołębie są monogamiczne i wierne. Wracają zawsze do rodziny. I to Cześka uchroni przed lataniem tam gdzie go nie chcą. Więc szukaj dla niego po znajomych hodowcy z sercem. Gołębnik Cześka jest od Ciebie o jakieś 250-300km, więc byłby kłopot z dostarczeniem.
  2. Czyli mamy happy end... Ale co z innymi ptakami w takich sytuacjach? I co z 'brakowaniem' gołębi?
  3. Czesław był trzy dni temu przeglądzie u weta. Staw wygląda już nieźle, rana zagojona. Został już więc bez opatrunku i usztywnienia skrzydła. To dobrze, bo usztywnienie badzo go już denerowało, a prawa łapa była przy tym nienaturalnie przykurczona więc nie mógł równo chodzić. Opatrunku próbował się pozbyć własnymi siłami. Przy okazji zrobił sobie kilka dni temu ranę, dziobiąc w skrzydło. [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/Czeslaw_bez_opatrunku.jpg[/img][/center] Tego samego dnia pod wieczór puściłem go luzem w ogrodzie. Trzepał skrzydłami, kikukrotnie próbował się wzbić, a potem podreptał pod drzwi domu i tam czekał. Wet proponował, że można za kilka dni zrobić zabieg usuwania resztek lotek, by zrobić miejsce dla nowych. Ale to musiałoby się odbyć w narkozie. Lotki tkwią zwykle głęboko w skrzydle, więc po zabiegu gołąb krawawi. Póki co zdecydowałem się zostawić skrzydło tak jak jest. Zresztą wet zapewniał, że lotki co jakiś czas same się zaczną wymieniać. W sposób naturalny. Zdecydowałem się poczekać. Kilka dni temu Czesław dostał propozycję zamieszkania w gołębniku znajomych mojej koleżanki. Kikladziesiąt kilometrów od Krakowa. Hodowca-amator obiecywał, że mu krzywdy nie zrobi i da mu miejsce wśród innych gołębi. Pojechaliśmy z Czesiem dzisiaj. Trochę mi było żal się z nim rozstawać, ale przecież nie ma innego wyjścia. Na miejscu okazało się, że to jest hodowca wystawiający swoje gołębie wróżnych zawodach - często z sukcesami. W salonie ściany ma zapełnione półkami z pucharami zdobytymi w zawodach. Zapaleniec-amator-hodowca. Obejrzał Czesława i orzekł, że jest szansa na latanie. Przyznał, że szkoda że pierwszy z wetów obciął wszystkie lotki, bo gdyby wyciął tylko te które jeszcze nie były wymienione to odbudowa trwałaby szybciej. Przyznał rację, że nie podjęliśmy się usunięcia wszystkich pozostałości lotek (jak proponował Baran) bo tak wymiana będzie następowała sukcesywnie, naturalnie, a nie naraz. Taka zmasowana wymana jest dla lotników niekorzystna. Być może za jakiś czas Czesław wystartuje na krótszych dystansach? Potem ulokowaliśy Czesia w gołębniku, w jednym z kilku boksów. Nowi koledzy nie będą z nim mieli lekko, bo z miejsca zaczął ich lać dziobem. Nawet największemu dryblasowi. Nie da sobie w kaszę dmuchać. Bojowy. Zaraz też zainteresował się towarzystwem koleżanek. One akurat w większości były zajęte wysiadywaniem jaj. Na zdjęciu Czesław na dolnej półce - w centrum fotki: [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/Czeslaw_w_Ketach.jpg[/img][/center] A tak wygląda obecna Cześkowe M300: [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/Golebnik_Kety.jpg[/img][/center] Wygląda na to, że historia ma dobre zakończenie. Uprzedziłem, że będę dopytywał o stan Czesia ;)
