Miały być zdjęcia "oficera", w aparacie są, ale osprzęt jest w pracy, a ja do końca kwietnia leżę z nogą w gipsie. Zatem na razie słowne wieści od Majorka. Urósł, robi się już byczysko, w parku ma kolegów i koleżanki, z którymi uwielbia dokazywać, znalazł też sobie jednego "smarkacza", który się go boi, więc przy nim pokazuje, kto rządzi. W domu najpocieszniej wygląda wieczorem (nota bene boi się zmierzchu i ciemności i wtedy pilnuje się domowników podczas spacerów), jak zaśnie, a trzeba go przełożyć (bo pakuje się na łóżko i udaje, że nie wie, o co chodzi), wtedy przelewa się przez ręcę jak niemowlę. Poza tym bryka, gryzie pluszaki (i rękawiczki też zniszczył) i złości się jak wychodzimy do pracy lub szkoły (ja teraz już nie), więc popiskuje, potem się kładzie i czeka - powrót i wybuch szalonej radości. Jeździ na działkę pod miasto na spacery, więc do samochodu też się już pcha pierwszy. Pozdrawiam wszystkich. Major