Jump to content
Dogomania

Zirael

Members
  • Content Count

    103
  • Joined

  • Last visited

About Zirael

  • Rank
    Advanced Member
  • Birthday 10/25/1991

Converted

  • Location
    Częstochowa
  1. W dogfrisbee nie ma jednego, najważniejszego elementu. Jest praca człowieka i psa, ich razem jako teamu. na seminarium będziemy poruszać podstawy tworzące ten sport, biorąc pod uwagę różne perspektywy (człowiek, pies, zespół) a także pracować nad doskonaleniem posiadanych umiejętności.   Czego możesz się spodziewać? Mnóstwa dobrej zabawy przede wszystkim!  Dowiesz się jak ułatwić swojemu psu stanie się frizbowym wymiataczem i co zrobić, by dotrzymać mu w tym kroku, a także z czym, poza dyskami, wiąże się przygoda z dogfrisbee.   Poruszymy między innymi takie tematy jak: rozgrzewka i rozprężenie po treningu, przydatne ćwiczenia bez frisbee, bezpieczeństwo, nauka oraz doskonalenie poszczególnych elementów - we freestyle'u oraz rzutach dystansowych, układanie sekwencji i planowanie występów freestyle, omówienie zasad USDDN, dyski, najczęstsze problemy w toss & fetch. Poza tym będziemy poznawać nowe rzuty oraz poprawiać te już nauczone. Dowiemy się też co robić, kiedy pogoda nie jest po naszej stronie.   Program zajęć będzie dostosowany do poziomu zaawansowania zawodników. Poza sesjami pracy z psem przewidziana jest część teoretyczna, warsztatowa i duuużo rzucania!   Najważniejsze osiągnięcia Agnieszki: 2008 DCDC Finał Krajowy 2 miejsce Young Dogs  2010 DCDC Sopot Super Open 3 miejsce  2011 DCDC Finał Krajowy 4 miejsce Super Open  2012 DCDC Finał Krajowy 3 miejsce Super Open  2013 DCDC Sopot 3 miejsce Super Pro Toss&Fetch    MIEJSCE: Ośrodek Szkolenia Psów ,,Kamiron'', Malownicza 58, Częstochowa   KOSZT:   2 DNI 200 zł - osoba z psem  100 zł - drugi pies tej samej osoby 70 zł - obserwator   1 DZIEŃ 100 zł - osoba z psem 70 zł - drugi pies tej samej osoby 50 zł - obserwator   WAŻNE! Pierwszeństwo mają osoby zgłaszające się na oba dni!   ILOŚĆ MIEJSC: osoby z psami - 12 obserwatorzy - 10   W cenie seminarium: zimne napoje, ciepła herbata, przekąski, możliwość rozbicia namiotu na terenie (ogrodzony plac).   WIĘCEJ INFORMACJI NA FB: https://www.facebook.com/events/407347099390002/
  2. [URL]http://oi44.tinypic.com/9ldhzd.jpg[/URL] [URL]http://oi39.tinypic.com/2ms33ar.jpg[/URL] [URL]http://oi42.tinypic.com/2sb08bt.jpg[/URL] [URL]http://oi44.tinypic.com/30hugsx.jpg[/URL]
  3. Termin: 18 maja 2013 Ośrodek Szkolenia Psów KAMIRON ul. Malownicza 58, Częstochowa Uczestnik z psem - 100 zł Obserwator - 30 zł Miejsce: Ośrodek Szkolenia Psów ,,KAMIRON'', ulica Malownicza 58, Częstochowa Jakie tematy zostaną poruszone? » nauka współpracy z psem » skupienie » przywołanie » zostawanie » zmiany pozycji: siad, waruj, stój » dostawianie do nogi » chodzenie przy nodze » krótko o psich sztuczkach: dlaczego, po co, jak?, najważniejsze zasady nauki sztuczek, podstawowe błędy i jak ich unikać, naprowadzanie i kształtowanie Zgłoszenia na [email][email protected][/email] lub za pomocą Prywatnej Wiadomości na FB (Kaja Chudalewska). W wiadomości podajemy swoje imię i nazwisko, imię psa oraz kontakt (telefon, mail). W dniu seminarium informacje na temat dojazdu komunikacją miejską - tel. 602125913, informacje na temat dojazdu samochodem - tel. 509750085. Wszelkie inne informacje wcześniej przez e-maila ([email protected] lub [email][email protected][/email]). Przewidujemy 12 miejsc. [url]http://www.facebook.com/events/445812932159818/?ref=14[/url] [url]http://psy.kamiron.com/sport.html[/url]