  4. Mam identyczną sprawę. Też w Krakowie. Niecałe 2 tygodnie temu wylądował przed naszymi drzwiami gołąb pocztowy. Był ranny, miał nienaturalnie wygięte w dół skrzydło. I chyba był w szoku, albo tak osłabiony, że praktycznie siedział bez ruchu. Nie chciał nic jeść, ani pić. Obejrzałem go dokładnie i wynotowałem dane z obrączek, które miał na obu łapach. Na noc trafił do garażu do klatko-transporterka wyścielonego siankiem. Gdyby został na noc sam to pewnie do rana zostałby zjedzony przez tchórze które w naszej okolicy grasują nocami, albo poszarpany przez koty. Rano we wtorek pojechałem do weta. Najpierw chcieli mnie spławić mówiąc że ptakami się nie zajmują. Ale w końcu zrobili rtg skrzydła, w którym - jak się okazało się - gołąb miał złamaną kość promieniową. [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/czesiek_rtg.jpg[/img][/center] Rana została opatrzona. Czesiek - bo tak go w domu ochrzciliśmy - dostał antybiotyk a skrzydło zostało usztywnione. Wieczorem wróciła mu chęć do życia. Zjadł sporo płatków owsianych i pszenicy. 'Dodziobnie' dostawał enroxil, choć wykręcał głowę jak tylko może żeby mu tego świństwa do dzioba nie dawać. Rejestrację sczytaną z obrączki zarejestrowałem na stronach związku hodowców gołębi... i nic. Prawdopodobnie dla właściciela dobry zawodnik ale ze złamaniem nie jest już cenny. Czesiek noce spędza w garażu, a w dzień klatkę wystawiam do cienia. [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/czeslaw.jpg[/img][/center] Dwa dni później rozmawiałem z hodowcą gołębi, który jak się okazało jest w zarządzie okręgu Związku Hodowców. No i potwierdziły się moje obawy. On w Cześku nie widzi już żadnej wartości. 'Eeee, nic z niego nie będzie...' - w domyśle że trzeba mu głowę ukręcić... Świetny związek hodowców... Czyli z tego wynika, że nikt po gołębia się nie zgłosi, a znalezienie chętnego który by go przygarnął - bodaj tylko do rozrodu - w zasadzie niemożliwe... No cóż, smutne. Rozumiem, że zwierzę którego stan zdrowia nie daje mu szans na życie się usypia. Ale gołąb który jest zdrowy ale nie spełnia oczekiwań właściciela ma podlegać - jak to eufemistycznie określają poradniki hodowców - "brakowaniu". [quote name='"dobrylot.pl"'][i]Minął sezon lotowy gołębi starych i młodych, coraz bardziej widać jesień za oknem. Mimo nie najlepiej nastrajającej pogody, kto chce wygrywać w następnym sezonie musi już teraz myśleć i działać. Jesień to okres w gołębniku poświęcony w dużej mierze brakowaniu. Brakowanie to usuwanie ze stada osobników nie spełniających pokładanych w nich nadziei lotowych lub rozpłodowych. [/i][/quote] Eh, 'miłośnicy' gołębi... W kolejny dzień byłem w krakowskim azylu dla zwierząt. Przyjęli by Cześka i zobaczyli jak się sytuacja ze skrzydłem rozwinie. Ale też nie mają czasu i środków by kość np. zgwoździować. Zdecydowałem poczekać. To będzie ostateczność. Mają wolierę i weterynarza. To byłby to dla Czesia dość długi przytułek. Jest młody. Obrączka z roku 2011... Zdecydowałem, że jeszcze powalczymy. Tymczasem Czesiek odzyskał rezon. Wkurzał się i bzdyczył okropnie na smak enroxilu. Wydawał dźwięki jak warczenie psa :) No i dziobał mnie silnie w rękę. Kolejny wet orzekł, że Czesław nie będzie mógł latać... Staw usztywnił się, a stopień złamania (wieloodłamowe) jest trudny do złożenia u gołębia. Kości są cienkie, rurkowate, więc wstawienie tam żelastwa usztywniającego