Niestety, chwilowo koniec dobrych wiadomości... Dzisiaj rano łapa odmówiła posłuszeństwa - Kaktus nie chciał na niej w ogóle stawać więc od razu weterynarz.
Pies nie chciał jeść, gorące uszy... W klinice od razu rentgen i efekt - żadna łapa nie jest zrośnięta, jedna może trochę lepiej, druga trzyma się praktycznie tylko na szynie. Do tego dochodzi złe złożenie - widać to na zdjęciu jak na dłoni, że kości się praktycznie mijają... Jedna ze śrub jest dokładnie w miejscu, gdzie miał być zrost...
Do tego jeszcze perełka - przez trzy tygodnie pies dostawał jakiś mega antybiotyk i wety boją się o wątrobę i nerki - złapali się lekko za głowę. Wprawdzie nikt nie powiedział, że coś zostało wcześniej spitolone, ale zapytani wprost powiedzieli: "cóż, może my byśmy zrobili to i owo inaczej"...
Wygląda na to, że do wczoraj oprócz antybiotyków miał też prochy przeciwbólowe i stąd wydawało się, że jakoś sobie kuśtyka. Zaczynamy "miesiąc pracy" jak to nazwali w klinice. Nakłuwania, robienie minikrwiaków (podobno napędza zrastanie kości), antybiotyki itd. Dzisiaj nauczyłem się robić zastrzyki domięśniowe. W każdym razie nie damy się - żeby tylko zaczęło się zrastać...
To aż niewiarygodne, że Kaktus przy tym jest jak anioł...
Wybaczcie, że z dalszym ciągiem będę się już rozpisywał na [URL]http://www.wyzly.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&p=13304[/URL] - nie chcę robić kopii w dwóch miejscach. Trzymajcie kciuki - dopiero teraz będzie to potrzebne.