  4. Postanowiłam tu ponownie napisać, nie dla osób, które aktywnie działają na wątku, bo one wiedzą jak się sprawy mają, ale dla tych, którzy tylko go czytają. Jako, że staram się być bezstronna, muszę przyznać, że nazywanie pana Grzegorza Rejmana psychopatą to gruba przesada, natomiast z pewnością jest on osobą bardzo nieodpowiedzialną i mija się z prawdą. Pan Grzegorz to 23-letni mężczyzna, który ma wyraźnie problemy finansowe. Nie jest to oczywiście niczym nagannym w sytuacji, gdy w Polsce osobom młodym i mało zaradnym trudno znaleźć pracę. Jest natomiast skrajną nieodpowiedzialnością brać w takiej sytuacji psa, który z racji kalectwa wymaga dużych nakładów finansowych na leczenie, rehabilitację i bardzo drogie, a niezbędne suplementy. Gaja jest psem, który ma tylko jedną w pełni sprawną nogę. Lewej tylnej nie ma, prawa tylna (ta po operacji) ma może 50% sprawności. Lewa przednia ma duże zwyrodnienia w łokciu (zgrubienie jest widoczne nawet na zdjęciu zamieszczonym na wątku). [img]http://images46.fotosik.pl/1953/140a68cf28062f50.jpg[/img] [img]http://oi49.tinypic.com/2dtq0so.jpg[/img] Łapa ta jest nieprawidłowo stawiana, nie ścierają się pazury, ale panu Grzegorzowie brak wiedzy, a nawet zwykłej wyobraźni, by je przyciąć (za długie pazury również są doskonale widoczne na zamieszczonym zdjęciu). To tak, jakby osobie chodzącej o kulach dać za duże buty. Suka nie tylko porusza się bez wózka, co stanowiło dla niej jedną z form rehabilitacji, ale również bez żadnego zabezpieczenia w formie szelek. Tak może się ona poruszać wyłącznie po płaskich, nieśliskich powierzchniach, takich jak strzyżony trawnik lub wykładzina w mieszkaniu – a na pewno nie zimą, po śniegu lub lodzie, czy po schodach. Pan Grzegorz roztoczył przed nami fantastyczną wizję na temat protezowania Gai w Anglii, w klinice dr Killpatric’a. Opowiedział o zorganizowaniu sympozjum w klinice dr Wąsiatycza w Poznaniu oraz o planach rehabilitacji. Wszystko to okazało się nieprawdą. Nie odbywało się tam żadne sympozjum. Zarówno dr Wąsiatycz, jak i jego personel, oświadczyli, że pan Grzegorz był w klinice jeden raz 6 lutego, bez psa. Naopowiadał dziwnych i nieprawdziwych rzeczy. Określili go jako osobę niepoważną i kogoś w rodzaju mitomana. Umówił się na wizytę 13 lutego i nigdy się już nie pojawił, ani nie odbierał od nich telefonów. Klinika w dalszym ciągu czeka na uregulowanie opłaty za umówioną, a nieodwołaną wizytę. W związku z powyższym należy domniemywać, że nie jest też prawdą, że suka otrzymuje suplementy na stawy, a nawet nie wiadomo czy została w terminie zaszczepiona. Porównajmy więc. Mamy dwie osoby, które chcą opiekować się Gają. Alexę, która przez okres 8 miesięcy opłaciła operację Gai oraz trudną rehabilitację po zabiegu, umożliwiła przeprowadzenie zabiegu wszczepienia komórek macierzystych, kupiła wózek, ortezę usztywniającą, urządzenie do stymulacji i rehabilitacji mięśni, opłaciła kosztowne leki do polepszenia przewodnictwa nerwowego w operowanej nodze, specjalistyczne suplementy do ochrony i regeneracji stawów, specjalną holistyczną karmę, itp., wydając na to wszystko niebagatelną kwotę 20 000 zł. Drugą osobą jest pan Grzegorz, który przez 4 miesiące zapewnił suce mieszkanie, jedzenie i kocha ją tak, że nie może się z nią rozstać. Niestety, na forum opowiada tylko banialuki o tym co dla niej robi. Jak widać, prawda jest inna. Reasumując – można się nie zgadzać ze sposobem prowadzenia dyskusji przez Alexę czy inne osoby z jej otoczenia, ale raczej trudno się temu dziwić. Osobiście wyrażam ubolewanie, że stowarzyszenie ,,Łapa’’ zdecydowało się oddać sukę takiej osobie jak Grzegorz Rejman.
