Aethelred the Unready
Members-
Posts
17 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Aethelred the Unready
-
Pewnie zdziwi was, że mam odwagę pokazać się na tym forum znowu. Zajęło mi to sporo czasu by jakoś dojść do siebie i nabrać odwagi by tu zajrzeć. Cała ta sprawa z biedną Szarotką potoczyła się fatalnie, wiem i jest mi bardzo ciężko z tego powodu. Zawsze już będę sobie wyrzucać podjęcie nieprzemyślanej decyzji i unieszczęśliwienie psa i rozczarowanie ludzi, którzy chcieli jej pomóc. Bardzo mnie zabolały wasze komentarze, ale pewnie na nie zasłużyłam. Najbardziej mi przykro, że Moriaaa, która przy naszym ostatnim spotkaniu była miła i mówiła, że rozumie, teraz określa mnie jako,, nie całkiem normalną''. To bardzo przykre. Fakt, że chciałam jak najlepiej nie pomógł biednej psinie, wiem, ale czy to od razu znaczy, że jestem kompletnym potworem, pozbawionym sumienia i serca? Uważam, że nie jestem gorsza niż przeciętny człowiek i naprawdę kocham zwierzęta.Dalej będę im pomagać i opiekować się tymi, którymi mogę. Jest mi przykro, że tak to wyszło i że mnie nienawidzicie. Wygląda to niemal tak, jakby miłość do zwierząt szła w parze z niechęcią do ludzi...a przecież to nieprawda. Tylko, że tak to wygląda i może zrazić kogoś do tego forum. Proszę was tylko o odrobinę zrozumienia i może troszkę mniej takiego potępienia jeśli kiedyś ktoś znajdzie sie w takiej samej sytuacji tzn. nie będzie mógł sobie poradzic z psem, którego opieki sie podjął. Wiem, że nie jestem jedyna. Mam nadzieję, że biednej suczce powiedzie się w życiu dobrze i znajdzie kogoś kto będzie ,, jej człowiekiem'' jak ja nie mogłam. Przepraszam was dogomaniaczki za całe zamieszanie, którego byłam przyczyną i unieszczęśliwienie psa no i rozczarowanie was.
-
Pewnie zdziwi was, że mam odwagę pokazać się na tym forum znowu. Zajęło mi to sporo czasu by jakoś dojść do siebie i nabrać odwagi by tu zajrzeć. Cała ta sprawa z biedną Szarotką potoczyła się fatalnie, wiem i jest mi bardzo ciężko z tego powodu. Zawsze już będę sobie wyrzucać podjęcie nieprzemyślanej decyzji i unieszczęśliwienie psa i rozczarowanie ludzi, którzy chcieli jej pomóc. Bardzo mnie zabolały wasze komentarze, ale pewnie na nie zasłużyłam. Najbardziej mi przykro, że Moriaaa, która przy naszym ostatnim spotkaniu była miła i mówiła, że rozumie, teraz określa mnie jako,, nie całkiem normalną''. To bardzo przykre. Fakt, że chciałam jak najlepiej nie pomógł biednej psinie, wiem, ale czy to od razu znaczy, że jestem kompletnym potworem, pozbawionym sumienia i serca? Uważam, że nie jestem gorsza niż przeciętny człowiek i naprawdę kocham zwierzęta.Dalej będę im pomagać i opiekować się tymi, którymi mogę. Jest mi przykro, że tak to wyszło i że mnie nienawidzicie. Wygląda to niemal tak, jakby miłość do zwierząt szła w parze z niechęcią do ludzi...a przecież to nieprawda. Tylko, że tak to wygląda i może zrazić kogoś do tego forum. Proszę was tylko o odrobinę zrozumienia i może troszkę mniej takiego potępienia jeśli kiedyś ktoś znajdzie sie w takiej samej sytuacji tzn. nie będzie mógł sobie poradzic z psem, którego opieki sie podjął. Wiem, że nie jestem jedyna. Mam nadzieję, że biednej suczce powiedzie się w życiu dobrze i znajdzie kogoś kto będzie ,, jej człowiekiem'' jak ja nie mogłam. Przepraszam was dogomaniaczki za całe zamieszanie, którego byłam przyczyną i unieszczęśliwienie psa no i rozczarowanie was.
