no cóż-widzę,że zostałam osądzona,okazało się,że traktowaliśmy Morelkę nieludzko i wogóle..szkoda,że nie zainteresowało Was skąd u nas decyzja o oddaniu Morelki.
Psinka jest kochana-była pieszczona,wycałowana,spała na kolanach i u syna w łóżku,nikt jej nie głodził,NIE BIŁ I NIE ZASTRASZAŁ. to nasz kot przestał się poruszać po nizinach bo był ciągle atakowany,a córcia miała ślad na buzi po Morelkowym ugryzieniu jeszcze jak Fiona po nią przyjechała.poza tym zaczęło się brudzenie w domu pod naszą nieobecność-kilka godzin dziennie,załatwianie na łóżko syna i jeszcze parę innych rzeczy.
my nie mogliśmy narażać dzieci a zwłaszcza rocznej córki na gryzienie i brudzenie w domu.
szkoda,że zostaliśmy osądzeni.to nie my chcieliśmy oddać Morelkę na święta.znaleźliśmy jej wspanialy dom.Fiona wolała ją zabrać do siebie.
w tym naszym strasznym domu przez 14 lat żył pies otoczony miłością.od 4 lat żyje kot-jemu tez się nic złego nie dzieje.
nie wiem czemu z Morelką nie wyszlo..jest mi przykro.