  5. Tak, potwierdzam, że stowarzyszenie ,,Łapa'' w terminie płaci za pobyt Boni umówioną kwotę, a także dodatkowe pieniądze, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ostatnio były to badania laboratoryjne oraz leczenie kaszlu. Muszę też nadmienić, że również Alexa pytała w mailu o Boni, czy ma z czego ,,żyć'' - choć to akurat pies, którego tylko sponsorowała. Pytała również o inne psy, którym zobowiązała się pomagać przed swoim wypadkiem. Są to west Tomi i mieszaniec Ben (miały swoje wątki na forum). Poinformowałam ją o ich statusie i wszystko jest w jak najlepszym porządku.
  6. Ja w kwestii formalnej, gdyż czytając niektóre posty widzę, że nie wszyscy wiedzą, kto był faktycznym właścicielem Gai. Gdy odbierałam Gaję z Wrocławia było wyraźnie powiedziane, że suka jest od tej pory własnością Alexy. Nie jest prawdą, że ona tylko sponsorowała psa, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie wydałby kilkunastu tysięcy złotych, żeby potem nie mieć żadnych praw do zwierzęcia. Ona w całości łożyła na utrzymanie i leczenie suki. Od początku byłam poinformowana, że po zakończeniu podstawowego leczenia, które umożliwi suce chodzenie, pojedzie ona do Szwajcarii. Dla wygody, we wszystkich dokumentach, jako właściciel Gai figuruję ja. Są to: świadectwo szczepienia, paszport i czip. Także w dokumentacji leczenia u doktorów – Szczypki (Wrocław), Golonki (Gliwice) i Zielińskiego (Częstochowa) – ja jestem właścicielem psa. Nigdy formalnie się tego nie zrzekłam. W czasie gdy Alexa przestała się odzywać, miałam pod opieką 4 psy, za które mi płaciła i wiele psów z innych fundacji. Tylko Alexa była osobą, która solidnie co do dnia, opłacała wszystkie wydatki. W dodatku 16 września miałam poważny wypadek. Wszystko to spowodowało, że skorzystałam z pomocy ,,Łapy’’. Prawdę mówiąc byłam przekonana, że skoro osoba tak solidna jak Alexa nie odzywa się do mnie przez 2 miesiące, to znaczy, że albo jest ciężko chora, albo nie żyje. Tylko dlatego zgodziłam się, żeby ,,Łapa’’ przejęła utrzymanie Gai. Zaproponowałam, że dalej będę opiekować się suką, jeśli pomogą w jej utrzymaniu. Stowarzyszenie chciało jednak zabrać Gaję do siebie argumentując, że łatwiej będzie znaleźć jej dom, gdy będzie na miejscu. Nie miałam innego wyjścia jak się zgodzić, byłam im wręcz wdzięczna, że chcieli pomóc, bo byłam w trudnej sytuacji, a oni formalnie nie musieli. 28 października Gaja została zabrana, a dosłownie kilka dni później odezwała się Alexa. Jak to się powinno dalej potoczyć, dopowiedzcie sobie sami. Nie potrzeba tu żadnych sądów, wystarczy zwykła przyzwoitość. Rozumiem, że opiekun Gai wziął ją w dobrej wierze od stowarzyszenia ,,Łapa’’, ale teraz już wie jak się sprawy mają i mam nadzieję, że odpowiednio do tego się zachowa. Pragnę również zwrócić uwagę, że oddając Gaję, poinformowałam odbierających na temat opieki nad suką. Ważne było, aby dostawała specjalną karmę, dzięki której jej przewód pokarmowy nie będzie obciążony, a odchody małe. Suka BEZWZGLĘDNIE musi być szczupła, mają być lekko widoczne żebra i kręgosłup – było to zalecenie wszystkich lekarzy jacy ją oglądali. Musi ćwiczyć mięśnie, bez obciążania uszkodzonej tylnej nogi: chodzenie w wózku (dałam wózek który kupiła Alexa), ćwiczenia rehabilitacyjne, które wykonywała z nią moja mama. Prosiłam, żeby jak najszybciej zrobić RTG lewego łokcia, ze względu na duże zwyrodnienie w tym stawie (nie zdążyłam tego zrobić sama). Powinna na stałe mieć podawany suplement z kwasem hialuronowym, glukozaminą i chondroityną (u mnie dostawała). Poza tym doktorzy Szczypka i Zieliński sugerowali, że powinno się zrobić za jakiś czas przycięcie kikuta urwanej nogi i prawidłowe uformowanie tego miejsca, żeby zapobiec urazom. Nie wiem, co z tego zostało zrobione, bo nie ma żadnej informacji na forum ani z innego źródła. Wiem za to, że suka przytyła, a to bardzo niedobrze.
