czwartek, 3 stycznia 2008...
Piękny, słoneczny dzień. Cola prosi swojego pana, żeby z nią wyszedł. Idą na działkę, ale Cola spuszczona tam ze smyczy nadal siedzi pod bramką i czeka na spacer. Więc idą. W pewnym momencie Cola uwalnia się ze smyczy. Nie chce wrócić. Biega po okolicy, goni sarny, zająca i ani myśli o powrocie. Pan wraca do domu. Pani bierze nagrody i idzie po Colę. Woła, prosi, ale bez skutku. Cola zmierza w stronę ulicy, przebiega ją kilkakrotnie, ale za ostatnim razem wbiega na Tęczowy Most...
Kierowca nie próbował hamować.
Pochowaliśmy Colę w poniedziałek, 7 stycznia, w zakątku na jej działce.
:-(