-
Dziękuję Mulinka... Ja oczywiście pokryję koszty sterylizacji i szczepienia Gertie. Mogłabym ją nawet zaszczepić teraz, ale wet powiedział, że najpierw dobrze byłoby ją odrobaczyć; a ja nawet nie wiem, czy ona była odrobaczona, a jeśli tak to kiedy? Czy ktoś wie? Gertie jest teraz w ogrodzie a Gonzo w domu, bo albo ona mu się podstawia albo go podgryza - a wtedy on ją też. Są strasznie zazdrosne o głaskanie. Gdyby nie to, że mój chłopak wziął ją do ogrodu a ja mam psa w domu to bym chyba zwariowała i sama zaczęla w końcu wyć...
-
Przywiozłam Gertie z lecznicy. Obejrzało ją 2 weterynarzy, zrobiono badania i USG - to na pewno nie ropomaczicze ale ... cieczka. Gertie wyła non stop przez 2 dni i w samochodzie jadąc tutaj i teraz w ogrodzie. Ona chyba tęskni za Moriaaa bo jak wychodziliśmy z lecznicy to przechodzila dziewczyna bardzo podobna z wyglądu do Moriii i Gertie doslownie oszalała. Zaczęła się wyrywać, skakać na tę dziewczynę merdać ogonem, piszczeć, wyć i co tylko chcecie. Ledwo ją odciągnęłam. Wet powiedzial, że życzy mi powodzenia, bo Gertie ma zaćmę i początki ślepoty - a tego nie można zatrzymać. Jest też starsza niż 7 lat i z tego co stwierdzili po 2-dniowej obserwacji ona jest strasznie nerwowa i to niekoniecznie z powodu warunków w jakich przebywała. Mówi, że niektóre psy takie się po prostu rodzą i ona może wyć tak bez przerwy. Bardzo pocieszające. Ja jestem w gorszym stanie niż ona, ale wciąż szukamy domu dla niej. Mój kot został ugryziony na dzień dobry ponownie i zniknął. Jeśli wy wiecie o jakimś dobrym domu w woj malopolskim lub podkarpackim dla niej to ja jakoś ją może dowiozę ( moje auto znow sie popsuło dziś rano, ale już naprawione). Trzymajcie kciuki za nas wszystkich...
-
Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie... to naprawdę miło z waszej strony... Szczególnie chcę podziekować Sagittarius - nawet nie wiesz jak wielkie znaczenie mają dla mnie Twoje właśnie słowa. Tak mi ulżyło, że popłakałam się jak bóbr:placz: i od razu jest mi lżej na duszy. Ja też chcę, żeby sie wszystko ułożyło i z Gertie jest przekochana psina, choć strasznie żarłoczna ( może to też stres?). Zobaczymy jak to będzie jutro... Jeszcze raz dzięki za wsparcie.
-
To ja... Przykro mi, że dopiero się odzywam teraz, ale wrócilam do domu przed godziną zaledwie. Gertie jest w tej chwili pod opieką weterynarza w zaprzyjaźnionej lecznicy. Jutro po nią jadę. Wet miał jej zrobić badania i sprawdzi co i jak. Nie zamierzam suni skrzywdzić, nie bójcie się. Zadeklarowałam, że dam jej opiekę, ale przecież poinformowalam Morieee na początku, że jeśli nie będzie się zgadzała z moimi zwierzakami to u mnie będzie tylko DT i Moriaaa się z tym zgodziła. Umowę adopcyjną podpisałam. Oczywiście, że rozumiem, że pies po przejściach potrzebuje czasu i wiedziałam, że nie będzie łatwo. Tylko nie spodziewałam się zachowań cieczkowych. Z jednej strony suka, która zaczepia psa w wiadomym celu a z drugiej strony ja wiedząca, że absolutnie nie mogę ich do siebie dopuścić bo będzie ciąża i dopiero by na mnie wszyscy naskoczyli. Od jutra Gertie będzie u mnie, zobaczę jak się to potoczy, ale jeśli nie będzie się układało to znajdę jej dobry dom i mam nadzieję, że mnie nie ukamieniujecie...
