Niechciałabym wzbudzać zbyt dużych nadziei, narazie zadzwoniłam żeby sie osobiście podpytać o wszystkie aspekty związane z moją sytuacją.
Mieszkam na 1 piętrze, jest około 15 schodków do pokonania, mam swojego psa i 3 koty (z czego jeszcze moja "przyszła niedoszła" teściowa odda swojego na ponad miesiąc :roll:)
Poza tym pracujemy z narzeczonym w cały świat, i nieraz nie ma nas w domu dłuższy czas.
Zadzwoniłam, ponieważ bardzo mnie poruszyła ta historia i dotychczasowe życie tego biedaczka, ale nie wiem czy się zdecyduję na jego przygarnięcie i nie chodzi tutaj o jego stan fizyczny czy to że jest niemal ślepy, ale o moje możliwości poświęcenia mu odpowiedniej dawki uwagi i miłości.