jest trudne. Mógł się podjąć takiego zabiegu, ale nie był pewny czy to da jakiś efekt, a ryzyko się zwiększało. Oczywiście mam świadomość, że kluczowym punktem dla Czesia jest to czy będzie mół latać. Bo ptakiem chodzącym może być pingwin, ale nie gołąb. Cześka czeka więc tryb życia stacjonarny. Szkoda. Dostał Detromycynę w maści do stosowania 2 razy dziennie na ranę. Enroxil odstawiony. Czesław ma teraz zdjęty tamten zabudowany opatrunek, a skrzydło przypasane i usztywnione do tułowia, bo ruszając całym oklejonym skrzydłem i tak urażał złamaniem tkanki wewnątrz skrzydła. Póki co jest z tym biedny, do balansując oklejonym skrzydłem mógł łapać równowagę, a teraz chore skrzydło jest przymocowane do tułowia... I Czesiek się wywala raz za razem. Spanikowany okropnie. Bez balansowania skrzydłem jest bezbronny. Klatkę miał wyścieloną grubą warstwą siana i źle mu się po tym chodziło. Chyba sianko się uginało a on nie mógł złapać równowagi. Następnego dnia zastaliśmy go leżącego łapami do góry. Bez ruchu. Wyglądał jak martwy. Okazało się, że się wywalił i nie dał rady się obrócić. Był jak żółw leżący na grzbiecie... Źle mu się też przy tym upale oddycha, bo klatkę piersiową wraz ze skrzydłem ma opasaną dość szczelnie. Musi się przyzwyczaić. Ale w naturze Czesiek byłby na spalonej pozycji... To jest Czesiek z nowym opatrunkiem: [center][img]http://www.plewa.neostrada.pl/degu/znajdy/Czesio/Czesiek_opatrunekBarana.jpg[/img][/center] Czekamy tak 3 tygodnie smarując skrzydło. Potem będzie potrzebna wizyta by pousuwać lotki, które tydzień temu zostały poucinane. Końcówki tkwią w skrzydle i organizm gołębia 'rozumie' że lotki są na swoim miejscu, więc nowe nie mają impulsu by odrastać. Na wtedy Cześkowi będzie trzeba znaleźć przyjazną wolierę czy gołębnik. Do tego czasu powinien być podkurowany no i postaram się go wywianować w jakąś karmę... Szukamy DS, bo u mnie pomieszka do podleczenia, ale ja nie mam ani woliery, ani gołębnika. A on musi mieć bezpieczne miejsce, bo nie odfrunie w razie niebezpieczeństwa. W naszej klatce gryzoniowej może być krótko, bo będzie potrzebował ruchu. Było by dobrze gdyby go w wziął pod opiekę ktoś kto zna się na ptakach. Oczywiście ktoś kto go "nie wybrakuje". Brrrr... Może jakiś gołębiarz amator, który rzeczywiście ma serce do ptaków? Szukam...
  5. Piszę z prośbą o pomoc w znalezieniu DT dla - prawdopodobnie - wielu koszatniczek. Tydzień temu po kwarantannie w schonisku 'Na Paluchu' w Warszawie odebraliśmy 7 koszatniczek. Pracownicy schroniska nie pozwalali na obejrzenie ich wcześniej i twierdzili że z całą pewnością są to same samice. Niestety, nie znają się na seksowaniu gryzoni. Wśród odebranych koszy było 6 samic i... 1 samczyk, który jak nie trudno się domyślić - zrobił swoje. Na oko koszatniczki są w połowie ciąży, która trwa około 90 dni. Być może z końcem listopada pojawi się na świecie odromna ilość małych koszyków. Ile? Nie wiadomo. Samica może rodzić od 1 do nawet 10 młodych. W wariancie pesymistycznym byłaby to ilość nie do obsłużenia. Dlatego z wyprzedzeniem szukamy tymczasów dla maluchów. Sami nie damy radę, więc proszę Was o pomoc. Jeśli w ciągu tygodnia nie znajdziemy wstępnych zgłoszeń DT, będzie trzeba niestety pomyśleć poważnie o sterylizacji aborcyjnej.