-
Nie chciałam was trzymać w niepewności, po prostu nie miałam głowy do komputera. Tak, jestem zła i rozgoryczona i przygnębiona. Nie spodziewalam się, że ktoś z dogomaniaków przywiezie mi suczkę z cieczką gdy ja mam psa. Na szczęście mam jeszcze kilku dobrych przyjaciół, którzy lubią zwierzęta. Moja koleżanka zabrała Gertie na kilka dni, żeby nie było w pobliżu psa. Będzie tam do wtorku - tzn gdy wróci mój partner. Wet potwierdził, że ona ma cieczkę. Podjęlam się odpowiedzialności za nią, więc obiecuję znaleźć jej dobry dom stały. Mój pies powoli wraca do rownowagi ( był tak nabuzowany tym jej podtykaniem zadka, że prawie mial stan przedzawałowy). Moja kotka też wróciła dzis rano i wreszcie coś zjadła - tak jak i ja ( po raz pierwszy od piątku wieczorem). Teraz idę sprzątać dom i próbować czyścić meble ( Gertie wszędzie sikała to i mój pies zaczął). Calły czas z koleżanką szukamy dobrego domu dla Gertie, bo w związku z sytuacją mój partner powiedział, że nie możemy jej zatrzymać jeśli przez to nasz pies zaczyna warczec na mnie ( a warczał). Porobiło się... jeszcze nikt mnie w takie bagno nie wrzucił... na razie tyle idę podreperować psychikę przed wtorkiem...
-
Witam Gertie przyjechała wczoraj ok. 19-tej. Natychmiast po zniknięciu Moriii zaczęła wyć. Szkoda, że nikt mi nie powiedzial, że ona ma cieczkę... Cały czas wskakuje na mojego psa, gryzie go i nadstawia się aż miło. Gonzo wariuje bo ja mu nie pozwalam, żeby nie miala szczeniąt. Moja kotka to nawet do domu nie wejdzie bo już ją Gertie ugryzła w plecki. OPbawiam się, ze mój domek będzie tylko DT i muszę poszukać jej dobrego domku stalego gdzieś blisko. Szkoda bo to naprawdę fajna psina, ale mój pierwszy obowiązek jest wobec moich pierwszych zwierzaków. Gertie właśnie stoi kolo mnie i choć ją głaskam wyje wniebogłosy. Chyba oszaleję...
-
Na Świętą Klotyldę - tylko się nie poduście!:shake: Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Szarotka alias Gertie będzie u mnie w piątek po południu!:multi: Wszystko już gotowe na jej przyjęcie, a ja wciąż próbuję rozgryźć procedurę wklejania zdjęć na forum, żebym mogła wam posłać zdjęcia Gertie jak już tu będzie. Już nie mogę się doczekać...
-
Cieszę się, że ,,moja'' psinka lepiej się czuje! Łóżeczko już gotowe w pokoju, jutro jadę po zabawki, smycz itp. Jeśli chodzi o piątek to sprawa ma się tak: Sam leci do Anglii z Rzeszowa. Niestety jego znajomość polskiego nie jest jeszcze wystarczająca:shake: , by jechał sam. W związku z tym ja muszę jechać z nim. Autobus powrotny mam dopiero o 12-tej tzn, że w Bieczu będę ok. 14.30 a w domu po 15-tej. Widzę więc 3 możliwości: musimy się spotkać po 15-tej; ewentualnie jeśli możesz przyjechać przez Rzeszów (choć to chyba dłuższa trasa) to możemy się tam spotkać i wrocę z tobą; albo musi to być sobota. Przepraszam, że tak to wyszlo, ale Sam nie pamięta jeszcze dokładnie gdzie ma iść w Rzeszowie i obiecałam, że mu to pokażę po raz ostatni - wtedy będzie mogł jeźdźić sam. Proszę daj znać co o tym myślisz. I wielkie dzięki Sagittarius za tę obiecaną obróżkę dla Gertie.:loveu:
-
Dzień dobry, cześć i czołem!:p To ja - nowa pancia Szarotki. Przepraszam, że nie ,,zaistniałam'' wcześniej ale doba ma ,,tylko'' 24 godz! Poza tym starałam się znaleźć drogę w labiryncie tego forum do różnych pożytecznych informacji - jak wysyłać prywatne wiadomości lub zamieszczać zdjęcia. Niestety, ze mnie jest kompletna noga jeśli chodzi o komputery więc dalej nie wiem co i jak. Nic to jednak - dla chcącego nic trudnego, więc i ja kiedyś posiądę tę sztukę. Dziś co prawda niedziela, ale moj biedny chłopak Sam zostal już zagoniony do pracy nad łóżeczkiem dla Szarotki. Acha, Szarotka nie będzie Szarotką już niedługo - musimy dać jej inne imię bo Sam ma wielkie problemy z wymówieniem tego słowa. Lepiej już skończę bo zagadam wszystkich na śmierć! Pozdrawiam!!!:loveu: