Jump to content
Dogomania

waszpaw

Members
  • Posts

    4
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Kraków

waszpaw's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Tanitka, nie znam sytuacji i tła Waszej rozmowy - nie prześledziłem obu wątków poza informacjami ściśle związanymi z wyżłem - w związku z tym nie będę się w ten temat wtrącał. Jedna rzecz, którą chciałbym napisać, to to, że 95% ludzi w ogóle nie zatrzymuje się przy potrąconym psie, obawiam się także, że sam nie zrobiłbym wiele więcej, niż zawiózł takiego psa do weterynarza i potem pewnie do schroniska (znajomi już ze zwierzakami po przejściach). Stąd z mojej strony wdzięczność (bo pies z dnia na dzień jest NASZ - choćby za to jak się zachowuje). To tyle. Zdanie więcej - 'koci' wet powiedział nam, że pewnie złożenie kości było w porządku przy operacji, tylko potem się 'rozlazło' - w schronisku pewnie nikt tego nie sprawdza. Bo i jak - to wszystko kosztuje. Jeśli już o tym mowa - mamy świadomość, jakie mniej więcej koszty nas czekają, rozmawialiśmy o tym w klinice. Dziękuję za to co napisałaś, mam nadzieję, że nie będziemy zmuszeni do kwesty - pewnie innych kandydatów znajdzie się pod dostatkiem.
  2. Niestety, chwilowo koniec dobrych wiadomości... Dzisiaj rano łapa odmówiła posłuszeństwa - Kaktus nie chciał na niej w ogóle stawać więc od razu weterynarz. Pies nie chciał jeść, gorące uszy... W klinice od razu rentgen i efekt - żadna łapa nie jest zrośnięta, jedna może trochę lepiej, druga trzyma się praktycznie tylko na szynie. Do tego dochodzi złe złożenie - widać to na zdjęciu jak na dłoni, że kości się praktycznie mijają... Jedna ze śrub jest dokładnie w miejscu, gdzie miał być zrost... Do tego jeszcze perełka - przez trzy tygodnie pies dostawał jakiś mega antybiotyk i wety boją się o wątrobę i nerki - złapali się lekko za głowę. Wprawdzie nikt nie powiedział, że coś zostało wcześniej spitolone, ale zapytani wprost powiedzieli: "cóż, może my byśmy zrobili to i owo inaczej"... Wygląda na to, że do wczoraj oprócz antybiotyków miał też prochy przeciwbólowe i stąd wydawało się, że jakoś sobie kuśtyka. Zaczynamy "miesiąc pracy" jak to nazwali w klinice. Nakłuwania, robienie minikrwiaków (podobno napędza zrastanie kości), antybiotyki itd. Dzisiaj nauczyłem się robić zastrzyki domięśniowe. W każdym razie nie damy się - żeby tylko zaczęło się zrastać... To aż niewiarygodne, że Kaktus przy tym jest jak anioł... Wybaczcie, że z dalszym ciągiem będę się już rozpisywał na [URL]http://www.wyzly.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&p=13304[/URL] - nie chcę robić kopii w dwóch miejscach. Trzymajcie kciuki - dopiero teraz będzie to potrzebne.
  3. No, jesteśmy. Spostrzeżenia: - pies był/jest super ułożony, chodzenie przy nodze, reakcja na lekkie szarpnięcie smyczą itd. - jeździł samochodem - otwarcie bagażnika i dwa x hop - pies w środku, w czasie jazdy święty spokój - na krótkim spacerze akurat się zdarzyło, że kilometr od nas rozgległo się coś w rodzaju strzału - mega zainteresowanie, zero strachu - polował? - spotkanie z kotką #1 - merdanie kikutkiem, piszczenie (to chyba nie jest wystawianie?...), kotka fuknęła raz i obserwacja trwa - chyba ona górą (na olewanie reaguje szczekaniem) - spotkanie z kotką #2 (dziecko jeszcze) - ponieważ kotka ucieka, może być gorzej:( - łapy po spacerze bolą, aczkolwiek tylko tam, gdzie nie ma za czym węszyć;) - na łące nie boli nic - stęskniony człowieka i zalękniony - ale po pół dnia na nasz widok pełna radość. Ogółem, na razie super, stresujemy się tylko dogadywaniem z kotami, ale i tak do tej pory rewelacja. Ponieważ jeszcze nie przyzwyczaił się do schroniskowego imienia, pozwalamy sobie zmienić. Wyżełek będzie się nazywał Kaktus. Pozdrawiam PW
  4. Witam, Dotychczas niejako w moim imieniu pisała tanitka - dziękuję. Ponieważ wątek zaczął troche mnie dotyczyć, więc parę słów wstępu. Mam na imię Paweł i jestem z Krakowa. Jeśli nie zdarzy się jakieś nieszczęście, to wyżełek we środę/czwartek przeprowadza się do nas. Rzeczywiście, przez telefon ciężko było się zorientować w stanie psa i w możliwościach adopcji. Jednak wizyta na miejscu wszystko wyjaśniła. Łapy w coraz lepszym stanie, ale droga jeszcze daleka (metalowe płytki itp.), cały czas antybiotyk, we środę szczepienia. Poza otwartymi złamaniami nie było uszkodzeń stawów (rozmawialiśmy z weterynarzem schroniska). Niemniej, są szanse na pełną sprawność, a nawet jeśli nie - polować nie będziemy (przynajmniej taką nadzieję mają moje koty :lol:). Natomiast dość prawdopodobne będą bóle przy zmianach pogody... Jedno, co chciałem napisać, byliśmy mocno zaskoczeni schludnością schroniska i tym, jak się miewają zwierzaki. Wiadomo, że to nie jest to samo co dom, ale może być naprawdę dużo gorzej. Trzymajcie proszę kciuki! PW
×
×
  • Create New...