  7. Barbel, nie otrzymałam od ciebie żadnej wiadomości. Sprawdziłam do 2 tygodni wstecz. Twój adres mailowy mam w skrzynce, więc gdyby była wiadomość, mój mąż natychmiast by mi o tym powiedział. Jeśli możesz, prześlij tę wiadomość jeszcze raz - na maila lub na PW tutaj.
  8. Witam. Rzadko zaglądam na forum, a jeszcze rzadziej piszę, ale sytuacja chyba tego wymaga. Około 15 sierpnia tego roku miałam ostatni kontakt z Alexą. Jako, że bardzo dużo rozmawiałyśmy przez telefon i znałam dość dobrze jej plany (przeprowadzki, zmiany biznesowe, poszukiwania domu) nie niepokoiłam się, gdy przestała się do mnie odzywać rozumiejąc, że ma bardzo dużo innych zajęć i kłopotów. Około połowy września wysłałam wiadomości i rozliczenie czterech psów, którymi w Jej imieniu się zajmowałam. Były to Boni, Gaja, Ben (któremu właśnie znalazłam dom stały) i Tomi (który dom stały miał od dawna, ale ustaliłyśmy z Alexą, że będzie Ona pokrywać koszty jego leczenia (nieuleczalne zmiany w uszach, zespół suchego oka)). Pierwszy raz w historii naszej znajomości Alexa nie odpowiedziała od razu, ba... nie odpowiedziała wcale! Najpierw pomyślałam, że jest bardzo zajęta, że gdzieś wyjechała - ale nie dawała znaków życia, mimo tego, że wysłałam jej drugą wiadomość oraz wielokrotnie telefonowałam na oba jej numery. Pod koniec września zadzwoniłam do Akrum i dowiedziałam się, że z nią również urwała kontakt. Wtedy nabrałam pewności, że stało się coś złego. Powiedziałam Akrum, że Alexa nie zerwałaby kontaktu bo nie ma czasu, nie jest absolutnie tego typu osobą, jest bardzo obowiązkowa i dokładna. Szczerze mówiąc, powiedziałam Akrum, że Alexa musi być bardzo chora albo jeszcze gorzej, gdyż inaczej na pewno by się odezwała. Postanowiłyśmy spróbować się czegoś dowiedzieć. Znałam tyko stary, prawdopodobnie nieaktualny adres, ale Akrum miała szukać kogoś w Szwajcarii, kto mógłby się czegoś dowiedzieć na miejscu. Ja zatrudniłam męża do znalezienia adresu i telefonu sklepu golfowego, który prowadziła córka Alexy. Sklep został odnaleziony, ale telefon tam również milczał. Wiedziałam, że sklep też miał być przeniesiony, więc uznałam ten kontakt za nieaktualny. Akrum nie udało się znaleźć nikogo na miejscu. Pomyślałam, żeby skontaktować się z ambasadą, ale uznałam, że znając Szwajcarów, nic się nie dowiem, bo nie jestem rodziną ani nie prowadziłam z nią oficjalnych interesów, więc zrezygnowałam z tego pomysłu. Czas płynął, wieści żadnych. Muszę powiedzieć, że bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Akrum, bo sama zaproponowała, że opłaci wydatki na Gaję i Boni. Poprosiłam o 650 zł (leki Boni to 100-150 zł miesięcznie, karma ok 100 zł, karma Gai (Acana Pacyfica) 260 zł + ok 100 zł mięso, bez którego nie chciała jeść). Było to dla mnie bardzo ważne, bo 17 września zostałam bardzo poważnie pogryziona przez jednego z podopiecznych. Rana właśnie kończy się goić, a blizny będę mieć do końca życia. Miałam w tym czasie, oprócz psów Alexy, kilkanaście psów z innych fundacji i stowarzyszeń, 6 swoich psów, 4 koty oraz psy prywatnych właścicieli. Tak się złożyło, że żaden z psów fundacyjnych nie był opłacony na bieżąco (średnio 30 dni zaległości), a ten, który mnie ugryzł był niezapłacony od 12 lipca. Oferta od Akrum była więc dla mnie dużą ulgą. Działalność mojej firmy (szkolenie psów i hotel komercyjny) oraz opiekę nad ponad 30 zwierzętami, przejęła moja 20-letnia córka (w ten sposób zawaliła egzaminy i już nie studiuje). Wracając do sprawy Gai i Boni. Powiedziałam Akrum, żeby koniecznie szukali domu stałego dla Gai (był już październik - 2 miesiące od ostatniej mojej rozmowy z Alexą), gdyż ona, ze względu na podatny na otarcia kikut, absolutnie nie może mieszkać w kojcu, ani nie mogę jej puścić z moimi psami (chociaż się z nimi zgadza), bo u mnie wszędzie plac wysypany kamieniem, a w domu kafelki i ona zaraz obciera się do krwi. Co prawda pokój Gai jest wyłożony korkiem, a jej plac do biegania jest trawiasty, ale ona nie chciała tam siedzieć sama - wyłamywała i gryzła płot, robiła podkopy. Również moja mama, która ma najniższą możliwą emeryturę, nie mogła siedzieć z nią całymi dniami. Jednym słowem, Gaja przed zimą musiała znaleźć nowy dom, najlepiej stały. Co do Boni, to ona spokojnie mogła zostać u mnie, bo trudno byłoby jej znaleźć dom stały, który zapewni lepsze warunki niż ja. Boni jest agresywna do psów. Zrobiłam dla niej specjalny wybieg, bo podbiegała do kojców innych psów i zaczepiała je. Jeśli pies nie dał się sprowokować, dawała mu spokój, ale jeśli zaczynał szczekać tylko czyhała, żeby gdzieś blisko postawił łapę albo przyłożył pysk do kraty - wtedy gryzła. Złapała w ten sposób kilka psów i sama została ugryziona w ucho. Wszystkie psy tak sprawdza - z tymi spokojnymi mogę ją puszczać luzem, te które się nie podporządkują chce skrzywdzić. Nawet na mojego konia napada. Ma już ponad 9 lat i oczy, które wymagają kosztownej i uciążliwej opieki. Tak więc jeśli nie znajdzie się ktoś, komu nie trzeba za opiekę płacić, niech lepiej zostanie u mnie. Pod koniec października dowiedziałam się, że są chętni na adopcję Gai. Bardzo się ucieszyłam, bo od ostatniego kontaktu z Alexą minęło 2,5 miesiąca. W międzyczasie kilkakrotnie do niej dzwoniłam, nikt jednak nie odpowiadał i to ostatecznie upewniło mnie, że stało się z nią coś złego i pewnie nigdy się nie dowiem co. Było mi bardzo smutno, bo przez tyle miesięcy znajomości (co prawda wirtualnej) i po wielogodzinnych rozmowach telefonicznych, uznałam ją za bratnią duszę i przyjaciółkę - jeśli można tak powiedzieć o osobie, której się nigdy nie widziało. Jedyne co mogłam zrobić, to dobrze zadbać o los jej podopiecznych. Z Gają dobrze się ułożyło, nie będzie się już błąkać, bo nawet jeśli tymczasowi opiekunowie ją kochali, to jednak pies potrzebuje stałego domu. Boni zostaje u mnie i jeśli Akrum będzie w stanie płacić za nią uzgodnione 350 zł, to nawet będę mieć te 50-100 zł zysku miesięcznie, zakładając, że nie będzie chorować. Leki Tomiego (na uszy i oczy) opłacę z własnej kieszeni, ostrzygłam go też za free i w razie potrzeby będę to robić dalej, bo kiedyś miałam zakład fryzjerki dla psów i zostały mi jeszcze 'resztki' sprzętu. Właściciele, choć nie majętni, bardzo go kochają, ma się jak pączek w maśle, w łóżku śpi i jest oczkiem w głowie, bo oni dzieci nie mogą mieć. Benowi znalazłam nowy dom, byłam go odwiedzić, ma się dobrze i jest zadowolony. Wczoraj znów dzwoniłam do Alexy - nikt nie odebrał - teraz już wiem dlaczego.
  9. [url]http://www.youtube.com/watch?v=qu-Mv1_H6Js&feature=plcp[/url]
  10. [url]http://www.youtube.com/watch?v=TGTmH11pawk[/url]
  11. [URL]http://www.facebook.com/media/set/?set=a.234237843346483.35022.232123523557915&type=1[/URL] Prosimy o "lubienie" Kamironu :)
  12. Zasłaniali się organizowaniem wystawy i brakiem czasu. Wcale nie chcieli tego szukać, w końcu mnie zbyli , że dokumentację trzeba trzymać 5 lat. Wyśmiałam ich bo byłam kiedyś wiceprzewodniczącą związku do spraw hodowlanych (tego im nie powiedziałam ) ale i tak mnie zbyli. Następnego dnia zadzwonił bardzo miły pan , który podał mi informację, że westy z tatuażem 221- 224 rodziły się w1999r. Wcześniej jeszcze poinformowano mnie, że właścicielka hodowli Montezuma wystąpiła ze związku parę lat temu. Wtedy zapewne usunięto karty sztywne jej psów z ewidencji ale zeszyt tatuaży powinien być cały czas w dokumentacji wiec nie wiem co o tym myśleć. Drugi raz nie mam co tam dzwonić. Jedyna nadzieja, że znajdzie się rodowód - pani z hodowli była dużo chętniejsza do współpracy i obiecała, że jak coś znajdzie to jeszcze zadzwoni. Myślę ,że ona lubiła psy którymi się zajmowała.
  13. Tomi jest psem bardzo grzecznym,. Zgadza się z wszystkimi moimi psami. W domu jest zupełnie spokojny, toleruje zamknięcie w zagródce. Prawie nie szczeka a jeśli już zacznie na słowne upomnienie ucisza się. Zachowuje czystość , jeśli chce wyjść piszczy. Gdy ma dość bycia na dworze przychodzi pod taras i szczeka żeby go wpuścić do domu. Wszystkie zabiegi znosi bez protestu. Nie wykazuje żadnej agresji, doskonale zgadza się z kotami. Jest zadowolony z głaskania i chętnie by leżał na tapczanie ale nie jest nachalny. To uroczy i mądry stary pies. Pewnie nigdy nie był rozpieszczany więc to co ma u mnie zupełnie go zadowala. Miło by było gdyby na ostatnie swoje lata znalazł człowieka, który zaoferowałby mu coś więcej. Ja mam pod opieką ponad 20 psów więc mogę go co najwyżej kilka razy w ciągu dnia pogłaskać.
  14. Chodzi mi o to, że Rex jest trochę nieprzewidywalny a o naprawdę doświadczonych adoptujących jest bardzo trudno. Tu nie chodzi o pójście na łatwiznę, tylko o to, że pies który drugi raz wraca z adopcji bo gryzie, ma coraz mniejsze szanse na znalezienie domu. Lepiej znaleźć taki dom, w którym prawdopodobieństwo, że coś zmaluje jest możliwie najmniejsze.
×