  6. Elelinka z DeguSerwis dotarła na miejsce by 'poseksować' kosze. Mają trochę zmian na kikucikach po ogonkach (niestety sporo jest tak okaleczonych). Mam nadzieję że nie są zagrzybiczone. Ewelina postara się posortować, choć problemem będzie to, że tam są tylko 4 klatki. Jedna duża, dwie średnie i jedna wielkości transportera. Myślę, że trzeba będzie na razie - skonsultować ich stan u dr.Piaseckiego. Najwyżej zrzucimy się na honorarium, ale bez diagnozy, ew. leczenia i kwarantanny może nie powinno się ich zabierać. Problemem palącym jest [B]BRAK KLATEK[/B]. I do transportu i na miejscu. [B]Potrzebne są na już.[/B] Większość koszy jest bez ogonków, z zaczerwienionymi końcówkami. Jest jeden maluszek. Podobno słodziak.
  7. Potrzebny transport i ew stare klatki, transporterki na podróż koszatniczek! Trasy: Wrocław-Kraków Wrocław-Trójmiasto
  8. [B]Malwa774,[/B] ustalenia są takie: [quote name='bishop'] Wszystkim chętnym do adopcji bądź oferującym domy tymczasowe przypominam: W mailu wysyłanym do Akemi (annateichert(at)gmail.com - zamiast (at) wstawić @ ) proszę w temacie wpisać miasto i zwierzę,którego dotyczy adopcja/DT.W treści proszę napisać podstawowe informacje o sobie:miasto,jeżeli jest to jakaś mniejsza miejscowość to większe miasto gdzie jesteście w stanie dojechać po zwierzaka, wasz wiek (w przypadku osób niepełnoletnich wymagana jest zgoda rodziców), czy macie doświadczenia z danym gatunkiem,czy macie stado do którego będziecie dołączać itp, jakie warunki jesteście w stanie zapewnić (klatka itp).[B]Wysłanie maila oznacza zgodę na wizytę adopcyjną. [/B]Koniecznie proszę również o podanie kontaktu (adres,tel),bo to bardzo ułatwi nam sprawę w razie gdyby szybko znalazł się transport. Maile w stylu "cześć,jestem paulinka,chce dwie myszki" będą przez nas ignorowane od tej pory,bo wysyłając taką treść nie zachowujecie się poważnie i nie oczekujcie,że my będziemy was traktować poważnie.Szkoda naszego czasu.To tak ku przestrodze.[/QUOTE]
  9. W sprawie koszatniczek w miarę możliwości podaj info z podziałem na płcie.
  10. [quote name='bishop'] -koszatniczek jest 20,część z nich ma zapewnione domy stałe/tymczasowe,ale to wciąż za mało jak na nasze potrzeby,więc wciąż szukamy chętnych [/QUOTE] Czyli konkretnie - ile jeszcze potrzebuje domu?
  11. Czy wszystkie gryzonie, a szczególnie koszatniczki mają DT lub DS?
  12. Proszę o aktualizację ile koszatniczek jest jeszcze i jaki podział na płcie?
  13. A powiedziałaś mu? :diabloti:
  14. Pytasz o 'karmę ziołowo-warzywną Koszatniczka' Herbal Pets? Jest ok, ale Frycek może po niej sikać na czerwono. Nic groźnego - to buraczki. Reszta - cykoria, mniszek, pasternak, kora brzozy, topinambur, brokuł, ziele jagody, szparag, natka pietruszki, kwiat hibiskusa. Jako uzupełnienie do podstawowego sianka jest ok. Ale nie sama. Słyszałem opinie, że w niektórych opakowaniach zdarza się zbyt dużo buraczków. Co do piasku - zgroza :) Jeśli chodzi o kołowrotek, to Frycek łapie formę. Być może nie miewał dużo ruchu, więc dopiero się wyrabia.
  15. Co jadł u MałejMi nie ma znaczenia, bo to było krótko. Ale gdyby można było się dowiedzieć czym kosze karmili (karma, dodatki, smakołyki, kolby itp...) byłoby cenne. No i ile ruchu miały (chyba nie kołowrotek, ale wybiegi...)
×
×
  • Create New...